źródło: DGP

Z dużych umów na uzbrojenie w 2019 r. największe szanse na podpisanie ma kontrakt na zakup czterech śmigłowców AW101 do zwalczania okrętów podwodnych. Resort obrony rozmawia z koncernem Leonardo (właściciel PZL Świdnik), który jako jedyny złożył ofertę.

Wiadomo, że resortowy komitet offsetowy zaakceptował już propozycje producenta w tym zakresie. Podpisania umowy można się spodziewać w drugim kwartale. W optymistycznym wariancie nawet nieco wcześniej, w pesymistycznym tuż przed wyborami parlamentarnymi planowanymi na jesień. Wartość tej umowy to ok. 2 mld zł.

W przypadku śmigłowców w szeregach ekipy rządzącej pojawia się także temat zakupu kilku black hawków z Mielca dla sił specjalnych. Jest to jednak mniej prawdopodobne, ponieważ na razie nie toczy się żadne postępowanie przetargowe. Jak mówi DGP jeden z rozmówców z obozu władzy, zakup mógłby jednak zostać zrealizowany w procedurze pilnej potrzeby operacyjnej. Ostateczna kwota zależy od wyposażenia, ale ten zakup powinien być znacznie tańszy niż śmigłowce morskie.

Za to zdecydowanie większą cenę zapłacimy za najdroższy w historii zakup uzbrojenia dla wojska. Czyli drugą fazę tarczy przeciwrakietowej Wisła (kolejne baterie systemu Patriot). Tutaj jednak minister obrony Mariusz Błaszczak musi podjąć decyzję, na jaki pocisk niskokosztowy się zdecyduje. Wybiera pomiędzy rozwiązaniem amerykańskim i amerykańsko-izraelskim. Ceny za pociski udało się w trakcie negocjacji mocno zredukować, teraz decydują już tylko względy polityczne. Gotowe dokumenty – przygotowane przez zespół pełnomocnika ministra ds. Wisły płk. Michała Marciniaka – leżą na biurku ministra. Zapewne wpływ na decyzję będzie miało również to, na ile polityk uwierzy, że polski przemysł obronny faktycznie może na tym kontrakcie skorzystać. Zagrożeniem jest, że zbrojeniówka może nie mieć zdolności do absorpcji nowoczesnych technologii. Kolejnym problemem jest fakt, że Amerykanie czy Izraelczycy niechętnie się tymi technologiami dzielą. Nawet gdy za to zapłacimy.

Jeśli minister podejmie decyzję do połowy stycznia, podpisanie umowy jest możliwe jeszcze przed wyborami.

Z Wisłą, czyli systemem przeciwlotniczym i przeciwrakietowym średniego zasięgu, powiązany jest program Narew, czyli obrona polskiego nieba w zasięgu krótkim. Tutaj dostawcę musi wybrać Polska Grupa Zbrojeniowa. Faworytem są Brytyjczycy z MBDA i raczej w tej kwestii nie należy się spodziewać niespodzianek. Umowa może być podpisana równolegle z Wisłą. Obie mogą mieć wartość nawet 60 mld zł. I choć płatności byłyby rozłożone na ok. 10 lat, to jednak obciążenie dla budżetu obronnego będzie olbrzymie. Jeśli jednak Mariusz Błaszczak będzie odwlekał decyzję o wyborze pocisku, to umowę może już podpisać minister obrony kolejnego rządu.

W 2019 r., podobnie jak w ostatnich dwóch latach, są duże szanse na podpisanie umowy w ramach programu Homar. Czyli zakup artylerii dalekiego zasięgu – systemu Himars od amerykańskiego koncernu Lockheed Martin. Negocjacje w tej kwestii rozpoczęła PGZ, w ubiegłym roku przejął je bezpośrednio resort obrony. Choć zakup w porównaniu z Wisłą nie jest kosztowny (według amerykańskiego Kongresu, który wydał zgodę na sprzedaż tego rodzaju broni pod koniec listopada, chodzi o maksymalnie 655 mln dolarów, czyli niecałe 2,5 mld zł), to dla możliwości wojska kluczowy. Brak tej umowy jest jedną z większych porażek obecnego rządu w kwestii zakupu uzbrojenia.

Pamiętając o tym, że w przyszłym roku budżet Ministerstwa Obrony Narodowej na wydatki majątkowe wyniesie ponad 12 mld zł (cały to prawie 45 mld zł), a w projekcie zapisano prawie 3 mld zł na obronę przeciwrakietową, innych ważnych kontraktów trudno się spodziewać. – Rok się skończy koło października z przerwą na wiosenne wybory do europarlamentu. Jest mało pieniędzy. Na miejscu szefa MON szedłbym w deklaracje i listy intencyjne – tłumaczy doświadczony wojskowy na emeryturze, który miał do czynienia z zakupami sprzętu.

Tutaj pole do popisu jest olbrzymie. Od deklaracji wyboru do podpisania faktycznego kontraktu mogą minąć lata. Na przykład prezydent Bronisław Komorowski, ubiegając się o drugą kadencję, zadeklarował w kwietniu 2015 r., że kupimy system Patriot, a umowę faktycznie podpisano trzy lata później. Takie deklaratywne wybory bez podpisanej umowy mogą w 2019 r. dotyczyć m.in. okrętów podwodnych (program Orka), śmigłowców bojowych (Kruk) czy samolotów bojowych (program Harpia). – Ten program jest w procedurze Foreign Military Sales (zakup od rządu USA – red.) do przeprowadzenia w sześć miesięcy – mówi nam urzędnik cywilny, który jeszcze do niedawna zajmował się zakupami. Ale by to zrobić, potrzebne są wola polityczna i zdecydowanie, których brakuje.

– Obawiam się, że ten rok znów będzie rokiem FAK, czyli fazy analityczno-koncepcyjnej – mówi wojskowy związany z zakupami i będący w służbie. – W tym jesteśmy najlepsi na świecie – podsumowuje. 

W projekcie zapisano prawie 3 mld zł na obronę przeciwrakietową