Rządowa pomoc ruszyła zbyt późno, do tego nie wszystkie firmy będą w stanie z niej skorzystać. Dlatego ratunkiem przed masowymi bankructwami może być tylko jak najszybsze odmrożenie – uważają uczestnicy debaty „Odchudzona branża fitness” zorganizowanej przez DGP
Jak przedstawia się dziś sytuacja w branży sportowo-rekreacyjnej, w tym fitness?
Bartosz Józefiak: Tytuł spotkania dokładnie odzwierciedla sytuację. Branża została odchudzona o 3 mld zł przychodu, którego nie była w stanie osiągnąć z powodu lockdownu. Od marca pozostajemy w zasadzie zamknięci. Wyjątkiem był sezon letni, kiedy kluby i siłownie mogły funkcjonować w wysokim reżimie sanitarnym. Jednak to zwyczajowo najsłabszy frekwencyjnie okres dla naszego sektora, dlatego nie udało się branży odrobić strat powstałych po pierwszym zamrożeniu gospodarki.
Bartosz Józefiak członek zarządu Benefit System / Materiały prasowe
Lockdown trwa od października, tymczasem pieniądze są wypłacane teraz. Do tego wsparcie pozwoli pokryć tylko część powstałych strat. Nie obejmie też wszystkich, najwyżej 20-25 proc. podmiotów
O jakiej skali biznesu mówimy?
Bartosz Józefiak: W Polsce działa 10 tys. obiektów sportowo-rekreacyjnych, z czego 3,5 tys. to właśnie kluby fitness i siłownie. Mówiąc o 3 mld zł strat, mam na myśli właśnie tego rodzaju podmioty. Natomiast gdybyśmy uwzględnili cały sektor, byłoby to znacznie więcej. Dodam, że szacunki utraconych przychodów obejmują tylko czas do końca 2020 r., a lockdown przecież trwa nadal. To tym trudniejsze, że pierwszy kwartał roku to zwykle dla branży fitness szczyt sezonu. Jedna trzecia już nam przepadła, co oznacza, że firmy znowu będą musiały dokładać do biznesu. Skalę problemu dobrze widać chociażby na przykładzie większego miasta i średniej wielkości siłowni, której koszty stałe, w tym wynagrodzenia, czynsze i spłaty kredytów, wynoszą od 100 do 150 tys. zł miesięcznie. Cieszymy się, że został uruchomiony program wsparcia z Tarczy Finansowej PFR oraz Tarczy 6.0. Jednak w naszej ocenie pieniądze z nich zbyt późno popłynęły do przedsiębiorców. Lockdown trwa od października, tymczasem pieniądze są wypłacane teraz. Do tego wsparcie pozwoli pokryć tylko część powstałych strat. Nie obejmie też wszystkich, najwyżej 20–25 proc. podmiotów.
Nie zapominajmy, że branża liczy 4 mln użytkowników, którzy przez siedem miesięcy byli pozbawieni możliwości korzystania z obiektów sportowo-rekreacyjnych. To realna strata nie tylko dla firm z sektora sportowego, lecz także dla ich klientów. W końcu regularny ruch, także w pandemii, to element profilaktyki zdrowotnej, o czym dobitnie przypomina m.in. Światowa Organizacja Zdrowia. Dlatego, uwzględniając chociażby ten aspekt, warto pomyśleć o odmrożeniu sektora.
Czy szykuje się fala upadłości?
Bartosz Józefiak: Upadłości już miały miejsce, na szczęście to nadal pojedyncze przypadki. Dlatego trzeba uruchomić branżę i pozwolić firmom odbudowywać przychody, by większość podmiotów przetrwała. Oczywiście nie da się wrócić do normalnego funkcjonowania, jak przed epidemią. Wszystko musi odbyć się w reżimie sanitarnym. Zdajemy sobie z tego sprawę i sami to proponujemy, co więcej na bardziej zaostrzonych zasadach niż mówi rząd.
Dziś mało kto uwzględnia perspektywę długoterminową, jednak można oczekiwać, że pojawi się w niej boom na zdrowie. Trzeba dać firmom możliwość skorzystania z niego i odrobienia strat.
Andrzej Arendarski prezes Krajowej Izby Gospodarczej / Materiały prasowe
Duże sieciowe firmy mają zasoby, pozwalające im przetrwać, dla małych trwanie dłużej w tej sytuacji to wyrok śmierci. Jedynie odpowiedzialne odblokowanie z zachowaniem reżimu sanitarnego jest antidotum na problemy sektora
Andrzej Arendarski: Podobnie oceniam sytuację w sektorze. W tej chwili mówimy wręcz o wchodzeniu w zapaść. O ile duże sieciowe firmy mają zasoby, pozwalające im przetrwać, dla małych trwanie dłużej w tej sytuacji to wyrok śmierci. Jedynie odpowiedzialne, kontrolowane odblokowanie z zachowaniem reżimu sanitarnego jest antidotum na obecne problemy sektora. Zresztą to kwestia nie tylko ratowania branży, co jest oczywiście kwestią niezwykle ważną, lecz także zdrowia publicznego. To ważny czynnik, zwłaszcza teraz, gdy wiele osób nie ma codziennej porcji ruchu, który jest istotny dla zachowania komfortu psychicznego i fizycznego.
Przyznam, że dziwią mnie restrykcje. jakie dotknęły tę branżę. Wszystkie badania, z jakimi się zetknąłem, jasno pokazują, że ryzyko zarażenia w siłowaniach jest znikome. Natomiast inne miejsca, gdzie ryzyko zarażenia rzeczywiście istnieje, nadal działają normalnie.
Marcin Nowacki wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców / Materiały prasowe
Im mniejszy biznes, tym jest gorzej. Małe podmioty nie opierają się bowiem na rachunku zysku i strat, a na płynności finansowej. A ta nie jest zachwiana, tylko jej już nie ma
Marcin Nowacki: Od kilku tygodniu apelujemy, by zakończyć lockdown i wrócić do działania. Strategia rządu z drugiej połowy listopada takie wytyczne formułowała, tworząc mapę drogową, określającą kiedy i co będzie otwierane w sytuacji polepszania się stanu epidemicznego w kraju. Niestety ta strategia nie jest wdrażana. Dlatego apelujemy o powrót do mapy drogowej, którą popieraliśmy na etapie jej prezentowania.
Sytuacja w sektorze jest dramatyczna. Im mniejszy biznes, tym jest gorzej. Małe podmioty nie opierają się bowiem na rachunku zysku i strat, a na płynności finansowej. A ta nie jest zachwiana, tylko jej już nie ma. Dlatego część firm została zmuszona do zachowania, które nie powinno mieć miejsca po 30 latach od upadku komunizmu, czyli obchodzenia przepisów. Robią to nie dlatego, że chcą, ale że są do tego zmuszone, by utrzymać się na powierzchni.
Z raportów przygotowanych przez międzynarodowe zespoły badawcze wynika, że gastronomia i usługi w bardzo niewielkim stopniu przyczyniają się do transmisji wirusa. W sektorze tym bardzo rzadko dochodzi do zakażeń. Dlatego nie ma powodu, dla którego sektor fitness powinien pozostawać dłużej zamknięty. Szczególnie że pełni ważną rolę w zakresie zdrowia publicznego. Teraz, gdy szkoły pozostają zamknięte, a dzieci nie mają gdzie uprawiać aktywności fizycznej, jest to niezwykle ważne. Sektor jest przygotowany na otwarcie w reżimie sanitarnym. Dodam też, że z międzynarodowych badań powstałych po pierwszej połowie 2020 r. wynika, iż to szkoły powinny zostać uruchomione na samym końcu, przed gospodarką. Tymczasem mamy do czynienia z odwrotną sytuacją.
Dawid Piekarz wiceprezes Instytutu Stasica / Materiały prasowe
Jeśli przekroczymy „cienką czerwoną linię”, sektor zacznie wchodzić w zachodni model działania, czyli dojdzie do jego koncentracji w rękach dużych graczy. Mali staną się łatwym łupem do przejęcia. To oznacza utratę wielu miejsc pracy
Dawid Piekarz: Sytuacja jest dramatyczna z dwóch powodów: branża, podobnie jak większość usług, nie kumuluje kapitału, a podstawą zatrudnienia nie są umowy o pracę, tylko formy pozaetatowe. Uważam, że rząd, zamykając ją, nie uwzględnił czynników łagodzących. To branża, która daje zatrudnienie ogromnej liczbie osób i jest w stanie zapewnić działanie placówek w oczekiwanym reżimie sanitarnym. Do tego to sektor, w którym zaledwie 15 proc. stanowią duże, sieciowe kluby. Pozostała część to małe, rodzinne firmy. Jeśli przekroczymy „cienką czerwoną linię”, sektor zacznie wchodzić w zachodni model działania, czyli dojdzie do jego koncentracji w rękach dużych graczy, którzy coraz częściej działają w modelu bezobsługowym. Mali staną się łatwym łupem do przejęcia. To oznacza utratę wielu miejsc pracy.
Pojawia się pytanie, czy branża została zamknięta, by nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusa, czy w imię filozofii walki z COVID-19. Wiele wskazuje na to, że powodem było to ostatnie. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę raporty zagraniczne, z których jasno wynika, że liczba zakażeń w tym sektorze jest śladowa. Poza tym trzeba mieć na względzie to, że osoby chore nie chodzą na basen czy siłownię.
Zatem jest to moment, w którym warto wdrożyć zasadę: ostrożności tyle, ile potrzeba i normalności w możliwym zakresie. Zbliżamy się bowiem do granicy. Gospodarka nie funkcjonuje normalnie od prawie roku. Tkwienie w takiej sytuacji dłużej zacznie zbierać żniwo. Dlatego czas wrócić do racjonalnego zarządzania procesem i weryfikacji założeń przyjętych przy ustalaniu etapów lockdownu.
Jak wygląda plan odbudowy sektora? Na ile tarcza 2.0 okaże się wsparciem, zwłaszcza w sytuacji, w której, zdaniem firm, nie pozwala w pełni pokryć kosztów stałych?
Bartosz Marczuk wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju / Materiały prasowe
Nie zamykamy się na argumenty sektora. Odbyliśmy kilkadziesiąt spotkań przed uchwaleniem programu, uwzględniliśmy szereg postulatów, jak choćby ten dotyczący rozszerzenia kodów PKD
Bartosz Marczuk: Jeśli chodzi o koszty stałe, to Polska jest pierwszym krajem w UE, który wprowadzając tarczę finansową, skorzystał z tego rozwiązania. Małe i średnie przedsiębiorstwa mogą posługiwać się mechanizmem straty brutto, sięgając po pomoc, a PFR z Tarczy Finansowej 2.0 zrefunduje im 70 proc. kosztów stałych, czyli straty brutto.
W tarczy 2.0, do której nabór wniosków trwa od ponad tygodnia zasady zostały nieco zmienione w stosunku do Tarczy 1.0, zresztą na prośbę firm oraz organizacji przedsiębiorców i pracodawców. Tym samym, dziś wejście do programu pomocy nie jest uwarunkowane tym, że w grudniu 2019 r. zatrudniało się osoby na etacie. Pojawiła się też druga data, na którą można się w tym zakresie powołać – tj. 31 lipca 2020 r. Zostały też – od samego początku – uwzględnione firmy rodzinne, tj. takie, gdzie np. mąż prowadzący działalność gospodarczą zatrudnia w firmie żonę.
Nie zamykamy się na argumenty sektora. Odbyliśmy kilkadziesiąt spotkań przed uchwaleniem programu, uwzględniliśmy szereg postulatów, jak choćby ten dotyczący rozszerzenia kodów PKD. Pierwotnie tarcza 2.0 dotyczyła 38, dziś już 45, a planujemy kolejne rozszerzenie.
Najnowsze wieści z frontu Tarczy Finansowej 2.0 są takie, że do środy skorzystało z niej prawie 16 tys. firm. Z 13 mld zł przewidzianego wsparcia zostało już im wypłacone niemal 2,6 mld zł. Jeśli chodzi o branże obiektów sportowo-rekreacyjnych, to subwencja została skierowana do w sumie ponad 1 tys. podmiotów. Przypomnijmy, że z Tarczy 1.0 przekazaliśmy łącznie 61 mld zł do 348 tys. firm.
Dodam, że uchwala Rady Ministrów z końca ubiegłego roku przesądza o pełnym umorzeniu pomocy udzielonej w ramach tarczy 1.0 dla najbardziej dotkniętych obostrzeniami branż, czyli tych, które korzystają właśnie z tarczy 2.0. Nawet jeśli firmy te nie utrzymały zatrudnienia. Warunkiem jest tylko dalsze prowadzenie działalności.
Mamy też nadzieję, że większe wsparcie popłynie do dużych firm. Przekonujemy Komisję Europejską, by mogły starać się o pożyczkę preferencyjną, umarzaną w 75 proc. nie tylko, gdy wykażą szkodę powstałą na skutek lockdownu do końca sierpnia 2020, lecz także w okresie od września 2020 do marca 2021 r.
Robimy więc wszystko, by pomóc firmom, które poniosły straty z powodu zamrożenia gospodarki. Warte podkreślenia jest to – co wielokrotnie słyszałem podczas spotkań z nimi i co budzi mój podziw i szacunek – że nie oczekują one w pierwszej kolejności pieniędzy, a tego, by mogły działać. Dopiero gdy nie jest to możliwe, rozmawiają o wsparciu. My jako PFR nie odpowiadamy jednak za decyzje związane z wprowadzaniem obostrzeń administracyjnych. Naszym celem jest wsparcie firm w tym, by mogły przetrwać.
Bartosz Józefiak: Zapowiedzi na temat tarczy 2.0 są optymistyczne, zwłaszcza że wystartowała i wnioski przedsiębiorców są realizowane. Uważam jednak, że z ogłaszaniem sukcesu trzeba poczekać do czasu, aż program się zakończy. Szczególnie, że w naszej branży działa ok. 10 tys. podmiotów, z których nie wszystkie, w naszej ocenie, zostaną objęte wsparciem.
Bartosz Marczuk: Nie ogłaszam sukcesu. Mówię tylko o faktach. Nabór wniosków trwa do końca lutego. Szacujemy, że ostatecznie o wsparcie wystąpi 60–70 tys. firm. Przekładając to na branżę sportowo-rekreacyjną, również trzeba dokonać mnożenia razy sześć. Docelowo można oczekiwać, że będzie to 6-7 tys. podmiotów.
Bartosz Józefiak: Proszę pamiętać o tym, że wypłata środków z tarczy 2.0 i 6.0 ma miejsce od połowy stycznia. Tymczasem branża nie ma przychodów od połowy października. To oznacza, że od tego czasu musiała radzić sobie sama. W tym czasie trwały trudne negocjacje z właścicielami lokali, bankami czy pracownikami. Dlatego realną pomocą byłoby odmrożenie gospodarki. Niezrozumiałe jest wstrzymanie realizacji mapy drogowej, którą rząd zaprezentował pod koniec ubiegłego roku. A jest ona konieczna, bo nie wiadomo, czy w przyszłości nie dojdzie do kolejnego lockdownu. Dlatego apeluję, by w ślad za ponownym zamykaniem działalności szybko szła pomoc finansowa dla firm.
Adam Abramowicz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców / Materiały prasowe
Nie powinniśmy mówić o pomocy dla przedsiębiorców, a rekompensatach i odszkodowaniach dla nich za działania podjęte przez rząd. Po drugie, tarcze 6.0 i 2.0 są dziurawe. Nie obejmują wszystkich firm, które poniosły straty
Adam Abramowicz: Po pierwsze chciałbym zaznaczyć, ze nie powinniśmy mówić o pomocy dla przedsiębiorców, a rekompensatach i odszkodowaniach dla nich za działania podjęte przez rząd. Po drugie tarcze 6.0 i 2.0 są dziurawe. Nie obejmują wszystkich firm, które poniosły straty w związku z zamknięciem gospodarki przez rząd. Apelujemy już od dłuższego czasu o to, by dołączyć przedsiębiorców, którzy mają spadek obrotów większy niż 70 proc. bez względu na PKD. Po trzecie trzeba jasno powiedzieć, że pieniądze zarezerwowane na rekompensaty nie są z nieba. Dlatego utrzymywanie dalej lockdownu będzie miało swoje konsekwencje również dla obywateli, których koszty życia wzrosną, odbije się to na ich możliwościach płatniczych, poziomie życia. To opinia rady naukowej istniejącej przy rzeczniku małych i średnich przedsiębiorstw, a złożonej z przedstawicieli wszystkich uczelni ekonomicznych w kraju. Uważam, że taka rada powinna działać również przy KPRM, szczególnie że funkcjonuje tam rada ds. zdrowia. Wówczas może decyzje w sprawie ograniczeń byłyby podejmowane bardziej rozsądnie. Dziś bowiem mamy sytuację, w której część firm może działać, a część nie. Co więcej, trudno decyzję w tej sprawie uzasadnić względami epidemicznymi. Bo jak wytłumaczyć, że zakład produkcyjny z tysiącami pracowników funkcjonuje normalnie, a mała siłownia ma zakaz?
Bartosz Marczuk: Chciałbym zapytać o tę dziurę w tarczy 2.0. Na czym ona polega?
Adam Abramowicz: Na tym, że rekompensaty są przydzielane według kodów PKD, które ktoś sobie ustalił, nie bacząc na faktyczne konsekwencje wynikające z zamrożenia gospodarki. To powoduje, że wiele firm nie łapie się na tarczę, mimo że poniosły straty. Inna kwestia jest taka, że po pomoc nie mogą sięgnąć przedsiębiorcy niezatrudniający na etacie. Tymczasem specyfiką sektora fitness są umowy zlecenia. W ten sposób działa 75 proc. firm.
Bartosz Marczuk: Pomoc uwzględnia wymogi stawiane przez UE, która odwołuje się w tym zakresie do prawa przedsiębiorcy, a to mówi o zatrudnianiu na etat. Według nas wystarczy, by przedsiębiorca, na koniec 2019 r. zatrudniał pracownika chociażby na jedna setną etatu. Interpretujemy zatem ten wymóg na korzyść firm. Dołożyliśmy firmy rodzinne do tarczy 1.0 i 2.0, na wniosek branży i organizacji. Sprawdzamy zatrudnienie nie tylko na koniec 2019 r., lecz także na lipiec 2020 r., co jest ukłonem w stosunku do nowych firm. Trudno więc mówić o dziurze w Tarczy 2.0.
Jeśli chodzi natomiast o kody PKD, to było wiadomo od samego początku, że tarcza 2.0 jest przewidziana dla firm, które najbardziej ucierpiały z powodu zamrożenia gospodarki. Nie sprawdzamy kodu wiodącego, wychodzimy więc maksymalnie w stronę firm, także tych które się przebranżowiły. Wykazują kod działalności na grudzień 2019 r., listopad 2020 r. i datę składania wniosku.
Adam Abramowicz: Tarcza jest dziurawa. Pomaga firmom mającym 30 proc. spadku przychodów, a tym, które mają go na poziomie 100 proc., już nie przydziela rekompensaty. Przykładem jest apteka w szpitalu, jej kod PKD nie został uwzględniony, podobnie jak salonu obuwniczego w galerii handlowej. Do tego dochodzą jednoosobowe działalności gospodarcze, czyli firmy nie zatrudniające pracowników, które są w branży fitness.
Bartosz Marczuk: Od samego początku, czyli począwszy od tarczy finansowej 1.0, przez tarczę 2.0 było wiadomo, że pomoc w ramach tego programu jest przeznaczona dla firm zatrudniających pracowników. Jednoosobowe działalności gospodarcze mogą skorzystać z innych form wsparcia, jak świadczenie postojowe, czy 5 tys. zł bezzwrotnej pożyczki.
Bartosz Józefiak: Wniosek i prośba na przyszłość, by spojrzeć na zamykaną branżę całościowo i aby ci, którzy nie mogą działać z powodu zakazu, dostawali odpowiednią pomoc, zgodnie z odpowiednimi dla sytuacji kryteriami. Druga ważna rzecz – tempo, w jakim owa pomoc jest udzielana – od zaraz, wraz z mapą drogową otwarcia takiej branży. Przedsiębiorcy w zamkniętych branżach chcą ponownie działać nawet w większym reżimie sanitarnym, chcą merytorycznej dyskusji, jak pogodzić walkę z epidemią z tym, by ludzie mieli pracę.
Andrzej Arendarski: Dużo bym dał za to, by poznać argumentację rządu, dlaczego jedne branże pozostają otwarte, a inne zamknięte. Przedstawiciele rządu lubią używać określeń, że ich decyzje są podparte nauką. Obserwując wypowiedzi przedstawicieli branży medycznej, widać, że te stanowiska nie są wcale jednoznaczne. Szkoda, że nie są brane pod uwagę głosy organizacji przedsiębiorców. Użyłem kiedyś argumentu, że nieboszczykowi nawet najlepsze lekarstwo nie pomoże. Kluczem jest czas. Tydzień może decydować o być albo nie być, a rządowe instytucje patrzą na gospodarkę w sposób zagregowany, widzą tabele, ale nie widzą tego, co my w rozmowach z przedsiębiorcami.
Jakie znaczenie ma sektor dla zdrowia publicznego?
Anna Kossowska psycholog Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia, Grupa Lux-Med / Materiały prasowe
Zdrowie fizyczne i psychiczne jest związane z aktywnością, bez niej nie będziemy funkcjonować w sposób prawidłowy. Nie ma lepszego sposobu radzenia sobie ze stresem jak odreagowanie przez ruch
Anna Kossowska: Ma kolosalne znaczenie – zdrowie fizyczne i psychiczne jest związane z aktywnością, bez niej nie będziemy funkcjonować w sposób prawidłowy. Odporność psychiczna dziś jest kluczowa, a wysiłek fizyczny konieczny. Nie ma lepszego sposobu radzenia sobie ze stresem jak odreagowanie przez ruch. Aktywność fizyczna to szerokie pojęcie – od jogi po intensywny sport. Badania pokazują jej znaczenie w profilaktyce oraz leczeniu – zarówno zaburzeń lękowych, jak i depresji, a więc tego, z czym mamy teraz problemy.
Wiemy, że aktywność wpływa na to, jak funkcjonuje nasz mózg – możemy zmetabolizować stres. Wysiłek pomaga podnieść zdolności poznawcze, w konsekwencji lepiej myślimy, podejmujemy lepsze decyzje, jesteśmy bardziej kreatywni. Leki tego nie zastąpią.
Badania pokazują, że w pandemii ogromna liczba osób przytyła. Nasz organizm w sytuacji, gdy przekracza pewne normy, gorzej funkcjonuje. Rozwiązania oferowane m.in. przez Benefit Systems to idealne rozwiązanie dla pracowników. A teraz tego brakuje.
Jaka jest rola branży dla gospodarki?
Krzysztof Puchalski Krajowe Centrum Promocji Zdrowia w Miejscu Pracy, Instytut Medycyny Pracy im. Prof. Jerzego Nofera / nieznane
Trzeba patrzeć co się dzieje wokół tej branży, jak klienci z niej korzystają, w kontekście zdrowia publicznego i gospodarki, ale i klientów właśnie – pracodawców i pracowników
Krzysztof Puchalski: Nie chcę przytaczać szczegółowych danych, ale powiem, że ukazał się raport Komitetu Zdrowia Publicznego PAN, przy którym pracowałem, kompendium wiedzy i źródło, gdzie można znaleźć szereg danych z Polski i świata – jak aktywność fizyczna wpływa na zdrowie i gospodarkę. Ale chciałbym zwrócić uwagę na szerszy kontekst. Trzeba patrzeć, co się dzieje wokół tej branży, jak klienci z niej korzystają, w kontekście zdrowia publicznego i gospodarki, ale i klientów właśnie – pracodawców i pracowników. Branża mogłaby znacznie lepiej funkcjonować, gdyby lepiej odpowiadała na potrzeby, dobrze wpisywała się w cele i oczekiwania. Branża świetnie się od kilku lat rozwija, ale czy aktywność fizyczna społeczeństwa wzrasta? Z niektórych niezależnych badań wynika, że może się uwsteczniać. Pracodawcy są dużą częścią klientów tej branży i pytanie, czy oferta faktycznie odpowiada temu, czego ci klienci oczekują? I tak, i nie. W Instytucie Medycyny Pracy w Krajowym Centrum Promocji Zdrowia od wielu lat prowadzimy badania wśród średnich i dużych firm i one obrazują, że pracodawcy mają wiele zastrzeżeń. Oferta branży fitness aktywizuje osoby i tak aktywne fizyczne, natomiast nie dociera lub bardzo słabo do tych nieaktywnych – osób starszych, z małych, biedniejszych ośrodków, zmarginalizowanych, słabiej wykształconych.
Warto zobaczyć jak pracownicy odbierają takie oferty.
Bartosz Józefiak: Trudno zgodzić się z tak postawioną tezą, gdyż z naszych badań wynika, że nawet kilkadziesiąt procent użytkowników kart sportowych nigdy wcześniej nie korzystało z oferty obiektów sportowych, a w pandemii blisko 60 proc. aktywnych zawodowo mieszkańców Polski oczekuje od pracodawców większego wsparcia w zakresie zdrowia i aktywności fizycznej.
Dawid Piekarz: Korzyści z aktywności fizycznej są istotne. Systematyczne korzystanie z ruchu to mniej więcej 20 dni zwolnienia L4 zaoszczędzonego w ciągu czterech lat przez przeciętnego pracownika. Dla dużej części pracowników dostęp do zajęć sportowych to ważny benefit, w badaniach wymieniany przez nich jako drugi po pakietach medycznych. Z punktu widzenia funkcjonowania w erze epidemii to element bardzo ważny. Patrząc przez pryzmat rachunku zysków i strat, należy zapytać, czy dzięki zamkniętym klubom fitness mamy istotny skok w dół zakażeń. Wydaje się, że nie. Dusimy sporą branżę, kompletnie nie zyskując nic w sferze epidemiologicznej.
Jakie koszty będą dla gospodarki, jeśli sektor pozostanie dłużej zamrożony?
Marcin Nowacki: Tarcze PFR kierunkowo odbieramy dobrze, ale w branżach, które są zamknięte przez znaczną część roku, jak fitness, one nie są rozwiązaniem dla mniejszych podmiotów. Te nie utrzymają płynności dzięki tarczy finansowej. Było to widać po pierwszej tarczy, pod koniec wiosny ub.r. – subwencje były pomocne, ale bez otwarcia gospodarki duża część biznesu by nie przetrwała. Dziś wiele małych firm jest na granicy wytrzymałości. Bez otwarcia branży będziemy mieli falę upadłości i kurczenie się branży.
Co jest potrzebne, by ratować sektor przed masowymi bankructwami?
Adam Abramowicz: W tej chwili data 1 lutego - jeśli rząd nie wprowadzi mapy drogowej, która zniknęła ze stron KPRM, doprowadzi do sytuacji, że obywatele nie będą czuli, że mają własne państwo.
Dlaczego ludzie otwierają siłownie wbrew zakazowi? Dlaczego ryzykują mandat, utratę rekompensaty? Z rozpaczy. Ludzie doprowadzeni do działań ekstremalnych to niedobre dla zdrowia i solidarności społecznej. Ile przybywa osób leczonych w poradniach psychiatrycznych? Jest wzrost. Ludzie doprowadzeni są do sytuacji bez wyjścia. Byt ich rodziny jest zagrożony. Skutkiem lockdownu jest o 10 mld zł mniej obrotu całej branży – a to znaczy, że z samego tylko VAT nie wpłynęło 800 mln zł do budżetu. Natomiast pieniądze wypływają z budżetu na tarcze.
Służba zdrowia jest finansowana z budżetu, z naszych podatków i przy takiej polityce może niedługo zbraknąć na to pieniędzy. Od 1 lutego należy odmrozić gospodarkę w reżimie sanitarnym. Są już opracowane i zaakceptowane przez GIS zasady maksymalnie bezpiecznego funkcjonowania branży w czasie pandemii.
Dawid Piekarz: Tarcza może być najlepsza, ale, gdy ktoś prowadzi biznes chce mieć pewność. Dlatego mapa drogowa jest niezbędna. Zachorowania systematycznie spadają, zaś mapa drogowa z listopada, nałożona na obecne wyniki, wskazuje, że większość kraju byłaby w strefie zielonej, część w żółtej. To wskazywałoby, że powinniśmy obostrzenia luzować, a jest przeciwnie. Słyszymy o lockdownie w lutym, a być może do kwietnia. Musimy zacząć funkcjonować w jakiejś normalności, potrzebny jest powrót na ścieżkę przewidywalności dla przedsiębiorców, aby mogli podejmować racjonalne decyzje, a nie być ciągle zaskakiwani.
O co zatem państwo apelujecie?
Bartosz Józefiak: Otwórzmy się jak najszybciej w reżimie sanitarnym, pozwólmy przedsiębiorcom działać, a użytkownikom wrócić do ćwiczeń i odbudowy kondycji.
Andrzej Arendarski: Odpowiedzialnie otwierać jak najszybciej.
Dawid Piekarz: Doradźmy rządowi działanie strategiczne tu i teraz. Zamiast zamykać branże ważną dla gospodarki i zdrowia – wykorzystajmy jej atuty, otwórzmy ją tak, aby po prostu ludzie się nie zarażali.
Marcin Nowacki: Apeluję do rządu o zdrowy rozsądek i podejmowanie decyzji na podstawie danych. Wystąpiliśmy na początku stycznia do ministra zdrowia z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej na temat wprowadzenia lockdownu. Zapytaliśmy m.in. kto i na podstawie jakich danych podejmował taką decyzję. Odpowiedzieli, że są zbyt zajęci i przekażą informację do 10 marca. Gdyby właściwe dane i badania były brane pod uwagę, to by je szybko udostępnili. Takich badań nie ma.
Adam Abramowicz: Od 1 lutego trzeba wdrożyć plan premiera z listopada – da to przewidywalność biznesowi, zapobiegnie drenowaniu budżetu i przysporzy środków przedsiębiorcom i budżetowi.
Not. PO
Partner
Materiały prasowe