Narzucanie wysokich spreadów, czyli niekorzystnego kursu walutowego, po jakim spłacany jest kredyt hipoteczny denominowany we frankach, to jedna z najbardziej irytujących praktyk banków. A te zarabiają na spreadach łącznie 1,5 mld zł. rocznie. To jedna dziesiąta całego ich zysku.

Spreadów nie wpisuje się do umowy kredytowej, więc banki manipulują ich wysokością. Różnica między kursem a tym, co klient zapłaci, wynosi nawet 20 groszy na franku.

Minister gospodarki Waldemar Pawlak zaproponował zniesienie takich opłat, a przelicznikiem stałby się średni kurs NBP. Jednak banki kupują franka na rynku międzybankowym po różnych kursach i oferowanie kredytów walutowych mogłoby przestać się im opłacać. W efekcie część instytucji finansowych wycofałaby takie oferty. Likwidacja spreadów mogłaby też spowodować, że banki podniosą inne opłaty. Tak właśnie było, gdy musiały zgadzać się na to, by klient mógł spłacać kredyt bezpośrednio w walucie obcej. Natychmiast pojawiły się dodatkowe opłaty i przepis okazał się martwy. Podobnie jest z ustawą antylichwiarską, którą zaczęto natychmiast obchodzić.

Dlatego sposobu rozwiązania problemu wysokich spreadów trzeba szukać gdzie indziej. Najlepszy sposób to uświadomienie klientów. Każdy powinien otrzymać pełną informację, ile kosztuje go kredyt.

Niech więc bank obowiązkowo podaje za każdym razem aktualną wielkość tej opłaty, a najlepiej niech robi to na tle całej listy stawek w największych bankach. W takiej sytuacji nie będzie zainteresowany stosowaniem zbyt wysokich spreadów, bo gdy klient porówna stawki, pójdzie tam, gdzie jest taniej. Oprócz tego trzeba poziom spreadu wpisać do umowy, jak marże i oprocentowanie. To zadanie dla Komisji Nadzoru Finansowego.

Według ekspertów pomysł Ministerstwa Gospodarki jest łatwy do zaskarżenia przez banki. Dlatego zmiany zapowiedziane przez Waldemara Pawlaka zapewne nigdy nie wejdą w życie. Nie po raz pierwszy i nie ostatni. W czasie kryzysu Pawlak chciał unieważnienia opcji walutowych czy wprowadzenia dopłat do zakupu aut. Inne mgławicowe pomysły to prywatyzacja pracownicza czy objęcie KRUS-em wszystkim Polaków, bo to „dobry i prosty system”. Pawlak zgłasza różne propozycje dość często, zapewne, by pokazać, że nie jest malowanym ministrem od gospodarki. Teraz idą wybory, więc będzie ich jeszcze więcej.