Reklama
Za złamanie przepisów KE będzie mogła nakładać gigantyczne kary w wysokości do 6 proc. rocznego obrotu. Bruksela będzie mogła też karać za nieprawidłowe informacje dostarczane przez „bardzo wielkie platformy” – grzywną do 1 proc. rocznego dochodu. Do zamknięcia tego wydania oficjalna prezentacja dokumentu jeszcze nie nastąpiła i dyskusja w kolegium unijnych komisarzy wciąż trwała, ale prasa poznała projekt z przecieków. Wczoraj KE miała zaprezentować również Digital Markets Act, który ma zwiększyć konkurencyjność na rynku usług cyfrowych.
Nowe prawo nałoży na cyfrowych gigantów wiele obowiązków. Będą oni m.in. odpowiedzialni za usuwanie nielegalnych treści takich jak mowa nienawiści, terroryzm lub pornografia dziecięca. Zgodnie z projektem firmy będą musiały wykazać, że nie mają wiedzy o tym, że za pośrednictwem swoich platform rozpowszechniają nielegalne treści. Użytkownicy mają też być informowani w przejrzysty sposób o tym, skąd pochodzą reklamy wyświetlane w serwisie i dlaczego dany użytkownik je widzi. Nie chodzi jedynie o „targetowanie”, ale również polityczną agitację.
Karolina Iwańska z Fundacji Panoptykon podkreśla, że Komisja Europejska w końcu zauważa, jak potężną władzę nad naszym cyfrowym życiem sprawują wielkie platformy internetowe. Prezentowany właśnie DSA ma na celu przywrócić równowagę w tym środowisku. – Skuteczność tych regulacji zależy od tego, czy znajdą się w nich konkretne rozwiązania – mówi. – Po pierwsze, narzędzia, które umożliwią rozliczenie platform z władzy, jaką sprawują. Nie chodzi o zakazanie personalizacji treści pod użytkownika, co dziś ma miejsce nagminnie. Powinniśmy jednak mieć możliwość poznania logiki algorytmów, które podbijają lub ukrywają określone treści, i ewentualnego jej zakwestionowania – tłumaczy. Obecnie mechanizmy działania algorytmów, kryteria targetowania reklam są tajemnicą. Te właśnie działania są silnikiem napędowym platform internetowych i źródłem wielu problemów społecznych. – Niezbędne jest także ograniczenie arbitralności dużych platform w usuwaniu treści – mówi Iwańska. Przekonuje, że potężni gracze powinni otworzyć swoje zamknięte ekosystemy i umożliwić użytkownikom korzystanie z rozwiązań technologicznych niezależnych od interfejsów i algorytmów platform. Liczy również na to, że proponowane przez Komisję rozwiązania wprost zakażą gigantom technologicznym określonych praktyk, np. preferowania własnych usług.
W Fundacji Panoptykon, która jako jedna z prawie 300 organizacji wzięła udział w konsultacjach społecznych pakietu DSA, słyszymy, że kluczowe dla naprawienia internetu jest to, by przyjęte zasady były skutecznie egzekwowane. – A to, dla tych największych platform, oznacza zapewne organ kontrolny na poziomie europejskim, w którego skład mogliby wejść przedstawiciele narodowych regulatorów. Kluczowe jest jednak to, by mechanizm współpracy został skonstruowany tak, by obywatel, który uzna, że jego prawo zostało złamane, mógł dochodzić swoich praw w przystępny – pod względem finansowym i proceduralnym – sposób, w swoim kraju i w rodzimym języku – mówi Iwańska.
Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo ocenia, że Digital Services Act dotyka w pierwszej kolejności mikrotargetowania z punktu widzenia odpowiedzialności reklamodawców i platform. – Do tej pory nie mieliśmy jasnych przepisów, a wszystko wynikało z dobrej woli takich wielkich graczy jak np. FB – mówi. Jego zdaniem ten rok z punktu widzenia działania Komisji Europejskiej jest kluczowy. Poza ostatnimi propozycjami, regulacje poświęcone reklamie politycznej zostały też zapowiedziane w opublikowanym 3 grudnia komunikacie KE w sprawie Europejskiego Planu Działania na rzecz Demokracji. Jest tam mowa o tym, że zagwarantowanie demokracji w Europie wymaga dostosowania gwarancji demokratycznych do nowych realiów cyfrowych. Aby zintensyfikować walkę z dezinformacją, Komisja na wiosnę 2021 r. zapowiedziała wytyczne zaostrzające kodeks postępowania i ustanowienie ram monitorowania jego wdrażania.
– Jestem optymistą i liczę, że w przypadku obu dokumentów docelowe targetowanie reklam nie będzie wychodziło poza takie zmienne jak płeć, region i tym samym odetniemy się od rozwiązań znanych z afery Cambridge Analytica, kiedy po wycieku danych z FB firma mogła bardzo precyzyjnie kształtować przekaz pod preferencje polityczne amerykańskich wyborców – mówi Izdebski. – DSA przyjmuje optykę bardziej komercyjną, choćby kwestię monopolu platform na wykorzystywanie danych. Rozwiązania idą w kierunku mechanizmów wolnorynkowych, większej konkurencyjności, rozdrobnienia usług cyfrowych. European Democracy Action Plan traktuje bardziej o pozycji obywatela w cyfrowym świecie. Jest jednak ryzyko, czy uda się kilkoma aktami całkowicie uregulować sieć, w której obok tekstów sponsorowanych, typowo komercyjnych, istnieje też kontent organiczny, czyli np. strony sympatyków danej partii, fanów technologii. Tej działalności nie da się podciągnąć pod polityczne rozliczenia partii, np. przy okazji wyborów, jednak ich wpływ na innych użytkowników sieci jest olbrzymi, bo budują klimat, napięcie.