Popyt na energię zaczął spadać. - Do września zapotrzebowanie na energię było wyższe o około 3 proc. niż w analogicznym okresie 2007 roku, ale od października spada. Oceniamy więc, że zużycie energii w całym roku będzie tylko o 1 proc. większe niż w 2007 roku - mówi Stefania Kasprzyk, prezes PSE Operator.

Powiedziała, że podobny, 1-proc. wzrost zużycia przewiduje w latach 2009-2010.

Spadek popytu powinien wywołać spadek hurtowych cen energii, a w konsekwencji również cen detalicznych. Jednak wymagałoby to zmiany umów na zakup energii w 2009 roku, jakie zawarli producenci prądu ze sprzedawcami. Te zaś zakładają wzrost cen prądu.

- Nie zamierzamy rozwiązywać kontraktów na sprzedaż energii. Możliwe byłoby zmniejszenie dynamiki wzrostu cen prądu w 2009 roku, ale pod warunkiem, że doszłoby do renegocjacji kontraktów węglowych. Jednak ze względu na potrzeby inwestycyjne górnictwa to mało realne - uważa Paweł Mortas, prezes zarządu Enei.

Mimo że popyt na prąd jest mniejszy, zakłady dostają informację o planowanym wzroście cen.

- Otrzymałem pismo z zakładu energetycznego o podwyżce prądu od 1 stycznia 2009 r. o 40 proc. To dobijanie przemysłu przetwórstwa tworzyw sztucznych - ocenia Krzysztof Kowalczyk z Marflex-M.J.Maillis Poland.

Aby zapobiec gigantycznym podwyżkom, URE zapowiedział, że może wrócić do pełnej kontroli cen. Ten pomysł nie spodobał się branży. Po tym, jak URE ogłosił plany, przetarg na sprzedaż energii w 2009 roku przeprowadził Tauron Polska Energia. Na internetowych platformach obrotu po tym przetargu pojawiły się ceny 203-208 zł za MWh. To sporo mniej niż oferowane przez elektrownie w kontraktach hurtowych 220-230 zł za MW. Jak mówi Tomasz Lender, dyrektor w Tauron Polska Energia, ceny w internecie nie były prawdziwe.

- W rzeczywistości są one wyższe. Ale nie mogę powiedzieć, jakie to były ceny - mówi Lender.

Nawet gdyby ceny z internetowych platform okazały się prawdziwe, ich poziom mógłby nie zadowolić URE. Jego urzędnicy mówili, że cena w hurcie powinna wynosić 155 zł za MWh.