• Dlaczego ciągle w Polsce nie ma konkurencyjnego rynku energii?

- Struktura sektora po konsolidacji sprawia, że uwolnienie rynku dla wielkich odbiorców przemysłowych nie zdaje egzaminu. Podczas posiedzeń naszej podkomisji padały stwierdzenia, że mamy do czynienia ze zmowami monopolistycznymi. Może nawet mamy do czynienia z oligopolem czterech skonsolidowanych grup energetyczno-kapitałowych. Jedna z nich ma w swoim ręku większość wytwarzania. Chaos dotyczy przede wszystkim cen. Wnioski do Urzędu Regulacji Energetyki (URE) o zatwierdzenie cen prądu podniesionych o 40-60 proc. były nie do zaakceptowania. Przy takim ich wzroście jak proponowany przez wytwórców energii przedsiębiorstwa, zwłaszcza te najbardziej energochłonne, stają przed wizją bankructwa. Są propozycje ministrów gospodarki i finansów, które mają złagodzić sytuację. Myśli się np. o zmniejszeniu akcyzy na energię dla przedsiębiorstw, w których energia ma największy udział w kosztach.

• A jakie wysiłki są podejmowane w Sejmie dla uspokojenia rynku?

- Próbą ratowania sytuacji jest przygotowywana ustawa o sprzedaży energii na giełdzie. Zgłaszane są propozycje uwolnienia rynku w całości, także w części obejmującej gospodarstwa domowe. Chcemy wzmocnić rolę URE, dać regulatorowi większe kompetencje kontrolne dotyczące kosztów produkcji energii, ich struktury, kalkulacji. Ale najlepszym strażnikiem cen jest dobry, konkurencyjny rynek, który zdecydowanie lepiej działa w interesie konsumenta niż rozwiązania administracyjne.

• Energetycy twierdzą, że są zmuszeni tak podnosić ceny, bo kopalnie żądają od nich wysokich cen za węgiel.

- Cena energii zależy nie tylko od ceny węgla, ale również od ilości spalonego paliwa. Uważam, że poprawa efektywności po stronie wytwórców doprowadzi do tego, że ceny energii nie powinny rosnąć tak bardzo. Są firmy, które chcą inwestować w elektrownie węglowe o wysokiej sprawności. Dziś u nas wynosi ona średnio 35 proc., a w innych krajach europejskich 48 proc. Okolicznością sprzyjającą potencjalnym inwestorom i wytwórcom jest odsunięcie do 2020 r. zobowiązań wynikających z pakietu energetyczno-klimatycznego, związanych z kosztami zakupów limitów CO2. Wzrost efektywności daje niemałe pole manewru w zakresie kształtowania cen.

• Jednak od zainwestowania w modernizację elektrowni do efektów w postaci wysokiej sprawności mija kilka lat. A przemysł chce szybkich rozwiązań.

- Stąd szybka ścieżka, czyli m.in. konkurencja na giełdzie. Paradoksalnie pozytywną rolę w kwestii cen może odegrać kryzys w gospodarce, a więc spadek zapotrzebowania na energię. Skoro zmaleje popyt, to musi spaść cena. I znów wracamy do priorytetu, jakim jest urynkowienie energetyki. Mamy do tego narzędzia, są przepisy zobowiązujące sektor do wydzielenia operatorów systemu przesyłowego, dystrybucyjnego. Ale nie ma modelowego rozwiązania. Panuje chaos. Są powiązania kapitałowe czy nawet personalne pomiędzy operatorami, wytwórcami. Trzeba będzie jasno sprecyzować kompetencje, doprowadzić do tego, żeby system był transparenty. Chcielibyśmy wprowadzić instytucję operatora systemu pomiarowego. Tego nie ma na naszym rynku, a jest to rozwiązanie, które użytkownikom komunalnym stworzy szybkie możliwości świadomego wyboru dostawcy energii. Zrobili to np. Włosi i Holendrzy. Dzięki temu w czasie liczonym w minutach operator w imieniu indywidualnego odbiorcy może wybrać najkorzystniejszego dostawcę.