Są przekonani, że w życiu się wszystko udaje. Sky is the limit, a sukcesy to oczywiście ich wyłączna zasługa. Czego się nie dotknęli, obracało się w zyski - akcje, obligacje, fundusze, surowce… Inwestujemy, lewarujemy się, wypłacamy gotówkę i jedziemy na wakacje. A po powrocie od nowa.

Ewa Wernerowicz

Ewa Wernerowicz

źródło: Materiały Prasowe

Druga grupa to dzieci bessy. Po prostu trafiły na zły moment. Tak bywa. Weszli na górce. Pierwsze, niewielkie zainwestowane pieniądze stracili w krótkim czasie. Świat się od tego nie zawalił, ale teraz już całe życie będą inwestować bardziej zachowawczo. Jeśli dojdą do dużego majątku, to po drodze będą raczej bezpieczne inwestycje. Nieruchomości i spółki dywidendowe, a nie forex i akcje śmieciowe. Charakteryzuje ich mniejszy apetytu na ryzyko, na poziomie do którego pierwsza grupa inwestorów dojdzie dopiero po ożenieniu się i pojawieniu się potomstwa.

Pokolenie millenialsów

Co różni te dwie grupy osób? Ślad pierwszych doświadczeń w nowym obszarze życia, jakim jest inwestowanie własnych pieniędzy. To nic innego jak znana od wieków inicjacja. Pojęcie niepotrzebnie spłycone do inicjacji seksualnej, która jest tylko jedną z wielu w życiu człowieka. I na pewno nie ważniejszą niż suma innych, które skutecznie wyparła ze świadomości.

Inicjacją jest pierwsza wizyta u stomatologa, pierwsze próby pływania i pierwszy wypalony papieros. Wyzwanie, rytuał, ceremonia, która przenosi człowieka na wyższy poziom świadomości. Inicjacja występowała już w najstarszych religiach i kulturach, gdy chłopiec zostawał bojownikiem lub udawał się po raz pierwszy na polowanie.

Wróćmy jednak do roku 2020. Środek bańki start-upowej. Coś takiego jak zbyt wysoka wycena spółki nie istnieje. Wszystko można uzasadnić, tylko w opisie potrzebujemy AI, blockchain, IoT i kilka innych modnych słów. Powszechnie obowiązująca teoria budowy skali i wartości zamiast zysków przekonuje już nawet największych sceptyków. Na rynku pracy z pełną parą funkcjonuje całe młode pokolenie millenialsów w wieku poniżej 30 lat, a także pierwsze roczniki pokolenia Z.

Ostatni duży kryzys rozpoczął się w roku 2008. Starszym czytelnikom przypominam, że chodź wydaje się to niedawno, to obecni trzydziestolatkowie zdawali w tamtym roku maturę i naprawdę mało ich obchodziło, że 15 września upadł bank Lehman Brothers i załamał się rynek finansowy. Być może dlatego gdy zaczynasz w ich towarzystwie mówić o cyklach koniunkturalnych, to na twarzy rozmówcy maluje się wyraz twarzy pod tytułem „OK boomer”.

Sielanka, która nie wróci

I wtedy nadszedł marzec 2020. Miesiąc, w którym 30% przedsiębiorstw zaprzestało działalności, a reszta ledwo zarabia na koszty. To nie jest sytuacja jak na wojnie, bo w czasie wojny życie poza frontem toczy się dalej. Jest gorzej - to cichy kataklizm, którego nikt rozsądny się nie spodziewał. Wszystkie opowieści o poduszkach finansowych w biznesie stają się nieaktualne, bo „poduszka na 3 miesiące" oznaczała kwotę wyliczoną na podstawie najsłabszego historycznie kwartału, a nie trzech miesięcy kompletnego zatrzymania sprzedaży przy zachowaniu większości kosztów. Mówiąc obrazowo - jeżeli nastroje gospodarcze w ostatniej dekadzie poruszały się na skali od -5 do +5, to właśnie dowiedzieliśmy się, że skala ma też wartości poniżej minus 30 i nikt nie może nam obiecać, że to jest jej koniec.

Jeżeli pamiętasz poprzednie kryzysy (a najlepiej PRL) i widzisz co się teraz dzieje, to wiesz, że będzie ciężko. Jeżeli jednak jesteś młody, zdolny, a o bezrobociu uczyłeś się tylko na studiach, to prawdopodobnie zawaliła się twoja cała wizja świata, którą budowałeś. Właśnie setki osób, które mają startup, albo już ustabilizowaną pierwszą firmę patrzą jak codziennie znikają im pieniądze z konta. Przychodzą faktury kosztowe, ludzi trzeba zwalniać, a klienci, jeżeli dzwonią to tylko po to, żeby wypowiedzieć umowę. Chyba trudno o silniejsze doświadczenie na początku kariery.

Narodowa psychoterapia

Czy na rynek pracy weszło właśnie pokolenie Covid-19? Dzieci nie tylko bessy, ale tąpnięcia jakiego nie pamiętają roczniki statystyczne. Nie jestem fanem szybkiego etykietowania pokoleń, bo potem niewiele z tego wynika. Jednak bezsprzecznie okres #zostanwdomu będzie biznesową inicjacją dla co najmniej kilku roczników młodych przedsiębiorców. Jest zdecydowanie za wcześnie, aby snuć odpowiedzi na pytanie jak to wpłynie na ich przyszłe decyzje biznesowe. Choć na pewno nieprawdą jest, że „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Koronawirus 98% chorych nie zabił, a nikogo nie wzmocnił. Tak samo może być z młodymi biznesami.

Wiele z nich się zamknie. Niezrealizowane plany trafią do szuflady na długie lata. Część zostanie kupiona przez dużych graczy. Ci, którzy zostaną będą działali ostrożniej. Będą bardziej skoncentrowani się na posiadaniu planu B. Ale równie dobrze wiele przedsięwzięć, które wymagały by sporo odwagi może nigdy nie powstać. Być może po Narodowej Izolacji przyjdzie czas na Narodową Psychoterapię. Zanim dojdziemy do tego punktu jest coś, co możemy zrobić już dziś.

Każdy ma w swoim otoczeniu przedsiębiorcę, który właśnie chce się poddać w prowadzeniu firmy. To nie musi być innowacyjny startup. Równie dobrze restauracja albo lokal usługowy. Wykorzystajmy naszą wiedzę i doświadczenie nie tylko do narzekania na „dzisiejszą młodzież”. To postawa kusząca i wygodna, szczególnie gdy znamy już swoją wartość na rynku pracy. Ale kilka kryzysów, które przeszły osoby z dwudziesto- lub trzydziestoletnim bagażem doświadczenia powinno być zasobem, który w tym momencie wykorzystamy nie tylko dla siebie. Od tego jak gospodarka wróci do funkcjonowania na pełnych obrotach zależy przyszłość całego naszego kraju: rynku wewnętrznego, popytu konsumentów i powrotu do zdrowego rozwoju.

Nasze wsparcie dla młodych przedsiębiorców przygniecionych realiami funkcjonowania w czasie pandemii będzie procentowało na lata. Jak możemy pomóc? Odpowiednio do naszych możliwości. Może to będzie rozpoczęcie współpracy z młodą firmą co da jej szansę na przeżycie. A może tylko zakup vouchera na usługę za pół roku. Wesprzyj lokalnych przedsiębiorców, cokolwiek by oni robili. To będzie procentowało na lata. A do ciężkich doświadczeń pierwszego kryzysu dojdą te pozytywne, że w takich chwilach można liczyć na solidarność społeczną.

Ewa Wernerowicz, wiceprezydent Pracodawców RP.