Duży udział rachunków za energię i paliwa w polskim koszyku inflacyjnym oznacza, że Polska obok Rumunii, Węgier i Czech "silnie i bezpośrednio" odczuje skutki ostatnich zwyżek cen ropy - oceniają analitycy szwajcarskiego banku UBS.

9,3 proc. polskiego koszyka inflacyjnego stanowią rachunki za energię gospodarstw domowych, zaś 4,7 proc. paliwa do pojazdów mechanicznych (po zaokrągleniu w dół 13,9 proc.) - wynika z danych przytaczanych w piątkowym komentarzu (Oil sensitivities in Emerging EMEA).

Średnia obciążenia koszyka inflacyjnego rachunkami gospodarstw domowych za elektryczność, gaz, ogrzewanie oraz paliwo dla dwunastu rynków wschodzących monitorowanych przez UBS wynosi 10,3 proc.

Polska jest w grupie sześciu państw, w których pozycja ta jest wyższa od średniej i czwartym, w którym jest najwyższa. Ustępuje Czechom (14 proc.), Węgrom (15,5 proc.) oraz Rumunii (16,9 proc.).

Reklama

Udział benzyny i oleju silnikowego w polskim koszyku inflacyjnym, w grupie dwunastu państw sytuuje Polskę na trzecim miejscu po Węgrzech (5,5 proc.) i Turcji (4,9 proc.).

"Skutki wysokich cen ropy (ostatnio znacznie powyżej 120 USD za baryłkę - PAP) najbardziej odczują Czechy, Węgry, Polska, Rumunia i Turcja, w postaci wyższej presji inflacyjnej, narastania ujemnego salda rachunku obrotów, bądź obu tych czynników łącznie" - zaznacza UBS.

Reklama

Dwa kanały transmisyjne, za pośrednictwem których droga ropa przekłada się na ogólny wzrost inflacji to: pośrednie koszty produkcji oraz wyższe oczekiwania inflacyjne. Drugi z tych czynników jest ważnym elementem kształtowania polityki pieniężnej.

UBS zauważa zarazem, iż następstwa drożejącej ropy będą różne dla różnych krajów zaliczanych do grupy rynków wschodzących. Izrael i RPA wyjdą obronną ręką, zaś Rosja i Kazachstan skorzystają.

Ogólnie skutki drożejącej ropy nie będą dla grupy rynków wschodzących tak dotkliwe, jak w 2008 r., ponieważ zużycie energii stało się w nich mniej intensywne (mniej ropy potrzeba na wytworzenie jednostki PKB liczonej w USD niż cztery lata temu).

O ile rynkowe ceny paliw stosunkowo szybko dostosowują się do aktualnych cenowych trendów, o tyle ceny usług komunalnych, jako regulowane administracyjnie nie rosną od razu. Analitycy UBS wyjaśniają też, iż wysokie ceny ropy nie przekładają się automatycznie na zacieśnienie polityki pieniężnej, a wiele zależy, czy szok cenowy ma podłoże popytowe, czy podażowe.

"Jeśli cenowy szok napędzany jest rosnącym popytem (siłą globalnej gospodarki), to zachodzi większe prawdopodobieństwo, że droższa ropa przełoży się na wzrost płac i oczekiwań inflacyjnych. W takiej sytuacji banki centralne są bardziej skłonne podnieść stopy oprocentowania. W przypadku, gdy ropa drożeje z uwagi na szok podażowy (lęk przed zmniejszeniem dostaw), negatywne skutki dla popytu krajowego mogą zrównoważyć w średnim okresie inflacyjną zwyżkę cen, co z kolei skłoni banki centralne do wstrzymania się ze zwyżkami stóp".

"W obliczu słabnącej aktywności gospodarek rynków wschodzących w 2012 r. nie spodziewamy się, że banki centralne będą się spieszyć ze zwyżką stóp, lecz tego, że wysokie ceny ropy zmniejszą pole manewru banków centralnych" - stwierdzili w podsumowaniu.

W czwartek za baryłkę benczmarkowej ropy Brent crude płacono w Nowym Jorku 128,40 USD, co było najwyższym poziomem od lipca 2008 r. Według BBC cena zwyżkowała w reakcji na irańskie doniesienia o wybuchu rurociągu w Arabii Saudyjskiej, co zostało przez Saudyjczyków zdementowane. W piątek rano baryłka Brent crude kosztowała 125,49 USD.