Około 200 mld zł długu nie znajdzie się w tegorocznych statystykach.
Reklama

Większość kryzysowej pomocy rząd wypchnął poza finanse publiczne. BGK pozyska ekstra 100 mld zł. Pieniądze trafią do pozabudżetowego funduszu, którym dysponuje premier

Około 200 mld zł, jakie rząd zamierza przeznaczyć na walkę ze skutkami epidemii koronawirusa, nie powiększy tegorocznego długu publicznego. Polski Fundusz Rozwoju zadłuży się w najbliższych tygodniach na 100 mld zł. Taką samą kwotę dla rządu pozyska w tym roku ze sprzedaży obligacji Bank Gospodarstwa Krajowego.

– W kancelarii premiera zapadła decyzja, że Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 będzie dysponował nie 30 mld zł, ale 100 mld zł – mówi nasz informator z rządu. BGK potwierdził nam, że to on zdobędzie te pieniądze.

Reklama

Pierwotnie fundusz, którym dysponuje premier, miał się składać z pieniędzy głównie budżetowych, przeznaczonych na inwestycje m.in. w infrastrukturę, modernizację szkół i szpitali, transformację energetyczną czy biotechnologię i farmację. Nasi rozmówcy z rządu wskazują jednak, że tymi pieniędzmi zasypywane będą także luki w finansach FUS czy NFZ, a także pokrywane bieżące wydatki związane z tarczą antykryzysową. Jak wynika z naszych informacji, tylko w przypadku FUS mowa o ponad 20 mld zł, czyli 1 proc. PKB.

– W trakcie kryzysu takie działania są zrozumiałe, widzimy je w innych krajach, np. Niemczech. Rygory luzuje także Komisja Europejska. Ważne, aby po wyjściu z kryzysu takie rozwiązania likwidować – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Dzięki nałożeniu na PFR i BGK nowych obowiązków rząd nie musi martwić się o tegoroczny dług publiczny (emisje obligacji obu instytucji będą wyjęte z jego statystyk). Gdyby przekroczył on 60 proc. PKB, trzeba byłoby przygotować program oszczędnościowy i ciąć wydatki. Taki scenariusz czekałby nas już w przyszłym roku i groziłby recesją.

Obecna ekipa nie jest pierwszą, która stosuje księgowe sztuczki z długiem. Dekadę temu rząd PO-PSL wyłączył Krajowy Fundusz Drogowy z sektora finansów, aby nie powiększał on długu publicznego.

Kryzys uderza w finanse państwa z dwóch stron. Zamrożenie gospodarki i recesja powodują, że do kasy państwa wpłynie znacznie mniej pieniędzy z podatków i składek. A wydatki gwałtownie rosną, bo trzeba pomóc firmom przetrwać trudny okres i utrzymać miejsca pracy. Stąd ryzyko, że państwowy dług publiczny zacząłby się szybko zbliżać do limitów, których przekroczenie wymuszałoby oszczędności.
Gdy dług publiczny przekroczy 55 proc. PKB (obecnie wynosi 43,8 proc.), rząd musi m.in. przygotować kolejny budżet bez deficytu, zamrozić płace budżetów i pokazać Sejmowi, jak zamierza zmniejszyć zadłużenie. Gdy zaś dług przekracza zapisany w konstytucji limit 60 proc. PKB, dochodzi sankcja dla samorządów, które nie mogą mieć w swoich następnym budżecie deficytu.
− Jeśli z grubsza szacujemy, że tarcze antykryzysowe i finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju to koszt ok. 300 mld zł, to mówimy o wzroście długu o jakieś 15 proc. PKB. Złoty silnie się osłabił, więc gdyby cały ten koszt spoczął na finansach państwa, ryzykowalibyśmy przekroczenie progów ostrożnościowych – mówi nasz informator z rządu.
Dlatego właśnie aż 200 mld zł nie znajdzie się w tegorocznych statystykach długu, bo pieniądze te pozyskają dla rządu BGK i PFR, czyli instytucje znajdujące się poza sektorem finansów publicznych.
− Obligacje BGK emitowane na rzecz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 – podobnie jak obligacje emitowane przez BGK na rzecz innych funduszy utworzonych w BGK na mocy stosownych ustaw, przykładowo Krajowego Funduszu Drogowego w przeszłości – nie są zaliczane do państwowego długu publicznego, ale są uwzględnianie w długu sektora instytucji rządowych i samorządowych – tłumaczy DGP biuro prasowe banku.
Jest jeszcze unijna metodologia liczenia długu. Tutaj też obowiązuje limit 60 proc. PKB, ale na forum państw członkowskich i w porozumieniu z Komisją Europejską ustalono, że walcząc z kryzysem nie trzeba się dzisiaj martwić się sankcjami za jego przekroczenie. Dodatkowo trwają rozmowy z Eurostatem, unijnym biurem statystycznym, aby koszty przeciwdziałania epidemii nie były wliczane do deficytu i długu. Polska nie musi się martwić unijnymi regułami. A wypchnięcie długu do BGK i PFR powoduje, że jego relacja do PKB w tym roku także nie spędza obecnie nikomu w rządzie snu z powiek.
− Na chwilę obecną nie zakładam, że działania fiskalne podjęte przez rząd wpłyną tak na sytuację fiskalną, że zagrożone będą progi ostrożnościowe zdefiniowane w ustawie o finansach publicznych i w konstytucji – mówił w ubiegłym tygodniu główny ekonomista Ministerstwa Finansów Łukasz Czernicki.
Taki scenariusz realizuje właśnie rząd. Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 zamiast być inwestycyjnym kołem zamachowym gospodarki po kryzysie, najpierw pokryje bieżące straty i działania antykryzysowe. Ich skalę pokazał rząd w aktualizacji programu konwergencji, który kraje członkowskie spoza strefy euro wysyłają co roku, do końca kwietnia do Brukseli i pokazują w nich stan swoich finansów. Tegoroczny deficyt ma wynieść rekordowe 8,4 proc. PKB, a dług (według metodologii UE) zwiększyć się o ponad 9 pkt. proc. i wynieść 55,2 proc. Liczby byłyby znacznie większe, ale MF nie uwzględniło w nich np. tarczy finansowej PFR, czyli 100 mld zł i kolejnych 100 mld zł, jakie ma pozyskać BGK.
− Do 75 proc. środków jakie mikro-, małe i średnie firmy dostaną z PFR może być pomocą bezzwrotną. PFR szacuje tę kwotę w sumie na 60 mld zł. Takie umorzenie znajdzie się już w statystykach długu, ale dopiero przyszłorocznego – zwraca uwagę nasz rozmówca z rządu.