Blady strach padł na właścicieli pubów i innych lokali gastronomicznych. Powinni oni od wielu lat uiszczać 10-proc. opłatę od reklamy napojów alkoholowych. A fiskus zaczyna się o zaległe sumy upominać.
Wystarczy, że na nalewaku do piwa, na szklankach czy parasolu nad stolikiem znajduje się logo producenta lub jego marka. Takie oznaczenia mogą zostać ocenione przez kontrolerów skarbowych jako reklama piwa, a od świadczenia usług reklamy alkoholu trzeba wnieść specjalną opłatę, zwaną potocznie piwnym podatkiem. I o te opłaty już zaczyna upominać się fiskus.
Reklama
Przekonał się o tym jeden z przedsiębiorców z województwa łódzkiego, który w umowie z producentem piwa zobowiązał się do uwidaczniania produkowanych przez niego marek w lokalu, m.in. na dystrybutorach, szklankach i podkładkach, oraz do utrzymania określonego poziomu sprzedaży alkoholu. Urząd skarbowy uznał, że usługa była reklamą napojów alkoholowych, udokumentowaną fakturą VAT i domagał się uiszczenia zaległych opłat w wysokości 7,2 tys. zł.

Reklama
Restrykcyjna wykładnia
Wszystko wskazuje, że w podobnej sytuacji mogą znaleźć się także inni przedsiębiorcy prowadzący puby, bary czy restauracje, którzy zawierają kontrakty na reklamowanie marek i używanie gadżetów reklamowych z logo marek piwa czy innych alkoholi.
Kontrolerzy skarbowi mają w rękach mocny argument. Wygraną przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, który wyroku z 31 marca 2015 r. (sygn. akt II FSK 707/13), rozstrzygając spór między izbą skarbową a właścicielem pubu, bardzo szeroko zakreślił, co powinno być uważane za reklamę. NSA stwierdził, że „rozpowszechnianie nazwy piwa albo logo jego producenta jest reklamą napojów alkoholowych”. Przykładowo więc reklamą w ocenie sądu jest m.in. przedstawianie nazw piwa sprzedawanego w lokalu na nalewakach, szklankach, podkładkach pod szklanki, jak też symboli graficznych i znaków towarowych piwa na terenie lokalu.
Oznacza to więc również, że formą reklamy są parasole w ogródku restauracyjnym, na których umieszczone jest logo browaru.
Mało znany obowiązek
Wspomniane szersze niż dotychczas rozumienie reklamy wynikające z owego wyroku może negatywnie wpłynąć na biznes. Podmioty świadczące usługi reklamy piwa zobowiązane są bowiem do odprowadzenia specjalnej opłaty, która jest przeznaczana na rozwój kultury fizycznej wśród młodzieży. Wynosi ona 10 proc. podstawy opodatkowania VAT – zgodnie z art. 132 ust. 1 ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1286; dalej u.w.t.p.a.). Opłatę trzeba wnieść na wyodrębniony rachunek utworzony w tym celu przez ministra sportu i turystyki. Trzeba też złożyć fiskusowi zbiorczą deklarację miesięczną o jej wysokości na druku DRA-1.
Jak ustaliliśmy, wyrok NSA może mieć przełożenie na wzmożenie kontroli w lokalach gastronomicznych. Wiele urzędów skarbowych w ostatnim czasie w ogłoszeniach na swoich stronach internetowych przypomina podatnikom o obowiązku składania druków DRA-1.
Problem w tym, że przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, że nie tylko sprzedają piwo, lecz także je reklamują. Tym bardziej że często sprzęt do lokalu czy gadżety biorą od producentów na zasadzie barteru. Tymczasem w niektórych przypadkach kwoty opłat mogą być znaczące. Fiskus może upomnieć się o opłaty nawet za kilka lat wstecz.
Interpretacyjny spór
Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, uważa, że najwyższy czas, aby urzędy zaczęły egzekwować prawo.
– Reklamy są wszechobecne. Nie wiem, czy przez oszustwa, nieuczciwość czy też w wyniku zwykłego gapiostwa, ale wpływy na fundusz ministra sportu i turystyki z tego powodu nie są egzekwowane – oburza się dyrektor Brzózka. I dodaje, że bez wątpienia szklanki z marką piwa czy parasole z logotypami służą reklamowaniu produktów. Gdyby było inaczej, producenci piwa nie udostępnialiby ich lokalom.
Nie zgadza się z tym Witold Masionek, prawnik w zespole IPT kancelarii Dentons. – Przedsiębiorca musi mieć możliwość eksponowania produktu w punkcie sprzedaży – uważa Masionek i dodaje, że w sklepach prowadzących wyłącznie sprzedaż alkoholu czy w restauracjach dopuszczalna jest nie tylko prezentacja produktów, lecz także ich reklama.
Wskazuje, że zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 3 zdanie 2 u.w.t.p.a. za reklamę nie uważa się informacji używanych do celów handlowych pomiędzy przedsiębiorcami zajmującymi się produkcją, obrotem hurtowym i handlem napojami alkoholowymi. Według niego wspomniany art. 21 u.w.t.p.a. za promocję (a nie reklamę) napojów alkoholowych uznaje publiczną ich degustację, rozdawanie rekwizytów związanych z nimi, np. kieliszków, kufli, podkładek czy organizowanie premiowanej sprzedaży.
Zdaniem mec. Witolda Masionka przekaz reklamowy musi zawierać w sobie zachętę do nabywania określonych towarów. Rozpowszechnianie oznaczeń indywidualizujących napój alkoholowy, których celem nie jest popularyzacja, nie powinno uważane ze reklamę. A skoro ktoś otrzymuje kufel wypełniony piwem z oznaczeniem producenta alkoholu – trudno uznawać, że ma to go zachęcić do zakupu produktu – skoro uczynił to już wcześniej.
Profilaktyczne działania
Jednak wśród ekspertów coraz więcej słuchać głosów, że restauratorzy powinni podatek płacić.
Profesor Ewa Nowińska, specjalistka w zakresie prawa własności intelektualnej, zaznacza, że w świetle ustawowej definicji reklamy napojów alkoholowych napis na parasolu bez wątpienia pełni tę funkcję. A w związku z tym należy od tego odprowadzić podatek. Wyrok jedynie to potwierdza.
Profesor Nowińska dostrzega, że zainteresowanie kontrolerów skarbowych usługami restauratorów w zakresie reklamy powinno skłonić tych drugich do refleksji. – Przedsiębiorcy będą musieli zrobić kalkulację, czy opłaca im się wystawić ogródek lub udostępniać swoim klientom choćby podkładki pod szklankę z piwem, które zawierają znaki producentów alkoholu – wskazuje prof. Nowińska.
OPINIA EKSPERTA
Jacek Świeca partner zarządzający w kancelarii Świeca i Wspólnicy:
Konsekwencje dla biznesu będą dość bolesne. Oto bowiem sąd stwierdził, że cały osprzęt towarzyszący działalności gastronomicznej to w istocie reklama. Orzeczenie jest w mojej ocenie mocno kontrowersyjne. Artykuł 21 ust. 1 pkt 3 u.w.t.p.a. wyraźnie mówi o „rozpowszechnianiu”, które to pojęcie wiąże się z pewnym dynamizmem i zakrojoną, choćby w minimalnej skali, oraz z góry założoną aktywnością na przyszłość mającą na celu pozyskanie nowych klientów. Tymczasem informacje zawarte na szklankach, podkładkach i innych ściśle powiązanych z już nabytym towarem obiektach nie mają na celu pozyskania nowych klientów, skoro zapoznaje się z nimi osoba, która już produkt nabyła. Przepisy unijne mówią z kolei wprost o wspieraniu zbytu, co ukierunkowane jest przecież na działania przyszłe. Niemniej jednak biznes alkoholowy musi przygotować się na nowe wydatki, chyba że postanowi wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości UE. Pojęcie reklamy jest bowiem, jak widać, tak szerokie, że zdecydowanie wymaga doprecyzowania.