Dlaczego rynki finansowe przez lata ignorowały problemy Grecji i innych krajów peryferyjnych? Dlaczego Grecy mogli się zadłużać po prawie takich samych stawkach jak Niemcy, podczas gdy z roku na rok narastał ich dług, a kraj tracił konkurencyjność?
Pamiętam dyskusje przed kryzysem o stale rosnących kosztach pracy w krajach peryferyjnych na tle rosnącej przewagi konkurencyjnej Niemiec. Jednak wtedy nie zadawano sobie pytania, czy może dojść do ryzyka niewypłacalności kraju leżącego w strefie euro. Nie było ono brane pod uwagę ze względu na ukryte gwarancje pozostałych krajów strefy euro – przekonanie, że inne państwa obszaru wspólnej waluty przyjdą na pomoc temu, kto znajdzie się w potrzebie. I jak na razie taki właśnie scenariusz jest realizowany, Grecja jest ratowana na zupełnie innych zasadach niż jakikolwiek kraj będący w podobnych tarapatach w przeszłości. Gdyby problem dotyczył wyłącznie Aten, kroplówka zostałaby zamontowana na długie lata, tak aby poprzez pożyczki chronić własne interesy. Ale problem na Grecji się nie kończy. A do tego pogłębia się wraz z upływem czasu.
Politycy europejscy wciąż debatują nad sposobem, w jaki przy najmniejszym koszcie zrolować grecki dług. Powstają coraz to nowe określenia po to, aby podejmowane działania nie kojarzyły się z ogłoszeniem upadłości. Nie chodzi o wymiar symboliczny, tylko o przeprowadzenie tego procesu w taki sposób, aby nie wywołał on wydarzenia, które przez agencje ratingowe zostanie zaklasyfikowane jako ogłoszenie niewypłacalności. Gra idzie o to, by Grecja mogła redukować swój dług w sposób zaplanowany, nie nazywając tego niewypłacalnością. Ciekawe, czy komuś uda się taką transakcję przeprowadzić, ale nie ma co się oszukiwać, Grecja długów nie spłaci i w tym sensie jest bankrutem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.