Reklama
Na mocy dyrektywy o usługach audiowizualnych europejskie produkcje muszą stanowić 30 proc. internetowych platform wideo jak Netflix czy HBO GO. Chociaż Wielka Brytania wyszła z UE w 2019 r., jej tytuły są w tej regulacji nadal definiowane jako „europejskie”. Brukseli przestało się to jednak podobać, bo może oznaczać „nieproporcjonalną obecność” brytyjskich treści i zagrożenie dla europejskiej „różnorodności”. „Wysoka dostępność treści z Wielkiej Brytanii w usługach wideo na żądanie, a także przywileje wynikające z kwalifikowania ich jako produkcje europejskie mogą skutkować nieproporcjonalną obecnością treści z Wielkiej Brytanii w europejskich serwisach wideo na żądanie i utrudnić dostęp do większej różnorodności utworów europejskich (w tym z mniejszych krajów lub w rzadziej używanych językach)” – cytuje „The Guardian” za unijnym dokumentem.
Jak duża jest skala problemu? Europejskie Obserwatorium Audiowizualne, stanowiące część Rady Europy w Strasburgu, cyklicznie analizuje katalogi serwisów oferujących filmy i seriale w internecie.
Zarówno na platformach udostępniających wideo w modelu subskrypcyjnym (SVOD), jak i tych umożliwiających wykupienie pojedynczych tytułów (serwisy transakcyjne – TVOD) ponad połowę bibliotek programowych nieodmiennie stanowią produkcje ze Stanów Zjednoczonych. Natomiast z państw Unii największym eksporterem była przed brexitem Wielka Brytania. Z raportu za rok 2019 – ostatniego, w którym potraktowano tytuły brytyjskie jako unijne – wynika, że odpowiadała ona za ok. połowę seriali i ok. jedną trzecią filmów z UE dostępnych w sieci. Na podium były jeszcze tytuły francuskie i niemieckie z co najwyżej kilkunastoprocentowymi udziałami.

Reklama
Analizując rok 2020, Europejskie Obserwatorium Audiowizualne wyłączyło już brytyjskie wideo ze wspólnotowej puli. Od razu ubyło treści unijnych, co widać szczególnie w ofercie serialowej serwisów subskrypcyjnych, gdzie produkcje z UE 27 stanowiły ledwie 10,5 proc. – podczas gdy z Wielką Brytanią byłoby to 22,1 proc., czyli ponad dwa razy tyle. Ubytek na platformach TVOD jest mniejszy, choć nadal znaczący: 24,2 proc. wobec 36,3 proc.
Unijnymi liderami pod nieobecność Wielkiej Brytanii stały się Francja i Niemcy. Produkcje znad Sekwany stanowiły 26 proc. filmowego eksportu z krajów Unii w serwisach SVOD i 30 proc. na platformach TVOD. Natomiast w kategorii seriali królowali nasi sąsiedzi zza Odry – z udziałami odpowiednio 25 proc. i aż 49 proc.
Dla porównania: udział polskich produkcji w unijnym eksporcie filmów oscyluje wokół 1 proc., a seriali – 3 proc.
Widać więc, że wykreślenie brytyjskich utworów z uprzywilejowanej listy byłoby na rękę niektórym krajom członkowskim. Szczególnie mocno o swój przemysł kreatywny walczy Francja, która implementując parytet do prawa krajowego podniosła próg dla europejskich treści z 30 do 60 proc.
Ale do boju szykują się też Włochy. W przemysł filmowy zamierzają zainwestować pieniądze otrzymane z Funduszu Odbudowy. Np. studio filmowe Cinecittà w Rzymie zostanie dzięki temu doinwestowane kwotą 300 mln euro.
Utrata uprzywilejowanej pozycji będzie oznaczać, że brytyjskie produkcje jako obce stracą atut w rywalizacji z amerykańskimi. Osłabi to również brytyjskie wpływy. – To nasze największe źródło siły w kraju i za granicą. Kreatywność artystyczna i naukowa przepełnia nasz kraj: to unikalne źródło soft power, które obejmuje cały świat – tak brytyjski rząd pisał w strategii „Global Britain”, w której wyznaczył priorytety po brexicie.
Aby wyrugować brytyjskie produkcje, należy zmienić dyrektywę audiowizualną. Możliwe, że objęcie przewodnictwa w Radzie UE przez Francję w 2022 r. będzie do tego dobrą okazją.
Ale czy widzowie na tym skorzystają? Krytyk filmowy związany z „Krytyką Polityczną” Jakub Majmurek uważa, że nie. – Brytyjskie produkcje są przez widzów cenione i często wybierane. Wielka Brytania jest jednym z ciekawszych rynków, jeśli chodzi o produkcję treści. W interesie producentów byłoby, by rząd brytyjski porozumiał się w tej sprawie z Komisją Europejską – podkreśla. Przypomina, że produkcje mają często charakter ponadnarodowy. – „Wiedźmin” był produkcją z głównie brytyjskimi aktorami, graną po angielsku, ale na podstawie polskiej prozy i kręconą częściowo w Polsce – zauważa. To może być rozwiązanie na przyszłość dla Brytyjczyków – współpraca z europejskimi koproducentami. Wówczas produkcja byłaby kwalifikowana jako europejska.
Konieczne byłyby też zmiany w prawie krajów członkowskich. Definicja audycji europejskiej jako pochodzącej z państwa członkowskiego Unii lub z innego państwa będącego stroną „Europejskiej konwencji o telewizji ponadgranicznej” – jak Wielka Brytania – obowiązuje np. w polskiej ustawie o radiofonii i telewizji.
– Wyłączenie brytyjskich produkcji z kwot europejskich nie byłoby dla nas problemem. Wyzwaniem byłoby natomiast podniesienie kwot produkcji polskiej – mówi Bogusław Kisielewski, prezes Kino Polska TV.
Spółka jest nadawcą telewizyjnych kanałów filmowych i serwisu streamingowego Filmbox+. Jej flagowa stacja Kino Polska bazuje na krajowych produkcjach, ale pozostałe już nie. Gdy w lutym tego roku Ministerstwo Finansów zaprezentowało projekt ustawy o podatku od reklam, przemyciło w nim też przepisy zwiększające minimalny udział polskich programów w telewizji do 49 proc. czasu nadawania. Nadawcy krytykowali to rozwiązanie, choć największe protesty wywołał wtedy sam podatek. – Na razie temat polskiej produkcji ucichł, ale wiem, że takie regulacje są nadal rozważane. Problem w tym, że jest ich za mało, by wypełnić tak wysokie limity. Do tego najpopularniejsze rodzime filmy są droższe od hollywoodzkich hitów. A podniesienie kwot polskich jeszcze wywindowałoby ceny – stwierdza Bogusław Kisielewski.
Dziś nadawcy telewizyjni nad Wisłą na polskie programy muszą przeznaczać co najmniej jedną trzecią czasu nadawania, a na europejskie ponad połowę. Z kolei w serwisach VOD minimum wynosi 20 proc. i obejmuje łącznie treści europejskie i krajowe. Nowelizacja ustawy, która trafiła właśnie do Sejmu, podniesie tę poprzeczkę do 30 proc.
Spór o „Peaky Blinders” może wkrótce dołączyć do „wojny o kiełbasę” i innych pobrexitowych konfliktów między Unią a Wielką Brytanią. ©℗
Udział polskich filmów w unijnym eksporcie oscyluje wokół 1 proc.