Jeśli Koalicja Obywatelska wygra wybory, to obejmie pan stanowisko ministra finansów?

Nie mnie rozstrzygać. Mogę zadeklarować chęć kontynuowania przygody z polityką tylko w jednym przypadku. To znaczy, gdyby pojawiły się szanse na głęboką przebudowę państwa. Wtedy chciałbym wziąć w niej udział. Jednak to nie ja o tym będę decydował.

PO szykuje całe pakiety projektów ustaw, które, jeśli wygra wybory, zamierza uchwalać. Czeka nas kolejna rewolucja prawna.

Ale rewolucja mająca ułatwić życie przedsiębiorcom, a nie je utrudnić, i dająca odpowiednio długi czas na przygotowanie się do nowych warunków. W naszym programie pokazujemy, jak to prawo będzie tworzone, na pewno nie w ciągu jednej nocy. Planujemy radykalną zmianę, począwszy od upowszechnienia konsultacji społecznych i nadania im wysokiej rangi. Dla porównania w ub.r. w przypadku 43 proc. projektów ustaw nie było żadnych konsultacji, a w 50 proc. przypadków władza je pozorowała (tzn. nie odpowiedziała na nadesłane opinie). Tymczasem sam mam bardzo dobre doświadczenia ze współpracy z organizacjami przedsiębiorców. Od kilku miesięcy spotykam się z nimi praktycznie co tydzień i konsultuję nasze propozycje. Przedsiębiorcy otworzyli mi oczy na wiele spraw, o których zagłębiony w modele ekonomiczne nie miałem pojęcia

Pierwszym punktem programu jest, jak powiedział Grzegorz Schetyna: „Nic, co dane, nie będzie odebrane”. Budżet państwa nie jest z gumy i jeśli PiS przeprowadzi zapowiadane zmiany, to może się okazać, że słowa przewodniczącego PO będą jedynym punktem programu gospodarczego.

Pierwszym punktem programu, który ogłosił Grzegorz Schetyna, jest poszerzenie wolności Polaków i odnowienie demokracji, co wymaga usunięcia wszystkiego, co łamie konstytucję i rozliczenia tych, którzy deptali praworządność. To, o czym wspominają panowie, nie jest ani pierwszym punktem, ani najważniejszym. Obecny rząd stworzył coś, co w „The Economist” jest opisywane jako „socjalne eldorado”. Ja odczytuję wystąpienie programowe Grzegorza Schetyny tak, że „socjalne eldorado” zmieni się w „eldorado dla aktywnych”, tzn. tych, którzy ciężko pracują, jak również tych, którzy nie mają pracy, ale starają się ją znaleźć. Opozycja kładzie nacisk na opłacalność pracy. Ważnym elementem jej programu jest projekt „Niższe podatki, wyższa płaca”. Opiera się on na dwóch głównych elementach: obniżeniu PIT i ZUS dla pracujących na umowie o pracę – z obecnych ponad 40 proc. do maksymalnie 35 proc. – oraz dodatkowej premii za aktywność dla zarabiających mniej niż dwukrotność płacy minimalnej. W br. granicą dla tej premii byłoby wynagrodzenie na poziomie 4,5 tys. zł, a trafiałaby ona do ponad połowy zatrudnionych. Dochód na rękę pracownika, który np. otrzymuje pensję minimalną, wzrósłby o ponad 600 zł, tj. 38 proc. – piętnaście razy bardziej niż dzięki obniżeniu PIT do 17 proc. i podwojeniu ryczałtowych kosztów uzyskania przychodów w ramach piątki Kaczyńskiego.

Ile będzie kosztował ten program?

Koszt netto dla finansów publicznych to ok. 30 mld zł.

Co to znaczy netto?

Netto oznacza uwzględnienie korzyści z uproszczenia PIT i składek. Pewne rzeczy będą musiały się zmienić, gdy wprowadzimy premię za aktywność w wysokości ok. 500 zł. Ta premia to de facto kwota wolna od PIT i składek po stronie pracownika, malejąca wraz ze wzrostem dochodu, tyle że najpewniej wyliczana przez urząd skarbowy, a nie pracodawcę, i co miesiąc przelewana na konta pracujących.

Czy wasz system nie jest zbyt skomplikowany? Pokazaliście propozycję w grudniu i nie było o niej głośno. Gdy PiS w kampanii pokazał 500 plus, dyskutowali o nim wszyscy.

Może to wynika z niezbyt szczęśliwej pierwotnej nazwy. Gdy ludzie słyszeli wyższe płace, to przedsiębiorcy się denerwowali, skąd na to wezmą. A pracownicy podchodzili sceptycznie, nie wierząc – i słusznie – w podwyżki zadekretowane przez polityków. Obecna nazwa „Niższe podatki, wyższe płace” od razu wskazuje mechanizm, dzięki któremu dochody pracowników wzrosną. Powinna też uspokoić przedsiębiorców, że nie odbędzie się to ich kosztem i nie podważy ich konkurencyjność wobec zagranicy. Zarazem nadaliśmy temu mechanizmowi kształt, który radykalnie uprości rozliczenia. Od funduszu płac przedsiębiorca będzie mógł odprowadzać jeden przelew, całą resztą: podziałem na poszczególne składki i PIT oraz wyliczeniem i wypłatą premii za aktywność zajmie się państwo. Dzisiaj, żeby wyliczyć wszystkie składki i PIT, przedsiębiorca musi wykonać co najmniej 14 operacji i to dla każdego pracownika z osobna.

„Niższe podatki, wyższe płace” to wasza odpowiedź na 500 plus, takie 500 plus dla pracujących?

Kwota wzięła się stąd, że chcemy, by osoba na minimalnej pensji dostawała na rękę tyle, ile widzi na swoim pasku. To zaokrąglenie tego bonusu.

Na Forum Programowym PO padały zapewnienia, że utrzymany zostanie wzrost wydatków na zdrowie do 6 proc. PKB, że uruchomiony zostanie program małej retencji czy finansowanie OZE. To zapewne kolejne kilkanaście miliardów rocznie, prócz tych 30 mld na system podatkowy.

Zacznijmy od OZE. Chcemy, by każdy, kto ma sensowny projekt w energetyce, inwestował. By inwestycje nie ograniczyły się do wielkich spółek energetycznych. One i tak mają z nimi kłopot. Co najmniej jedna z nich bez kroplówki z państwowych banków już by zbankrutowała. Chcemy zupełnie zmienić podejście w energetyce, to fragment innego z naszych projektów – „Monopole stop”. Chcemy uwolnić rynek energii, gazu i paliwowy, dlatego nie ma mowy o fuzji Lotosu z Orlenem. Ceny prądu, gazu i paliw przestaną być zawyżane przez monopolistów, bo konkurencja uniemożliwi im drenowanie kieszeni klientów i podbijanie kosztów innych przedsiębiorstw. Większość naszych pomysłów nic nie kosztuje, przeciwnie: dzięki temu, że zapewnią one dalszy rozwój Polski, skorzysta na nich budżet. Wiemy, co zrobić, żeby Polska weszła do 20 krajów najbardziej przyjaznych przedsiębiorczości na świecie do 2025 r. Będą temu służyć np.: odpartyjnienie spółek z udziałem Skarbu Państwa, ograniczenie biurokracji przez m.in. zastąpienie systemu licencji – wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe – nieobowiązkowymi certyfikatami, zaświadczającymi o jakości, ale nieograniczającymi swobody wyboru klienta; zatrzymanie „regulacyjnego tsunami” – tak, żeby Polska przestała być krajem o najbardziej chwiejnym i nieprzewidywalnym prawie, a znalazła się w 15 krajów UE, w których jest ono najbardziej stabilne; likwidacja biurokratycznej mordęgi przy zatrudnianiu pracowników z UE, z krajów bliskich Polsce kulturowo oraz o wysokich kwalifikacjach; ułatwienia przy zakładaniu spółek – łącznie z obniżeniem minimalnego kapitału zakładowego potrzebnego do rejestracji spółki z o.o. do 1 zł; wprowadzenie Karty Praw Podatnika, dzięki której administracja podatkowa przestanie traktować wszystkich przedsiębiorców jak oszustów, a zacznie być nastawiona na współpracę z uczciwymi podatnikami; uchylenie ograniczeń dla konkurencji wprowadzonych przez obecną władzę, w tym w szczególności zakazu handlu w niedzielę, ustawy „apteka dla aptekarza” czy restrykcji w budowie i modernizacji farm wiatrowych; zapewnienie skutecznej ochrony akcjonariuszom mniejszościowym – tak żeby projekty, na których zależy rządowi, nie mogły być realizowane ich kosztem; wyplenienie niekompetencji i korupcji z nadzoru finansowego; uproszczenie występowania o dofinansowaniem ze środków Unii Europejskiej oraz usprawnienie obsługi tych projektów itd. Każde z tych działań nic nie kosztuje, a przyniesie dodatkowe dochody – tak ludziom, jak i budżetowi.

Wróćmy do kosztów.

Projekt budżetu na 2020 r. będzie miną podłożoną pod następny rząd. W Aktualizacji Programu Konwergencji przesłanej do Brukseli obecna władza ujawniła, przed jaką alternatywą postawi następny rząd. Można z niego wyczytać, że albo zostanie wprowadzone 15 nowych podatków w przyszłym roku – prawdziwe „Jarkowe” – albo trzeba będzie znaleźć oszczędności na 16 mld zł, czyli równowartość tych nowych opłat i podatków. A raczej dużo więcej, bo w APK przyjęto dwa nierealne założenia: po pierwsze, że elastyczne wydatki budżetu, np. na współfinansowanie projektów z UE, w ogóle nie wzrosną (choć trzeba będzie gonić czas zmarnowany przez obecny rząd, żeby nie stracić nic ponad 35 mld, których nie wykorzystał on na walkę ze smogiem); po drugie, że samorządy zamrożą swoje wydatki na tegorocznym poziomie.

Macie plan, jak tego uniknąć?

Naszym pomysłem jest przebudowa państwa, żeby zamiast „socjalnego eldorado” powstało eldorado dla aktywnych, na których barkach spoczywa przecież finansowanie wydatków budżetu. Więc jeśli chodzi o wsparcie socjalne, ma ono trafiać głównie do tych, którzy ze względu na wiek czy niepełnosprawność nie są zdolni do pracy. A jeśli ktoś jest zdolny do pracy, to wsparcie powinno być możliwe, jeśli w danej rodzinie przynajmniej jedna osoba pracuje lub szuka zatrudnienia. Pod obecnymi rządami mamy starzejące się społeczeństwo, któremu obniżono wiek emerytalny i wprowadzono bezwarunkowe świadczenia, które dezaktywują kobiety.

Ale rozumiemy, że to bezwarunkowe świadczenia, których nie ruszycie?

Może mi się to nie podobać, ale Grzegorz Schetyna powiedział jasno: „Nic, co dane, nie będzie odebrane”. Podoba mi się natomiast – i to bardzo – jego główne przesłanie: nowy rząd zadba o ciężko pracujących Polaków, których obecna władza bezwzględnie drenuje, a także o ludzi bez pracy, ale starających się o nią, którymi ta władza pogardza. Wszyscy poza nią czują, że nie może być tak, że rodzina, w której porzuca się pracę, może – bez żadnych warunków – żyć na koszt innych rodzin, bezterminowo. Takiej rodzinie należy pomóc, żeby odnalazła się na rynku pracy – dla jej własnego dobra. Ostatnie dane GUS pokazują, że skrajne ubóstwo wzrosło i do tego radykalnie w gospodarstwach żyjących ze świadczeń. Mamy w programie aktywizowanie tych osób, które wpadły w pułapkę socjalną. Bo bezwarunkowe świadczenia skazują je na najgorszy rodzaj biedy – taką, która jest dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Dla nas praca jest wartością. To podstawowa różnica między nami a obecną władzą.

Czyli 500 plus powinno być powiązane z aktywnością zawodową czy chęcią szukania pracy.

Mogę tylko powtórzyć, co wiele razy było mówione: 500 plus nie powinno być z automatu wypłacane w rodzinach, w których porzuca się pracę. Taka polityka jest zgubna dla tych rodzin i głęboko niesprawiedliwa wobec pozostałych, które ciężko pracują na wydatki państwa. 

Pełna wersja wywiadu na Dziennik.pl