Wróciłem do Japonii po 20 latach. Wtedy przez ponad rok pracowałem jako informatyk w firmie zajmującej się grafiką, m.in. zajmowaliśmy się modelowaniem dna morskiego na zlecenie jednego z japońskich ministerstw.
Minęło ponad 20 lat, siedzę w restauracji serwującej wykwintne dania razem z dwoma kolegami z dawnej firmy. Jeden został dyrektorem i zajmuje się programami wspierającymi ruch satelitów, drugi jest inżynierem opracowującym oprogramowanie w robotyce przemysłowej. Jakoś się dogadujemy po japońsku, jednak nie zapomniałem wszystkiego. Obaj ciężko pracują.
Takahashi, który został dyrektorem (po japońsku bucho), ma średnio pięć dni wolnego rocznie. Pytam ich, jak to możliwe, że na świecie pisze się o trwającym od 20 lat kryzysie w Japonii, a ja widzę, że pociągi są zatłoczone bardziej niż kiedyś, a w sklepach z elektroniką i ubraniami niemiłosierny tłok. Oni obaj zarabiają bardzo dobrze i nie widzą żadnego kryzysu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.