Konflikt między ARMiR a firmami zajmującymi się utylizacją padłych zwierzą ciągnie się od dwóch lat. Chodzi o ponad 50 mln zł kar nałożonych na przedsiębiorców.

- Dziś na kierownictwie agencji, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, powinienem uzyskać wiedzę na temat stanu faktycznego oraz propozycje rozwiązania - mówi Tomasz Kołodziej, prezes ARiMR.

Kary to efekt kontroli, przeprowadzonej u przedsiębiorców zajmujących się utylizacją padłych zwierząt przez służby skarbowe. Wykryto nieprawidłowości w wydatkowaniu środków publicznych na 14 mln zł. Jednak w umowach, które ARiMR zawarła z firmami, znajdował się zapis, że w przypadku nieprawidłowości muszą one zwrócić całość środków od agencji. To 47 mln zł, a licząc z odsetkami, które cały czas narastają, już ponad 50 mln zł.

- To absurdalne obciążenie branży, z którym się nie zgadzamy. Liczymy na jak najszybsze rozstrzygnięcie, bo firmy nie mogą działać w ciągłej niepewności i utrzymywać rezerwy obciążające ich możliwości finansowe - mówi Jacek Lenkiewicz, dyrektor Związku Pracodawców Przemysłu Utylizacyjnego.

Spór między Agencją a przedsiębiorcami doprowadził do wypowiedzenia przez firmy pod koniec 2008 roku umów o zbiórce zwierząt. Najbardziej straciliby na tym rolnicy, bo musieliby płacić za utylizację padłych zwierząt nawet kilkaset złotych za sztukę (obecnie płaci za to agencja). Na początku lutego ARiMR udało się podpisać umowy z ośmioma zakładami, a przedsiębiorcy zawiesili swój protest, dając agencji czas na szybkie rozwiązanie sporu.