Najechanemu sąsiadowi trzeba pomagać, ale szykować się też na konkurowanie z nim, bo jego integracja z Unią jest nieunikniona.

Postępująca integracja Ukrainy z Unią to duże wyzwanie dla polskiego sektora rolno-spożywczego. Musi on zacząć szukać swoich przewag konkurencyjnych nie tylko w cenie, ale też w budowaniu marek.
Parlament Europejski poparł propozycję Komisji Europejskiej zawieszenia ceł na ukraiński eksport do UE na rok. Jak informuje nas PE, obejmuje to produkty przemysłowe, owoce, warzywa, stal. Prawo wejdzie w życie najpewniej w drugim tygodniu czerwca.
Wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk podkreśla, że z powodu zablokowania ukraińskich portów przez agresora eksport może odbywać się jedynie drogą lądową. - Ze względu na ograniczone możliwości przeładunkowe ten eksport napotyka przeszkody - dodaje. Podkreśla, że w ubiegłym roku wartość eksportu rolno-spożywczego z Ukrainy do Unii wyniosła prawie 7 mld euro, z czego ponad 4,3 mld euro przypadało na olej słonecznikowy, ziarno kukurydzy i nasiona rzepaku lub rzepiku.
Jak zawieszenie ceł wpłynie na polski rynek i przemysł? - Zawieszenie na rok unijnych ceł na import żywności z Ukrainy jest lekko negatywne dla konkurencyjności cenowej polskiego eksportu żywności - przyznaje Jakub Olipra, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polska. Jak tłumaczy, Ukraina ma o wiele lepsze warunki naturalne do produkcji rolnej niż Polska, a koszty pracy są tam zdecydowanie niższe, co sprawia, że żywność z Ukrainy jest tańsza od naszej. W krótkiej perspektywie Jakub Olipra nie spodziewa się jednak zalania unijnego rynku ukraińskimi płodami rolnymi. - W warunkach prowadzonych działań wojennych produkcja będzie tam wyraźnie niższa. Do tego wyzwaniem pozostają logistyka, problemy z wysyłką do UE przy niewystarczającej infrastrukturze dodatkowo osłabionej przez działania wojenne. Dlatego w mojej ocenie wpływ na polski sektor rolno-spożywczy będzie „lekko negatywny” - argumentuje.
O tym, że ukraińska podaż produktów rolnych jest mocno ograniczona przez skutki wojny, mówi też Mariusz Dziwulski, ekspert PKO BP. On też ocenia, że zniesienie ceł na ukraińskie towary na okres jednego roku raczej nie spowoduje istotnego zwiększenia importu z Ukrainy. - Możliwości zwiększenia ukraińskiego eksportu drogą lądową (m.in. koleją) nie są znaczące. Oczywiście może wzrosnąć ilość ukraińskiego zboża sprzedawanego do Polski, co widać już w niektórych danych dotyczących handlu po wybuchu wojny. Niemniej nasz kraj jest naturalnym kierunkiem sprzedaży dla ukraińskiego zboża (obok Rumunii) z powodu możliwości wywozu drogą morską. Mniejsze cło (np. w przypadku pszenicy) też nie musi być zauważalne na rynku w warunkach znaczących podwyżek cen, z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach - komentuje.
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności, zauważa, że trudno ocenić efekty zniesienia unijnych ceł na towary żywnościowe z Ukrainy, bo istnieje wiele znaków zapytania. Nie wiemy np. tego, jaka jest w tej chwili zdolność eksportowa Ukrainy. Czy tego, jaka część z tych towarów będzie reeksportowana poza Unię, a jaka zostanie na rynku wewnętrznym, wpływając na sytuację rodzimych producentów. Szczególnie wskazany byłby reeksport zbóż, na których niedobór cierpi w tej chwili wiele państw poza Unią, które dotąd kupowały ziarno w Ukrainie lub Rosji.
Wśród plusów zniesienia ceł Andrzej Gantner wymienia lepszy dostęp do oleju słonecznikowego czy lecytyny słonecznikowej, których obecnie mamy potężny niedobór.
- Pytanie jednak, co będzie z innymi produktami żywnościowymi, choćby mięsem drobiowym? Jesteśmy jego znaczącym eksporterem, również na rynki unijne. Co się stanie, jeżeli pojawią się dodatkowe duże partie pochodzące z Ukrainy? Wszyscy wiemy, że produkcja rolna, w tym zwierzęca, w Ukrainie jest tańsza - zaznacza. To zagrożenie dla pozycji naszych producentów i eksporterów. - Już wcześniej zgłaszali oni zastrzeżenia do dużego napływu mięsa drobiowego z Ukrainy spowodowanego luką w przepisach celnych - akcentuje.
W jego ocenie można mieć też pewne obawy, jeżeli chodzi np. o produkty przetworzone. - Ukraina - mówi - jest choćby dosyć dużym producentem słodyczy. - W minionych latach kontyngenty tego rodzaju towarów wywoływały spore zamieszanie na rynku. Okazywało się bowiem, że choć były one przeznaczone na cały unijny rynek, to większość zostawała w Polsce. A ponieważ te produkty cenowo są mocno konkurencyjne, polscy producenci skarżyli się na taką sytuację - opisuje.
Grzegorz Kozieja, dyrektor biura analiz sektora food and agri w Banku BNP Paribas, zwraca uwagę na swego rodzaju zabezpieczenia dla Unii, które w razie niepożądanych efektów umożliwiają nawet natychmiastowe wycofanie się ze zwolnień. - Popyt światowy na produkty żywnościowe jest obecnie tak silny, a rynki na główne produkty ukraińskie tak globalnie połączone, że stanowi to solidne wsparcie dla cen rynkowych. Obecnie znacznie większy wpływ na europejskie ceny żywności, przyczyniając się do ich wzrostu, ma fakt blokady przez Rosję ukraińskich portów i brak towarów na światowych rynkach niż ukształtowanie relacji UE-Ukraina - uważa.
A jak sytuacja może wyglądać w dłuższej perspektywie? - Myślę, że pewne obawy - dotyczące tego, czy na pewno jesteśmy gotowi na tak szybkie pojawienie się na rynku wewnętrznym UE tak potężnego konkurenta - występują. Pojawiły się one już wraz z informacjami o szybkiej ścieżce przyjęcia Ukrainy do UE i ewentualnym całkowitym otworzeniu rynku - mówi Andrzej Gantner. Dodaje, że mają one jednak charakter czysto ekonomiczny, w warstwie etycznej pomoc Ukrainie, szczególnie jeżeli będzie można reeksportować te produkty, wydaje się oczywiście zasadna. - Ważne jednak, aby pomagając, przestrzegać zasad bezpieczeństwa i jakości żywności tak, aby zapewnić naszemu rolnictwu i przetwórstwu przynajmniej pod tym względem równe warunki konkurencji - podkreśla.
W ocenie analityka Credit Agricole można oczekiwać, że wraz z rosnącą integracją Ukrainy z UE kraj ten będzie coraz bardziej obecny na unijnym rynku żywności. - To duże wyzwanie stojące przed polskim sektorem rolno-spożywczym - wskazuje. Podkreśla, że eksporterzy z Polski i z Ukrainy konkurowaliby na ogół w tym samym segmencie produktów, w przypadku których liczy się przede wszystkim cena. Jaki z tego wniosek dla naszego sektora rolno-spożywczego? - Musi zacząć szukać swoich przewag konkurencyjnych nie tylko w cenie, ale i w wartości dodanej i budowaniu marek - przekonuje Jakub Olipra.
Natomiast Grzegorz Kozieja ocenia, że sektor produkcji żywności w UE ma czas, aby wypracować podejście do współpracy z Ukrainą po wojnie w sposób, jaki nie osłabi jego pozycji ekonomicznej.
A co z innymi branżami, np. naszym hitem eksportowym, branżą meblarską? Nie obawia się ona specjalnie ukraińskiej konkurencji. - Dla nas większą konkurencją są dziś państwa unijne - Rumunia czy Bułgaria - mówi nam Michał Strzelecki, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Jak dodaje, główną troską branży są dziś jednak spadające zamówienia.
- W kontekście wpływu tej decyzji na branżę tworzyw sztucznych trudno jest jednoznacznie określić efekt, szczególnie w krótkim czasie - mówi z kolei Robert Rosicki, wiceprezes zarządu firmy Eurocast, która przetwarza tworzywa sztuczne.
Zauważa, że w wyniku działań wojennych, oprócz zniszczeń wielu zakładów produkcyjnych, import surowców (granulatów) jest bardzo utrudniony. Nie sprzyja temu także blokada ukraińskich portów i żeglugi w basenie Morza Czarnego. - Bez dostępu do surowców z Europy czy z Azji, tamtejsza branża przetwórstwa tworzyw sztucznych nie będzie miała zbyt wielu możliwości zaistnienia na rynkach europejskich - przewiduje.