Lockdown może się przeciągnąć nawet na styczeń – zakładają przedsiębiorcy z gastronomii i branży fitness. I niecierpliwie wyglądają rządowej pomocy
Reklama
– Wsparcie musi objąć pracowników, ale też firmy, które przez lockdown tracą stałych klientów. W momencie ponownego uruchomienia będą mieć przychody na poziomie 30–40 proc. tego, co przed pandemią. Odbudowa biznesu zajmie nawet dwa lata – tłumaczy Mikołaj Nawacki, prezes i założyciel sieci klubów fitness Calypso.
Oficjalnie obowiązujące dziś ograniczenia w prowadzeniu działalności (podobnie jak zdalna nauka w szkołach) obowiązują do 29 listopada. Przedsiębiorcy nie wierzą jednak w zniesienie obostrzeń. Utwierdzają ich w tym przekonaniu przedstawiciele rządu. – Wiemy już na pewno na podstawie naszych i zagranicznych doświadczeń, że trzeba być bardzo ostrożnym w luzowaniu obostrzeń – mówił w poniedziałkowym wywiadzie dla DGP Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Reklama
– Liczymy się z tym, że jakieś ich formy mogą obowiązywać nie tylko w grudniu, ale także w najlepszym okresie dla naszej branży fitness, czyli na początku roku – przyznaje Bartosz Józefiak, członek zarządu Benefit Systems.
Obawy mają również restauratorzy. Wydłużenia lockdownu spodziewa się Sylwester Cacek, prezes sieci restauracji Sfinks Polska. Zwraca uwagę, że akurat 29 listopada zaczyna się tradycyjny okres wzmożonych spotkań towarzyskich. – Andrzejki, mikołajki, potem Boże Narodzenie, sylwester. Liczba zakażeń musiałaby naprawdę drastycznie spaść, żeby w tym okresie lokale zostały ponownie uruchomione – zauważa.
Podobne scenariusze kreślą już niektórzy ekonomiści. Bank Pekao zakłada, że spadek liczby dziennych zakażeń zmniejsza co prawda ryzyko wydłużenia lockdownu dla wszystkich zamkniętych dziś branż, ale jego znoszenie będzie przebiegać etapami. Analitycy odwołują się do doświadczeń z wiosny. Wtedy lockdown wprowadzono niemal jednocześnie dla całej gospodarki, ale zdejmowano go stopniowo. Najpóźniej odmrożono właśnie bary i restauracje oraz kluby fitness. Według ekonomistów banku rząd tym razem zastosuje podobną strategię, bo będzie musiał założyć to, o czym mówi prezes Cacek: w okresie świątecznym mobilność społeczna się zwiększy, a to spowoduje ryzyko wzrostu liczby zakażeń.
– Z tego powodu zakładamy, że większość obostrzeń dotyczących np. szkół oraz barów, restauracji i siłowni zostanie utrzymana do połowy grudnia lub nawet do końca roku – tak, aby zmniejszyć ryzyko dalszej transmisji w następstwie wyjazdów świątecznych – napisali w swoim raporcie.
Dla przedsiębiorców będzie to oznaczać zwiększenie strat.
Bartosz Józefiak przywołuje szacunki Federacji Pracodawców Fitness z kwietnia, które uwzględniały ponowne zamknięcie jesienią. – Tegoroczna luka przychodowa w sektorze fitness była szacowana na 2,25 mld zł. Wiosną jednak – kiedy powstawał raport – nikt nie zakładał, że zamknięcie będzie liczone w miesiącach i może przeciągnąć się także na rok 2021 – mówi członek zarządu Benefit Systems.
Straty liczy też gastronomia. Prezes Sfinks Polska wylicza, że spadek obrotów w gastronomii o 25 proc. oznacza działalność nierentowną, zaś o 40–60 proc. wiąże się z koniecznością samodzielnego pokrywania nawet kosztów stałych. Według niego teraz można zakładać, że w większości przypadków utrata przychodów sięga średnio ok. 70–90 proc., o ile lokal prowadzi sprzedaż na wynos lub w dostawie.
– Jeśli przed 2020 r. gastronomia rocznie generowała ok. 36 mld zł obrotów, to łatwo obliczyć, że miesięczny lockdown oznacza utratę między 2,1 a 2,7 mld zł dla branży, i to nie uwzględniając biznesów, które już zbankrutowały, oraz całego łańcucha strat w postaci długów wobec kontrahentów z innych branż, pracowników, zaległych danin dla państwa itd. – mówi Sylwester Cacek.