Środki zaradcze warunkujące zgodę Brukseli na fuzję Orlenu z Lotosem zabezpieczyły dostawy ropy do Polski w przededniu wojny w Ukrainie. To efekt partnerstwa z globalnym producentem surowca i istotny wkład w bezpieczeństwo energetyczne Polski. O tym, czy fuzja Orlenu z Lotosem może przyspieszyć osiągnięcie niezależności energetycznej i o konkurencji, dyskutowali uczestnicy debaty przygotowanej przez Instytut Studiów Wschodnich, organizatora Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

W branży energetycznej wieje silny wiatr zmian, zaś otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne wzmacniają jeszcze jego podmuchy. Wartościową umiejętnością będzie to, żeby trzymać mocno ster, czyli płynąć we właściwym kierunku. Jak ocenił podczas debaty Krzysztof Nowicki, wiceprezes zarządu ds. fuzji i przejęć w Grupie Lotos, „małym okrętem będzie trudniej dopłynąć do portu”, zaś duże jednostki poradzą sobie dużo lepiej w okresie transformacji.
- W przypadku PKN Orlen i Grupy Lotos połączenie daje wiele synergii. Przede wszystkim pozwala, aby jedna grupa przechodziła wspólnie przez transformację energetyczną, a nie oddzielnie, rywalizując ze sobą o te same projekty - zauważył Marek Garniewski, ekspert w biurze relacji inwestorskich PKN Orlen, podkreślając korzyści, które wynikają z fuzji Orlenu i Lotosu.
Krzysztof Nowicki wskazał z kolei, że Lotos stanowi istotną wartość w łańcuchu przyszłego koncernu multienergetycznego i dodatkowo wzmocni już silną pozycję PKN Orlen jako istotnego gracza w tej części Europy.

Komisja Europejska na straży

- W przestrzeni publicznej zdania co do fuzji Orlenu i Lotosu są podzielone - ocenił dr Leszek Juchniewicz, doradca prezesa zarządu Pracodawców RP. Ekspert wskazał, że niektórzy członkowie reprezentowanej przez niego organizacji zwracają uwagę na potencjalną monopolizację rynku.
- Regulowałem monopole jako prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Nie mam sentymentu do takich organizacji. Jednocześnie rozumiem dążenia przedstawicieli tych firm, by się zintegrować, połączyć i scalić działalność operacyjną - ocenił Leszek Juchniewicz.
I podkreślił, że z tego powodu tak ważny jest dialog i mówienie zarówno o pozytywnych aspektach fuzji, jak i o problemach z nią związanych.
Do wypowiedzi Leszka Juchniewicza na temat potencjalnej monopolizacji rynku paliwowego odniósł się wiceprezes Lotosu.
- Nie odnoszę takiego wrażenia, żebyśmy w kontekście organu antymonopolowego, który dla tego postępowania stanowiła Komisja Europejska, mogli mówić o rzeczywistych zagrożeniach wynikających z monopolizacji - ocenił Krzysztof Nowicki. Jak wyjaśnił, Komisja Europejska przyjęła takie rozstrzygnięcia i ukształtowała środki zaradcze w taki sposób, że finalnie uniemożliwiają one zbudowanie przez połączony koncern monopolu we wszystkich przestrzeniach wspólnie prowadzonej działalności Lotosu i Orlenu.

Rola partnerstwa z Saudi Aramco

Jednym z elementów fuzji Orlenu z Lotosem jest rozszerzenie współpracy na polskim rynku z koncernem Saudi Aramco, który kupi część udziałów rafinerii Lotosu w Gdańsku.
- Saudi Aramco mierzy się z podobnymi problemami co my, bo węglowodory - jeśli się na nich skupiamy - to nie są tylko paliwa. To cała część biznesu petrochemicznego, czyli materiałowego. To również materiały, które są niezbędne do transformacji energetycznej - tłumaczył Marek Garniewski. Dodał, że rynek europejski będzie powoli odchodził od paliw kopalnych na rzecz alternatywnych. Saudi Aramco dysponuje zaś zaawansowanymi technologiami zarówno w zakresie biznesu petrochemicznego, jak i w obszarze paliw alternatywnych.
Ekspert Orlenu zauważył też, że Polska - podobnie jak reszta Europy - stoi obecnie w obliczu sytuacji, w której dostęp do rosyjskiej ropy zostanie odcięty i trzeba będzie zadbać o jej pozyskiwanie z innych źródeł. PKN Orlen od ponad czterech lat prowadził działania na rzecz dywersyfikacji dostaw. W tym czasie - wskazał Marek Garniewski - udało się zredukować wykorzystanie rosyjskiej ropy w instalacjach z prawie 100 proc. do ok. 30 proc.
- Historycznie rafineria w Płocku była przystosowana przede wszystkim do przerabiania ropy rosyjskiej. Mnogość inwestycji i odpowiednich decyzji biznesowych sprawiła, że zamknięcie tego kierunku dostaw nie wiązałoby się dla nas z dużym kryzysem w zakresie możliwość dostarczania paliw na rynek polski - ocenił ekspert PKN Orlen.
- Duży podmiot może więcej w kontraktacji ropy naftowej. Zakup surowca w tych okolicznościach to wyzwanie i sztuka dostępna dla tych, którzy potrafili zbudować łańcuch wartości w czasie - uzupełnił wiceprezes Lotosu. Przypomniał, że w bardzo krótkiej perspektywie pojawia się data 5 grudnia 2022 roku, kiedy „prawdopodobnie kończy się pobieranie surowca ze Wschodu”.
- Oczywiście, że to jest realne - podkreślił Krzysztof Nowicki i uzupełnił, że proces fuzji umożliwia realizację zadania, jakim jest odcięcie się od rosyjskich węglowodorów.
- Dzięki temu, że zostały nam postawione warunki w postaci konieczności realizowania środków zaradczych, doszło do zbudowania strategicznego partnerstwa z Saudi Aramco - tłumaczył wiceprezes Lotosu.
Jak wyjaśnił, jedna z umów z gigantem naftowym mówi o tym, że „co najmniej 45 proc. surowca, jaki będzie przetwarzany w potencjalnie powstałym koncernie multienergetycznym, będzie surowcem o określonej jakości, który pochodzi w określonym czasie, z gwarancją ceny i z gwarancją dostawy z Saudi Aramco”.
- To jest wartość po 24 lutego praktycznie niewyobrażalna dla współczesnego świata. Zawarcie tego kontraktu w styczniu okazało się ucieczką do przodu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo krótkoterminowe, średnio- i długoterminowe - komentował Krzysztof Nowicki.
Jak zauważył Maciej Szozda, były wiceprezes zarządu Grupy Lotos, gdyby Saudi Aramco dostarczało 100 proc. ropy do Polski - a polskie rafinerie przerabiają 27 mln ton ropy - to stanowiłoby to 5 proc. wydobycia Saudi Aramco.

Sprzedaż stacji paliw

W kontekście fuzji Orlenu z Lotosem duże emocje budzi warunek sprzedaży ok. 400 stacji paliw Lotosu. Wiadomo już, że punkty detaliczne kupi węgierski MOL.
- Komisja Europejska zbadała, gdzie na terenie kraju Orlen i Lotos osiągnęłyby zbyt dużą koncentrację. Tam, gdzie jest niezachwiana sprzedaż i bezpieczeństwo funkcjonowania Orlenu, tam stacje Lotosu mogą być sprzedane. To znaczny, że nie tracimy panowania nad tym terenem - podkreślił Krzysztof Nowicki.
Przypomniał też, że nie jest to sprzedaż za gotówkę, lecz transakcja wymiany o wartości ok. 2 mld zł, która oznacza wejście Orlenu na kolejny rynek.
- Sprzedano stacje podmiotowi, którego na rynku w Polsce nie było. Powiem szczerze, że gdybym był na miejscu kolegów, zrobiłbym to samo, sprzedałbym podmiotowi, którego nie ma na rynku. Gdyby którykolwiek z dużych graczy na rynku - czyli Circle K, BP czy Shell - kupił te stacje, to urósłby do pozycji gracza z liczbą stacji od 800 do prawie 1000. Konkurencja dla PKN Orlen byłaby już bardzo niekomfortowa - komentował Maciej Szozda.
Przypomniał, że CPN przespał lata 90., kiedy stacje zagranicznych koncernów paliwowych powstawały we wszystkich dużych miastach. W związku z tym obecność Lotosu np. w Warszawie to jedynie siedem stacji paliw. Brakuje miejsca na kolejne inwestycje w stacje w dużych miastach. Grupa Lotos jest za to silna w tranzycie, czyli w miejscach obsługi podróżnych, gdzie posiada 32 stacje.
- Gdyby pomiot, który ma dzisiaj stacje miejskie, dostał drugą część stacji tranzytowych i stacji w mniejszych miastach, byłby niezwykle groźnym konkurentem - tłumaczył Maciej Szozda.
Przypomniał też, że 400 stacji, które kupi koncern MOL, to zaledwie 5 proc. udziału w rynku.
DZR
Materiał powstał przy współpracy z PKN Orlen
foto: materiały prasowe