Odrzucił też zaproponowany przez Węgry w niedzielę rano plan specjalnej pomocy dla dotkniętego kryzysem finansowym i gospodarczym regionu Europy Środkowej i Wschodniej w wysokości 160- 190 mld euro, przekonując, że nie należy dzielić Europy na wschodnią i zachodnią.

Pytany przez dziennikarzy, czy Polska apeluje o złagodzenie kryteriów wejścia do eurolandu, Rostowski powiedział: "Nie, nie apelujemy. Uważamy, że polska gospodarka jest na tyle silna, że może przystąpić do strefy euro bez żadnego złagodzenia".

"Oczywiście, gdyby takie złagodzenie miało mieć miejsce, to będziemy się z tego cieszyli" - dodał minister w kuluarach nadzwyczajnego, antykryzysowego szczytu UE.

Także szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE) Mikołaj Dowgielewicz zapewnił, że Polska nie apeluje o złagodzenie kryteriów, "bo uważamy, że jesteśmy w stanie spełnić najbardziej surowe warunki wejścia do euro".

Polska przyłączyła się do krytyki węgierskiego planu prawie 200 mld euro pomocy dla państw regionu

"Natomiast jeśli takie propozycje się pojawią, jeśli inni (np. Węgry) będą je zgłaszać i Europejski Bank Centralny będzie chciał je poważnie rozważać, to dobrze, to my będziemy chcieli z tego skorzystać" - dodał. W tym sensie Polska popiera "jako zasadę polityczną" postulat Węgier, żeby uelastycznić kryteria wejścia do euro - wyjaśnił.

"Ale to trochę sztuczny problem, bo jeśli spojrzymy na twarde kryteria do strefy euro, to one są zapisane w traktatach (kryterium dotyczące inflacji, długu publicznego i deficytu - PAP) i nikt nie mówi o zmianach. Jedyna rzecz, o której możemy rozmawiać, to jest kwestia ERM2, czyli ile czasu polska waluta musi przebywać w tym systemie. Bo znane są przykłady Finaldii, Włoch i Słowenii, których waluty przebywały krócej niż dwa lata (w ERM2)" - powiedział.

Polska przyłączyła się do wyrażanej przez czeskie przewodnictwo i inne nowe kraje krytyki węgierskiego planu prawie 200 mld euro pomocy dla państw regionu.

Dowgielewicz zapewnił, że ta węgierska propozycja nie była dla Polski, organizatora miniszczytu liderów państw Europy Wschodniej i Środkowej, niespodzianką.

Węgierski premier Ferenc Gyurcsany zaapelował w niedzielę rano o specjalny plan dla regionu, tłumacząc, że nowe kraje bardzo ucierpiały z powodu kryzysu finansowego, a ich banki są ofiarami odpływu kapitału do banków-matek w zachodniej Europie. "Nie możemy pozwolić sobie, by nowa żelazna kurtyna podzieliła Europę na dwie części" - powiedział.

"Są kraje należące do strefy euro w Europie Zachodniej, które są w dużo gorszej kondycji gospodarczej niż kraje nienależące do euro w Europie Wschodniej"

"W sprawie ogólnego programu, który by popierał region Europy Środkowo-Wschodniej, entuzjazmu nie było" - powiedział Rostowski po spotkaniu dziewięciu liderów państw Europy Wschodniej i Środkowej.

Protestował przeciw "podziałom kontynentu" i mówieniu o tym, że "najbardziej zagrożone są niby kraje na Wschodzie".

"Są kraje należące do strefy euro w Europie Zachodniej, które są w dużo gorszej kondycji gospodarczej niż kraje nienależące do euro w Europie Wschodniej" - powiedział Rostowski dziennikarzom.

Także premier sprawujących unijne przewodnictwo Czech Mirek Topolanek wyraził się sceptycznie o węgierskim planie. "Nie sądzę, że Europa Wschodnia jest specjalnym regionem, nie sądzę, że trzeba oddzielać kilka krajów w łonie UE, popieram pomoc dla wszystkich, którzy jej potrzebują" - powiedział.

Stanowczy sprzeciw wyraził też premier Estonii Andrus Ansip: "Nie uważam, że należy blokowo pomagać wszystkim krajom Europy Wschodniej, których sytuacja jest bardzo różna" - powiedział. Estonia - podkreślił - nie ma kłopotów z płynnością, w przeciwieństwie np. do Łotwy.

Rostowski przekonywał, że na miniszczycie liderów nowych krajów UE, który odbył się w polskiej ambasadzie, panowała "duża zgodność", iż nie należy dzielić UE na wschodnią i zachodnią.