Nad czym dokładnie będzie pan pracować?

Moim głównym zainteresowaniem jest biologia kwasu rybonukleinowego, czyli w skrócie RNA. Jest on niezbędny w przepisywaniu informacji zawartych w genach do białek, które stanowią podstawę życia. W szczególności zajmuję się białkami, które wiążą to RNA. One są kluczowymi cząsteczkami kontrolującymi przekazywanie sygnałów ze środowiska, a także przepływ informacji zawartych w genach do białek. W konsekwencji te białka przyczyniają się do normalnego rozwoju i funkcjonowania organizmu, ale także do większości chorób człowieka. RNA odgrywa też niezwykle ważną rolę w zakażeniach wirusowych. Duża część wirusów, które powodują poważne choroby zakaźne, m.in. COVID-19, grypę, HIV lub gorączkę ebola, wykorzystuje RNA jako nośnik informacji genetycznej. W ramach Centrum Dioscuri planuję zbadać oddziaływania RNA – białko. Chcę sprawdzić, jak te oddziaływania wpływają na naszą immunologiczną odporność wrodzoną i podatność na zakażenie wirusem grypy, który rocznie zabija na świecie ok. 500 tys. ludzi. Odporność wrodzona to jest pierwsza linia obrony przed wirusami i innymi patogenami. Niemal wszystkie komórki naszego ciała mają tę odporność, jednak dalej jej nie rozumiemy i nie znamy dokładnie szczegółów jej działania.

Badania nad COVID-19 i grypą to teraz tematy bardzo na czasie. W jakich obszarach wyniki pana badań mogą zostać wykorzystane i komu mogą później posłużyć?

Moje badania mają charakter fundamentalny, ale wiele molekularnych szlaków, które są w tej odporności wrodzonej, będzie się pokrywało w przypadku różnych wirusów, w tym koronawirusa powodującego COVID. Kolejnym istotnym połączeniem moich badań z obecną pandemią jest to, że białka, które są produkowane przez koronawirusy, aktywnie hamują funkcjonowanie niektórych białek wiążących się z RNA i zaangażowanych w odporność wrodzoną. Moje badania powinny dostarczyć kluczowych informacji na temat interakcji RNA – białko we wrodzonej odporności immunologicznej i w zakażeniu wielu innych wirusów RNA. W momencie, gdy zrozumiemy, jak nasze komórki bronią się przed infekcją wirusową i jak wirusy próbują zneutralizować naszą obronę, będziemy w stanie projektować nowe leki.

Jakie na przykład?

Prawdopodobnie będą to lekarstwa oparte na RNA. Tu też należy pamiętać, że badania podstawowe są niezwykle ważne i nawet jeśli nie przyniosą szybkiego przełożenia na medycynę, to i tak są istotne. Mogę przytoczyć chociażby badania nad odpornością bakterii na infekcje wirusowe, które zaowocowały niezwykle przełomową, opartą na RNA technologią edycji genów CRISPR/Cas, która w tym roku została wyróżniona Nagrodą Nobla. My cały czas myślimy o przełożeniu na medycynę, jednak to są dalej badania podstawowe, które są też bardzo istotne.

Jak doszło do współpracy, która zaowocowała pańskim naukowym powrotem do kraju?

Prace Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie już od kilku lat są rozpoznawane i doceniane za granicą. Kilka lat temu prof. Janusz Bujnicki zaprosił mnie do instytutu, abym wygłosił wykład i zrecenzował pracę doktorską jego doktorantki. Po rozmowie ze znakomitą, młodą dyrektorką prof. Martą Miączyńską i pozostałymi badaczami z instytutu, m.in. prof. Nowotnym, prof. Dziembowskim oraz wspomnianym już prof. Bujnickim, zrozumiałem, że to jest jeden z wiodących ośrodków badawczych w dziedzinie RNA w Polsce. Wtedy już wiedziałem, że gdy będę miał możliwość powrotu do Polski, chciałbym zbudować swoje laboratorium właśnie w tym instytucie.

Dlaczego akurat w tym momencie decyduje się pan przenieść do Polski?

Od 2013 r. uczestniczę w pracach Narodowego Centrum Nauki jako recenzent, a także ekspert oceniający granty. Od dwóch lat jestem również ekspertem w Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Przez ten czas zauważyłem, że polska nauka bardzo się zmienia: staje się coraz lepsza, bardziej konkurencyjna i międzynarodowa. I to w oczywisty sposób wpłynęło na moją decyzję. Jednak w największym stopniu zdecydowała wygrana w konkursie Dioscuri współfinansowanym przez niemieckie Towarzystwo im. Maksa Plancka i NCN. Dla mnie, był to moment przełomowy. Ten grant faktycznie pozwoli mi na zatrudnienie sporej kadry naukowej i na prowadzenie badań w Polsce na światowym poziomie.

Pan dostrzegł tę dużą zmianę, jaka w ostatnich lat zaszła w polskiej nauce, bo jest pan związany z ojczystym krajem, śledzi to, co się tutaj dzieje, współpracuje z krajowymi ośrodkami. Czy jednak dostrzegają ją także zagraniczni naukowcy? Jaką opinię mamy na Zachodzie?

Tę zmianę obserwuję od 15 lat, odkąd wyjechałem z kraju. Gdy opuszczałem Polskę, można było dostrzec kilka laboratoriów, które reprezentowały europejski poziom naukowy. Obecnie jest ich o wiele więcej. Wydaje mi się, że duży wkład mają właśnie takie programy grantowe, jak te oferowane przez NAWA i NCN.

To, że te instytucje zaczęły nie tylko finansować, lecz także doceniać młodych, prężnych naukowców, przyczyniło

się do dużego rozwoju krajowej nauki. Teraz finansuje się granty i kupuje drogi sprzęt już nie tylko dla najbardziej doświadczonych badaczy, lecz wspiera się także młodych naukowców. Ten rozwój polskiej nauki najwyraźniej widać we wzroście liczby polskich naukowców, którzy wracają po stażu zagranicznym i wydają bardzo dobre publikacje. Bez wsparcia tych instytucji nie byłoby to możliwe.

„Polskie Powroty” Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej to jeden z tych programów, które ściągnęły pana z Wielkiej Brytanii. Jak ocenia pan tę naukową pomoc?

Jest to ciekawy projekt, który pozwala na powrót wybitnych polskich naukowców z zagranicy i stworzenie im w Polsce warunków pracy na międzynarodowym poziomie. Program daje możliwość zbudowania zespołu poprzez zatrudnienie kilku współpracowników i ich dobre wynagrodzenie. Mój projekt polega na badaniu małych, niekodujących RNA zaangażowanych w chorobę Parkinsona. Projekt NAWA pozwala mi na rozwinięcie tych badań i późniejsze ewentualne aplikowanie o kolejne granty. To jest taki program „na start”, dający fundament do dalszych działań na terenie kraju: budowy zespołu i laboratorium, czyli podstaw. Ale jednak na późniejszym etapie trzeba się wesprzeć kolejnymi grantami, żeby móc robić badania na światowym poziomie.

Do Polski wróci pan po Nowym Roku. Z jakimi oczekiwaniami?

Liczę głównie na to, że będę współpracował z dynamicznymi, zmotywowanymi i światowej klasy badaczami, którzy będą aktywnie uczestniczyć w moich badaniach. Chciałbym, aby byli otwarci na moje hipotezy i eksperymentalne podejście. Moje oczekiwania, jeśli chodzi o Polskę i polską naukę, są związane z możliwościami finansowania badań podstawowych. Warto dodać, że Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie ma niesamowicie wysoki wskaźnik sukcesu, czyli zdobywania grantów z NCN. W tym roku zajął pierwsze miejsce, uzyskując 56 proc. To znaczy, że na 10 zgłoszonych grantów prawie sześć otrzymuje finansowanie. To jest bardzo wysoki wskaźnik. Dla porównania: w Wielkiej Brytanii te parametry dla takich rządowych grantów wynoszą ok. 10 proc. Co do współpracy z instytucją, to moje wymagania będą dotyczyć głównie zmniejszenia biurokracji. Już teraz widzę, że w Polsce jest jednak bardzo rozbudowany aparat administracyjny. Wiele dokumentów, które są wymagane w formie pisemnej i z kilkoma podpisami, w renomowanych ośrodkach naukowych zostało już całkowicie wyeliminowanych. Administracja MIBMiK jest na dobrej drodze ku znacznemu ograniczeniu biurokracji, ale z pewnością będę mógł się podzielić moim doświadczeniem, aby usprawnić nasze działania.

Materiały prasowe