W pierwszym półroczu wzrost zadłużenia gospodarstw domowych w bankach zwiększył się o prawie 22,9 mld zł, do 502,7 mld zł – wynika z najnowszych danych o podaży pieniądza NBP.

Z kolei w czerwcu, w porównaniu z majem, wzrost wyniósł 6,8 mld zł. Nie jest to jednak efekt rozbuchanej konsumpcji. – W czerwcu złoty mocno się osłabił. Gdy odejmiemy ten efekt, to rzeczywisty wzrost kredytów w porównaniu z majem wyniesie ok. 2 – 2,1 mld zł – wylicza Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

Ostrożni przedsiębiorcy

Eksperci są przekonani, że kredyty dla gospodarstw domowych sprzedają się prawie wyłącznie dzięki programowi „Rodzina na swoim”. I mają rację. W tym roku wzięło je już ok. 100 tys. osób na łączną kwotę przekraczającą nieco 20 mld zł.

Podobnie jest z kredytami dla firm. W tym roku ich zadłużenie wzrosło o 16,9 mld zł – do 236,4 mld zł, czyli o 7,7 proc. W czerwcu w porównaniu z majem zwiększyło się tylko o 1,8 proc. Można by to uznać za sukces, bo jeszcze do grudnia 2010 r. przedsiębiorcy niemal w ogóle nie brali kredytów. Jest jednak jedno ale. – Analizując wartość zadłużenia przedsiębiorstw w bankach na tegoroczną dynamikę mogły wpłynąć inwestycje kilku większych firm – uważa Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Co gorsza, przedsiębiorstwa nie tylko nie biorą kredytów, ale nie palą się do inwestycji. Świadczy o tym poziom ich depozytów. Wzrósł przez miesiąc o 1,5 mld zł do 176,8 mld zł. Procentowo to niewiele, tylko 0,9 proc. Ale oznacza to ich wzrost, podczas gdy w maju w porównaniu z kwietniem wartość lokat firm znacznie się zmniejszyła. Część ekonomistów miała nadzieję, że to pierwsza jaskółka zapowiadająca przyszłe inwestycje. Teraz, po danych za czerwiec bardziej skłonni są uważać, że to kilka dużych firm dokonało alokacji oszczędności.

Na czworakach

Biorąc pod uwagę mizerny wzrostu depozytów i inwestycji, można wnioskować, że nie poprawiają się także wyniki finansowe firm. Jeśli nie inwestują, to zarobione pieniądze powinny lokować w depozytach. A tak nie jest.

Gospodarstwa domowe od początku roku dołożyły do swoich oszczędności 14,5 mld zł – wzrosły one do kwoty 435,8 mld zł (o 3,4 proc.). Ale w czerwcu już tylko o 0,7 proc. To efekt spowolnienia wzrostu zatrudnienia i wysokiej inflacji, która podnosi koszty życia i nie zachęca do oszczędzania w bankach.

– Nasza gospodarka przeszła ze stanu czołgania do chodzenia na czworakach – podsumowuje wnioski płynące z tych danych Ignacy Morawski.