Tylko w piątek kurs poszedł w górę o 2,45 proc. przy obrotach na poziomie 36,8 mln zł. Równie dobrze papiery GPW radziły sobie także na pozostałych sesjach ubiegłego tygodnia. W efekcie od poniedziałku do piątku spółka osiągnęła nawet ciut lepsze wyniki niż spekulacyjny Optimus i o wiele lepsze od giełdowych tuzów z WIG20. Akcje GPW w tydzień zdrożały o 8,1 proc. do 52,2 zł.

Od tej ceny już tylko krok do rekordu ustanowionego 9 listopada 2010 r. w dniu debiutu spółki na warszawskim parkiecie. Wówczas realizowano nawet zlecenia, płacąc za jedną akcję giełdy 54 zł, czyli o 25 proc. więcej, niż wynosiła cena emisyjna dla inwestorów indywidualnych. Przed debiutem można było kupić papiery spółki za 43 zł albo o 3 zł drożej w transzy dla inwestorów instytucjonalnych. Jesienią ubiegłego roku akcje GPW kupiło aż 323 tys. Polaków.

Analitycy zwracają uwagę, że ostatnie wzrosty to przebudzenie z głębokiego letargu, który rozpoczął się dosłownie kilka tygodni po genialnym dla inwestorów debiucie. Na główną orbitę zainteresowania inwestorów spółka została wstrzelona na nowo 4 kwietnia 2011 r., gdy zarząd GPW zaproponował przeznaczenie na dywidendę 134,7 mln zł. To 99,8 proc. zysku netto osiągniętego w 2010 r.

12 kwietnia atmosferę wokół akcji giełdy dodatkowo podgrzali analitycy Goldman Sachs, podnosząc rekomendację z „neutralnie” do „kupuj”. Przy okazji wycenili jedną akcję aż na 62 zł, podczas gdy w dniu wydania raportu kurs wynosił 48,25 zł.

cez