Nie każdy naukowiec musi być przedsiębiorcą, jednak dobrze, aby nauka rozumiała biznes, a biznes naukę. To jeden z kluczowych elementów, które sprzyjają rozwojowi środowiska innowacji.
Jak zauważa wiceprezes Sieci Badawczej Łukasiewicz dr Marcin Kraska, naukowcy często nie chcą być biznesmenami. Natomiast ci, którzy łączą umiejętność bycia przedsiębiorcą i naukowcem, osiągają duże sukcesy.
– Kombinacja cech naukowca z cechami biznesmena jest dobra, ale my nie zmuszamy wszystkich naukowców do tego, żeby byli biznesmeni. Dobrze jednak, aby naukowiec rozumiał biznes, i to jest chyba najważniejsze z punktu widzenia badań aplikacyjnych, bo nie mówimy tu o badaniach podstawowych, gdzie oddajemy całe pole naukowcom – ocenia Marcin Kraska, który był jednym z uczestników debaty „Współpraca nauki z biznesem w Polsce” podczas Innovatorium Łukasiewicza w Poznaniu.
Reklama
Jak dodaje wiceprezes Łukasiewicza, biznes również musi rozumieć naukowców. – Jeżeli ten dialog jest bardzo dobry, to efekty też są bardzo dobre – mówi.

Strategie „push” i „pull”

Reklama
O sukcesie realizacji prac badawczo-rozwojowych w firmach decyduje precyzyjne dotarcie do odpowiednich inżynierów i naukowców dysponujących kompetencjami oraz infrastrukturą potrzebnymi do zaspokojenia potrzeb technologicznych przedsiębiorstw – uważa dr inż. Jakub Kaczmarski, zastępca dyrektora departamentu badań i innowacji w Łukasiewiczu.
– Bardzo często przedsiębiorca, świadomy swoich potrzeb technologicznych, nie ma wiedzy, w której jednostce naukowej czy badawczej znajduje się konkretny zespół inżynierów, który jest w stanie na to wyzwanie odpowiedzieć. Tu z pomocą przychodzi Łukasiewicz – wyjaśnia ekspert.
Odpowiadając na potrzebę firm, Łukasiewicz identyfikuje zespoły naukowe, które są w stanie sprostać oczekiwaniom przedsiębiorcy. Na stronie internetowej Łukasiewicza znajduje się prosty formularz, w którym Łukasiewicz zachęca firmy do tego, żeby opisywały swoje problemy technologiczne. – Nazywamy to wyzwaniami. Mówimy firmom: rzućcie nam wyzwanie, powiedzcie, jakie problemy technologiczne chcielibyście rozwiązać, a my zidentyfikujemy spośród naszych 4,5 tys. inżynierów optymalne zespoły, które posiadają kompetencje, dysponują infrastrukturą i mają pomysł, jak rozwiązać ten problem – tłumaczy Jakub Kaczmarski. Wyzwanie „trwa” 15 dni, a Łukasiewicz przedstawia swoje propozycje przedsiębiorcom za darmo.
– Po 15 dniach roboczych przedsiębiorca jest zapraszany na spotkanie, gdzie alternatywne zespoły inżynierów w sformatowany sposób w sześciominutowych prezentacjach przedstawiają informacje o zespole, infrastrukturze, pomyśle, zadaniach, budżecie czy wreszcie o terminach. Wtedy przedsiębiorca może zdecydować, z którym zespołem chce dalej rozmawiać, a z którym nie – wyjaśnia Jakub Kaczmarski.
W przypadku firm, które chcą skorzystać ze środków publicznych na badania i rozwój, Łukasiewicz proponuje też optymalne źródło dofinansowania publicznego.
Powyższa formuła współpracy z biznesem jest określana w Łukasiewiczu jako strategia „pull”, w której firma wskazuje kierunek, a instytut proponuje projekt badawczo-rozwojowy. Druga ze strategii to strategia „push”. Na czym polega?
– Ponieważ inżynierowie to kreatywni ludzie, pełni wiedzy nie tylko z obszaru ich dziedziny technicznej czy dyscypliny naukowej, to wiedzą, w jaki sposób będą ewoluowały pewne trendy. W jednym z naszych instytutów mamy kompetencje związane z foresightem, gdzie analizujemy zmiany trendów rynkowych, społecznych lub legislacyjnych, na przykład na poziomie Komisji Europejskiej i jesteśmy w stanie przygotować pod tym kątem określone technologie. Jeżeli firma wskaże, że potrzebuje zaprojektowanej przez nas technologii, a my zadeklarujemy, że jesteśmy w stanie ją opracować w ciągu np. dwóch lat, to po wskazanym okresie firma może od nas kupić licencję na to rozwiązanie. Tym samym biznes może outsourcować ryzyko związane z B+R i ryzyko finansowe – tłumaczy Jakub Kaczmarski.
Strategia „push” sprawdza się w przypadku wyzwań takich jak Europejski Zielony Ład oraz innych unijnych reform, które wymagają wdrożenia zmian technologicznych. Przykłady?
Obecnie procedowana jest dyrektywa, która nałoży na powiaty obowiązek monitorowania jakości wody na wyjściu z wodociągu i na wejściu do każdego budynku. Sieć Badawcza Łukasiewicz opracowuje dla jednego z miast powiatowych technologię takiego monitorowania jakości wody, a jednocześnie rozmawia z firmą, która może być potencjalnym producentem tego typu urządzeń. – Łukasiewicz zapłaci z własnych środków za opracowanie technologii, a firma odkupi od Łukasiewicza licencję i będzie produkować urządzenia. Dyrektywa zacznie obowiązywać za kilka lat, a powiat będzie gotowy na zmiany już w przyszłym roku. Firma będzie mogła zaś sprzedać urządzenia kolejnym powiatom w Polsce – wyjaśnia przedstawiciel Łukasiewicza.
Inny przykład „pushowania” innowacji dotyczy ekologicznego transportu kolejowego. – Rozmawiamy z jednym z producentów taboru kolejowego o projekcie, w przypadku którego chcemy zastąpić lokomotywy hybrydowe z silnikiem Diesla i silnikiem elektrycznym hybrydowymi lokomotywami wodorowo-elektrycznymi. To działanie w kontekście Zielonego Ładu, ale i Krajowego Planu Odbudowy, bo pamiętajmy, że do 2026 r. marszałkowie województw będą dysponować środkami na zakup zeroemisyjnych lokomotyw – wskazuje Jakub Kaczmarski.

Na styku nauki i biznesu

Przykładów dobrych efektów współpracy nauki i biznesu nie brakuje też wśród projektów, które zostały już zrealizowane. Jednym z nich jest wdrożenie projektu inteligentnego robota polowego. Na początku drogi ku komercjalizacji produkt nie znalazł odbiorcy biznesowego, mimo swojego wyspecjalizowania. Pomógł dialog z przedsiębiorcami. – Dzięki rozmowie z biznesem zdefiniowaliśmy produkt, który został dofinansowany z NCBiR (Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – red.). Niemniej jednak projekt musiał się zderzyć z rynkiem – opowiada Marcin Kraska.
Modelowy sposób współpracy nauki i biznesu wypracowało PKP SA. – U nas punktem wyjścia było znalezienie tych celów, na których nam zależy z punktu widzenia biznesu, czyli wskazanie ścieżki, którą chcielibyśmy iść. To był pierwszy etap, kiedy pomyśleliśmy, że do badań i rozwoju warto zaangażować świat nauki, bo tam tworzą się rozwiązania, które mogą nas wesprzeć w podążaniu tą ścieżką. Dlatego wyszliśmy do tego szerokiego grona, między innymi do Sieci Badawczej Łukasiewicz i odzew był bardzo dobry – wskazuje Zbigniew Jancewicz, dyrektor Biura Badań Rozwoju i Cyfryzacji PKP SA oraz jeden z uczestników debaty „Współpraca nauki z biznesem w Polsce” podczas Innovatorium.
– Przyjęliśmy założenie, że nie jesteśmy alfą i omegą i nie wiemy wszystkiego o tym, co i w jakim kierunku należałoby zrobić, żeby dojść do celów, które założyliśmy. Bardziej zależało nam na tym, żeby usłyszeć od naukowców i od osób, które pracują nad tymi rozwiązaniami, w jaki sposób oni byliby w stanie to zrobić – mówi dyrektor. I uzupełnia, że zgłoszeń pomysłów na realizację celów założonych przez PKP SA było tak wiele, że spółka nie była w stanie wykorzystać wszystkich. – Musieliśmy dokonać pewnej selekcji i sprawdzenia pod kątem biznesowym tego, które ze zgłoszonych elementów są dla nas najbardziej istotne i mogą przynieść wymierne korzyści w dłuższej i krótszej perspektywie. To pozwoliło nawiązać rozmowę biznesu i nauki. Teraz przystępujemy do uczestnictwa w projektach badawczo-rozwojowych Horyzont Europa – komentuje Zbigniew Jancewicz.
Bardzo istotnym elementem realizacji współpracy nauki biznesu jest finansowanie. Na aspekt ten zwraca uwagę dyrektor Biura Innowacji i Rozwoju Nowych Technologii PKN Orlen Arkadiusz Majoch, jeden z uczestników Innovatorium. Właśnie na kwestii finansowania koncentruje się PKN Orlen. – Spółka venture capital, która została niedawno ogłoszona, dopuszcza dwa sposoby współpracy ze światem nauki i z przedsiębiorstwami, które zajmują się nauką. To jest albo zaangażowanie finansowe bądź też udział w finansowaniu projektów pośrednio – wyjaśnia przedstawiciel koncernu paliwowego.
PKN Orlen realizuje też wspólne przedsięwzięcie na rzecz nauki z NCBiR. – Będziemy finansować współpracę z uczelniami, instytutami i podmiotami prowadzącymi badania. W ciągu najbliższych trzech, czterech lat chcemy wydać 200 mln zł. Ogłosiliśmy już pierwszy konkurs i do początku lipca czekamy na dobre propozycje projektów, które będziemy chcieli finansować, ale takich, które będziemy jednoznacznie dedykowali do przeskalowania. Dlatego mamy centrum badawczo-rozwojowe. Tam, gdzie sprecyzowaliśmy ramy dla konkursu, otrzymamy różne propozycje projektów do realizacji, poczekamy na rezultaty tych projektów i przeniesiemy je przez centrum badawczo-rozwojowe do skali produkcyjnej – tłumaczy Arkadiusz Majoch.
– Naszym zadaniem jest teraz to, aby wspierać intensywnie badania i je finansować, brać na siebie ryzyko, jednocześnie oczekując rezultatów – podsumowuje.
DZR