Jak portale społecznościowe mogą zagrozić interesom pracodawców

autor: Iwona Jackowska30.10.2009, 03:00; Aktualizacja: 30.10.2009, 08:55

Inteligentny przeciwnik może w prosty sposób powiązać informacje zawarte w ogólnodostępnych portalach oraz serwisach społecznościowych, wchodząc w posiadanie informacji, które jeszcze niedawno dostępne były jedynie przy wykorzystaniu technik szpiegostwa przemysłowego

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Komentarze (9)

  • Zenon(2009-11-12 15:53) Zgłoś naruszenie 00

    Tak popieram jest informacja cenniesza od pieniędzy , należ ją tak wydawac jak pieniedze ostrożnie i za jaki towar

    Odpowiedz
  • Karol(2009-10-31 16:25) Zgłoś naruszenie 00

    Jesli chodzi o serwisy społecznosciowe , to ja wiem ze trzeba miec sie na bacznosci bo hakerzy w sieci nie spia
    www.youtube.com/watch?v=4x9xJFreZBY&feature=youtube_gdata

    Odpowiedz
  • Krystyna z ENIONu(2009-10-30 14:50) Zgłoś naruszenie 00

    Artykuł napisany w gazecie dla pracodawców a powinno się o tym grzmieć z ambon. Od zarządzania tożsamością do kradzieży tożsamości cieniutka nitka. Naszoklasiści, Faceboksiści i inni niedorozwinięci bo tak należy ich określić, nie zdają sobie sprawy jak bardzo obnażają siebie i firmy w których pracują. Już same nastroje międzyludzkie panujące w określonych społecznościach, wprawnemu socjologowi dają wiele informacji. Kiedyś upomniałem swojego znajomego, by nie fotografował się w służbowym aucie na wakacyjnych wojażach i nie publikował ich w sieci. Powiedział bym się nie przejmował bo wszyscy jak mają takie możliwości to korzystają. On już nie skorzysta, odebrano mu stanowisko i samochód. Biedny nawet nie wie dlaczego tak z nim szefostwo postąpiło. Zaznaczę, chodziło wyłącznie o publikowanie w sieci fotografii. Pracownicy nawet wyższego szczebla mają jak widać bardzo małe móżdżki, paplają gębami, nie wiedzą gdzie jest zdroworozsądkowa granica, której nie wolno przekroczyć bez względu na regulaminy i przepisy.

    Odpowiedz
  • Bob(2009-10-30 12:14) Zgłoś naruszenie 00

    "to nad prywatnym sprzętem pracowników nie ma już takiej kontroli...obecność w tych serwisach przypada raczej na godziny po powrocie do domu. I to jest dopiero pora niekontrolowanych zagrożeń"
    Czyli co? Wczepić chipy? Kontrolować Kowalskiego w każdej dziedzinie ile śpi, na kanapie czy sofie? Używa margaryny czy masła? Czy przed erą cyfrową takie informacje nie wyciekały? Wyciekały...więc o co kaman?

    Odpowiedz
  • mądrala(2009-10-30 09:55) Zgłoś naruszenie 00

    A mnie to nie dziwi.
    Artykuł - jak artykuł - na poziomie gryzipiórka.
    Sięgnijmy pamięcią wstecz: za głębokiej komuny chleb z szynką to był rarytas, na który w większości polskich rodzin można było sobie pozwolić tylko z okazji wielkich wydarzeń (np. świąt); to było coś, o czym można i trzeba było pogadać, a artkuł (że szynki nie ma w handlu) nikogo nie bulwersował.
    Od kiedy ktoś-tam skakał przez płot (a może go przerzucili?) czasy się zmieniły: teraz szynki mamy w bród i każdy może sobie ją kazać, za to najzwyklejsze zdarzenie, konsekwencja oczywista innego zdarzenia, najbardziej normalny proces w przyrodzie czy społeczeństwie, prawo fizyczne albo oczywista konsekwencja dziejowa urastają do miary sensacji - co widać i słychać w TV, gazecie internecie, reklamie itd.
    Dlaczego tak się dzieje?
    Ano: integracja (na skutek otwarcia granic) z innymi, gorzej wykształconymi narodami, napływ łatwizny i wygody (po co się uczyć?), durnota i ignorancja wraz bezmyślnością tryskające ze wszystkich stron czynią swoje. A przede wszystkim kolejne reformy oświaty i poziom intelektualny kadry nauczycielskiej godny Barbie w każdej niemal szkole i wyższe szkoły niedzielne w każdej Pipidówie dają wyniki.
    Głupim społeczeńswem łatwiej jest rządzić - jak powiedział nieżyjący już komuch (według wspołczesnych mądrali). A GW i jej redaktorzy czynnie uczestniczą w tym dumnym programie ogłupiania.

    Odpowiedz
  • ryba(2009-10-30 09:44) Zgłoś naruszenie 00

    Skoro temat nie traci na aktualności przez 10 lat tzn że trzeba o tym pisać! Może po 1001 artykule ktoś się w końcu przejmie.

    Odpowiedz
  • Pająk(2009-10-30 09:13) Zgłoś naruszenie 00

    Zgadzam się, ze w artykule nie nic nowego ani odkrywczego. Sam z własnego doświadczenia wiem, ze nowy pracownik bardzo szybko dostaje dostęp do tajemnic firmy - najczęściej zwolniony z pracy po okresie próbnym ma w domu wiele dokumentów firmowych, ponadto w moim przypadku okazało się że po ponad roku od odejścia miałem nie zablokowane hasło do serwerów firmy !!!
    A wiec prawdą jest kto ma informacje ten ma władzę, a informacja (wiedza) to normalny towar na rynku !!!

    Odpowiedz
  • Michał(2009-10-30 08:37) Zgłoś naruszenie 00

    Nie rozumiem sensu artykułu. Tyle słów i zero treści. Widzę, że ostatnimi czasy GP pisze jedynie o rzeczach oczywistych. Miałem nadzieję na to, ze przeczytam o czymś ciekawym a okazało się, że artykuł zawiera same frazesy, powtórki i utarte schematy jak to się źle dzieje z bezpieczeństwem. Równie dobrze taki tekst mógł się ukazać 10 lat temu i byśmy nie zobaczyli różnicy. Kurcze.. poziom tekstów coraz bardziej spada, muszę stwierdzić ze smutkiem.

    Odpowiedz
  • KAL(2009-10-30 08:14) Zgłoś naruszenie 00

    Przeczytałem artykuł i nie wiem w jakim celu robiono badania i dlaczego autor relacjonuje wyniki w tonie sensacji. Wiele lat wstecz decydenci państw komunistycznych doskonale wiedzieli, że przepływy informacji wsród ludzi mogą być groźne, dlatego np. w PRL-u na telefon czekało się 18 lat, wyjaz do innego kraju to było niesamowite, bo rzadkie przeżycie, z PZPR wyrzucano za tworzenie "struktur poziomych". Bo w tym ostatnim przypadku Komitet Centralny tracił kontrolę na tym "o czym dyskutowali członkowie". To nie były ciekawe czasy. Tak więc procesu ułatwiania dostępu do informacji nie powinno się utrudniać, ale trzeba równolegle uczyć ludzi - w tym dziennikarzy i "polityków" - że wiedza/informacja to towar, a czasami nawet broń, która może zabić. Warto pisać i mówić, ale "przy włączonym, a wcześniej dobrze ukształtowanym mózgu". Tak więc nauczyciele i katecheci mają dużo do zrobienia w kwestii - wpojenia uczniom etyki, odpowiedzialności za słowo, dbania o interes swojej firmy, przekonania, że informowanie przełożnych o tym, że ktoś kardnie lub coś wynosi z firmy to nie jest donosicielstwo ... itd, itd..

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane