Renegocjowanie traktatów jest pomysłem chybionym. W niektórych krajach wprowadzenie zmian wymaga referendum, co stwarza dodatkowe ryzyko i wydłuża proces. Rozmowa z Alain Lamassourem, byłym francuskim ministrem ds. europejskich.
Na ile konieczne, pana zdaniem, jest otwieranie traktatów? Nie wszyscy są do tego przekonani. Z Komisji Europejskiej płyną wręcz sygnały, że by renegocjować Lizbonę, trzeba mieć najpierw pewność, że zostanie ona później ratyfikowana w 27 krajach UE. Tej pewności nie ma.
Renegocjowanie traktatów jest pomysłem chybionym. Pamiętam, jak żmudnym i trudnym procesem było wdrażanie traktatu z Lizbony – od samego początku prac (projektu konstytucji UE) trwało to osiem lat, a w międzyczasie nastąpiły dwie porażki w referendach w krajach założycielskich Unii: Francji i Holandii, a potem w Irlandii. W niektórych krajach wprowadzenie zmian wymaga referendum, co stwarza dodatkowe ryzyko i wydłuża proces. Nie mówiąc już o tym, że wiele rozwiązań, proponowanych przez ten traktat nie zostało jeszcze wcielonych w życie, np. możliwość wzmocnionej współpracy między poszczególnymi krajami – nie wszystkimi, ale tymi, które tego chcą.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.