Eksperci rynku detalicznego szacują, że w letnich miesiącach ceny żywności spadną średnio o 2 proc. – To między innymi zasługa dobrych prognoz dotyczących tegorocznych zbiorów. Samych owoców spodziewanych jest o 26 proc. więcej niż przed rokiem – tłumaczy Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Więcej zostanie zebranych również warzyw – ponad 5,5 mln ton, czyli o pół miliona więcej niż w roku ubiegłym. Nie powinno zabraknąć również zbóż, pomimo że według GUS ich tegoroczne zbiory w kraju będą od 5 do 1 proc. słabsze w porównaniu z rokiem ubiegłym. W całej UE spodziewany jest jednak urodzaj, co pozwoli ich zebrać 282,3 mln ton, czyli o 2 proc. więcej niż w 2010 roku. To zagwarantuje stabilne ceny także w Polsce. Widać to było już w lipcu i podobnie ma być w sierpniu. Niestety zła wiadomość jest taka, że jesień przyniesie odwrócenie trendu. Eksperci są pewni, że już we wrześniu czekają nas kolejne podwyżki.

– Wpływ na nie będą miały rosnące koszty produkcji. Mowa choćby o gazie, który ma podrożeć, czy o transporcie, na którym niekorzystnie odbijają się wysokie ceny paliw oraz wprowadzenie e-myta – wylicza Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Poziom jesiennych podwyżek nie powinien jednak przekroczyć tego z pierwszego półrocza, kiedy to towary spożywcze zdrożały, zdaniem Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, o 5,1 proc. Z obliczeń „DGP” wynika, że w rzeczywistości podwyżki były jeszcze wyższe – na podstawie uśrednionej ceny produktów w największych sieciach handlowych obliczyliśmy, że w ciągu ostatniego pół roku przekroczyły 7 proc.

Jak szacuje Andrzej Gantner, wzrosty cen żywności w drugim półroczu nie powinny przekroczyć średnio 2 proc. To oznacza, że cały 2011 r. zakończy się podwyżkami na poziomie około 6 proc. – Nie obejdzie się jednak bez spektakularnych wzrostów. Olej roślinny może podrożeć jesienią nawet o 10 – 15 proc. Równie wysokie mogą być podwyżki cen słodyczy i wyrobów ciastkarskich oraz napojów – ostrzega. Winne temu będą niedobory rzepaku (jego zbiory mają spaść o 13 proc.) i cukru.

To wszystko powoduje, że ceny żywności w Polsce szybciej, niż tego oczekiwano, dobijają do średnich w UE. Jeszcze kilka lat temu różnice sięgały 60 proc. Dziś jest to już 15 – 20 proc. Szkoda, że w tym czasie tak bardzo nie skurczyły się również różnice w zarobkach.