Większość ekspertów spodziewa się, że w połowie tygodnia Rada zdecyduje się na kolejne (piąte w ciągu pięciu miesięcy) cięcie stóp, bo nawet pozytywne informacje za styczeń – jak wzrost produkcji czy sprzedaży detalicznej – to za mało, by mówić o końcu spowolnienia gospodarczego. Tym bardziej że w ostatni piątek GUS potwierdził to, czego spodziewali się analitycy – popyt krajowy pod koniec ubiegłego roku był w fatalnym stanie (odjął z dynamiki PKB 0,7 pkt proc.), a jedynym czynnikiem, dzięki któremu PKB wzrósł o 1,1 proc., był eksport netto, czyli różnica między wzrostem eksportu i importu.

– Spadek popytu w kraju skłonił część producentów do szukania nowych rynków i ich produkcja, która zwykle trafiała na rynek wewnętrzny, została sprzedana za granicą. Widać, że firmy potrafią się przystosować do pogarszającej się koniunktury – mówi Jarosław Janecki, ekonomista Societe Generale.

RPP będzie jednak musiała sobie odpowiedzieć na pytanie, czy negatywne tendencje, jakie było widać w gospodarce w ostatnich miesiącach roku, to wystarczający powód, by kontynuować cykl obniżek stóp w następnych miesiącach. Eksperci są zgodni, że co prawda pierwszy kwartał będzie jeszcze słaby – Piotr Bielski z Banku Zachodniego WBK spodziewa się np. 0,5-proc. wzrostu PKB – ale już od połowy roku gospodarka będzie przyspieszać. Rada będzie miała do dyspozycji nową projekcję inflacji i PKB autorstwa Instytutu Ekonomicznego NBP (poprzednia projekcja pokazywała niewielkie odbicie w gospodarce już w drugiej połowie tego roku).

Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium, uważa, że nawet bez nowej projekcji Rada po marcowej obniżce zdecyduje się na kilkumiesięczną przerwę.

Prezes NBP Marek Belka ostatnio co najmniej dwukrotnie zwracał uwagę na jeszcze jeden czynnik – poza inflacją i wzrostem PKB – jaki RPP analizuje przy podejmowaniu swoich decyzji. To kwestia rosnącego zaangażowania inwestorów zagranicznych w krajowym rynku papierów skarbowych. Według najnowszych danych wartość obligacji i bonów, jakie zagranica ma w swoich portfelach, to już 195,6 mld zł.

Zdaniem Ernesta Pytlarczyka, głównego ekonomisty BRE Banku, atrakcyjność polskiego długu dla zagranicy spadłaby, gdyby NBP szybko i mocno obniżył stopy procentowe. To jednak mało prawdopodobny scenariusz. BRE Bank też zakłada, że co prawda w marcu RPP obniży stopy, ale potem zrobi sobie dłuższą przerwę.

– Jedynym pozakryzysowym instrumentem, z jakiego może skorzystać NBP, by skłonić krajowych inwestorów do większego zaangażowania na rynku długu, jest ograniczenie podaży bonów pieniężnych – mówi Pytlarczyk.

Skala nadpłynności w bankach, którą widać na przetargach bonów, jest bardzo duża. W ostatni piątek NBP sprzedał tygodniowe papiery za 128 mld zł, choć popyt wynosił 130,6 mld zł. W ciągu ostatniego miesiąca bank centralny w sumie trzykrotnie sprzedał mniej bonów, niż chciały kupić banki komercyjne. Gdyby NBP nadal ograniczał podaż, wzrosłyby szanse, że część wolnej gotówki banki skierują na rynek długu skarbowego, kupując np. bony skarbowe. Ministerstwo Finansów już zapowiedziało, że w marcu wystawi na sprzedaż bony warte 2–6 mld zł.

W marcu NBP sprzedał trzy razy mniej bonów, niż chciały kupić banki