Inwestycje publiczne - w sytuacji spowolnienia gospodarczego związanego m.in. ze wzrostem stóp procentowych - mają pełnić funkcję koła zamachowego polskiej gospodarki. Największymi zamawiającymi na tym rynku są Generalne Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) oraz PKP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK). W przypadku tej drugiej spółki problemem jest jednak finansowanie nowych inwestycji - takie wnioski płyną z debaty, która odbyła się podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Elastycznie na drogach

Jak przekonywał Tomasz Żuchowski, p.o. generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad, w ostatnich latach - wyciągając wnioski z doświadczeń - GDDKiA nauczyła się współpracować z biznesem. Wymienił w tym kontekście ostatnie działania dotyczące waloryzacji czy zwiększenie budżetu na drogi.
- Czasy są, jakie są - najpierw covid, teraz wojna. Trzeba jednak rozmawiać, po to by definiować ryzyka i robić wszystko, żeby podołać wyzwaniom - wskazał.
Jak podkreślił, sektor komercyjny, m.in. z uwagi na wzrost stóp procentowych, w ostatnim czasie przyhamował. Dlatego to inwestycje publiczne mają być kołem zamachowym gospodarki.
- Ważne więc, by te projekty były i abyśmy potrafili je realizować. Po to mamy mechanizmy, o których przed chwilą mówiłem, abyśmy mogli reagować w razie potrzeby i realizować te inwestycje - akcentował Tomasz Żuchowski.
Jak ocenił, obecne warunki umożliwiają dokończenie rozpoczętych i inicjowanie kolejnych projektów.
- Z perspektywy drogowej pesymistycznych dla rynku scenariuszy nie widzę. Na pewno będzie sporo wyzwań, ale przy dojrzałości naszego rynku, myślę, że podołamy obecnym wyzwaniom, pod warunkiem że będziemy chcieli wspólnie te projekty zrealizować oraz bardzo szybko i elastycznie reagować na pojawiające się zagrożenia - mówił Tomasz Żuchowski. Drugi warunek, jaki wymienił, to pieniądze.
- Będziemy robili wszystko, aby utrzymać płynność i stabilność sektora - zadeklarował. Aby, jak podkreślił, żadna z firm, poza przypadkami, które zawsze mogą się zdarzyć, nie musiała schodzić z placu budowy, z powodu braku środków czy możliwości przerobowych.

Na kolei niepokój

O perspektywie kolejowej mówił Arnold Bresch, członek zarządu, dyrektor ds. realizacji inwestycji PKP PLK. Jak przyznał, na kolei nic nie jest proste. PLK są na końcowym etapie realizacji Polskiego Programu Kolejowego.
- To gigantyczny zastrzyk finansowy, który wzbogacił polską kolej - 77 mld zł ze środków unijnych i budżetowych, które trafiają na rozwój naszej infrastruktury - wskazywał.
Przyznał jednak, że obecny etap realizacji projektów z tego programu nakazuje spółce „z pewnym niepokojem obserwować zakończenie umów”.
- Mamy ponad 40 mld zł w czynnych umowach, a zostało 1,5 roku, do końca 2023 r., do ich ukończenia. Część z nich nie zakończy się z przyczyn obiektywnych, związanych z pandemią czy wojną w Ukrainie, ale wiele pozostałych powinno się zakończyć. W przeciwieństwie do tego, jak sytuację ocenia branża, jako organ realizujący inwestycje jesteśmy zaniepokojeni tym, czy te inwestycje zakończą się w terminie - mówił Arnold Bresch. - Mamy nadpodaż projektów inwestycyjnych i wiemy, co chcielibyśmy zrobić, ale niestety do tej pory ani KPO, ani projekty z nowej perspektywy, z programu Feniks nie zostały uruchomione - podkreślał.
I konkludował: - Jesteśmy gotowi, mamy projekty budowlane, jedyne, czego brakuje do rozstrzygania czy ogłaszania przetargów, to finansowanie, ale to jest kwestia leżąca poza spółką.
Wiceprezes PKP PLK przyznał, że sektor drogowy ciągle - mimo wszystko - ma priorytet.

Potrzebna równowaga

Jak podchodzi do obecnych wyzwań strona wykonawców?
- Zawsze jestem optymistą - mówił prezes Budimeksu Artur Popko. - Zarówno GDDKiA, jak i PKP PLK to kluczowi zamawiający na naszym rynku. To duże firmy i poradzą sobie z trudną sytuacją. Jako przedstawiciel branży budowlanej raczej nie spodziewam się zejścia z placów budów - wskazywał.
Dodał, że GDDKiA zawarła aneksy waloryzacyjne, co - jak ocenił - bardzo mocno pomoże branży. Jak tłumaczył, limit waloryzacji wzrósł z 5 do 10 proc. Branża, przyznał prezes Popko, oczekiwała wyższej kwoty ze względu na galopującą inflację, jednak - jak mówił - w dialogu udało się wypracować kompromis w tej sprawie i 10 proc. waloryzacji pokrywa część strat wykonawców.
Szef Budimeksu dodał, że toczą się prace dotyczące waloryzacji przez PKP PLK.
- Wierzę, że dojdziemy do porozumienia i pomoże to nam jako wykonawcom zrealizować podpisane kontrakty - zadeklarował.
- Firmy budowlane mają wypełniony portfel zamówień. Lata 2023-2024 są dosyć obiecujące i jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego z cenami materiałów budowlanych, powinniśmy ten okres zakończyć pozytywnym efektem, jeżeli chodzi o branżę - podkreślał.
Zaznaczył jednak, że z niepokojem patrzy na późniejsze lata, 2025-2026. - Wiąże się to z tym, że dróg nam przybyło, więc nowych realizacji będzie mniej. Natomiast - jak przed chwilą usłyszeliśmy - w przypadku PKP PLK są niezależne problemy z finansowaniem - argumentował. Tymczasem, jak zauważył, spółki wydały duże środki na zakup sprzętu do realizacji inwestycji kolejowych.
Artur Popko mówił, że celem branży jest zachęcenie rządu, by PKP PLK otrzymały środki pożyczkowe na refinansowanie inwestycji, podobnie jak to jest w przypadku GDDKiA, żeby pomiędzy kluczowymi zamawiającymi była równowaga.
- To nam też pomoże przetrwać w segmencie kolejowym. Potrzebujemy perspektyw na lata 2025-2026, ale jestem optymistą i wierzę w to, że te środki się znajdą - konkludował Artur Popko.
SOB
PARTNER RELACJI
Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe