Wyniki gorsze nawet o 40 proc.

Z tych powodów znacznie trudniejszy będzie dla sektora cały 2009 rok.

- Wyniki banków spadną od 10 do 40 procent wobec osiągniętych w 2008 roku. Skala spadku będzie zależała od banku. Lepiej poradzą sobie duże instytucje, których wyniki mogą zniżkować o około 10-20 procent - dodaje Sebastian Buczek.

Dlatego szczególnie w pierwszych miesiącach tego roku na GPW notowania banków będą pod bardzo dużą presją.

- To pogłębia negatywny sentyment do banków - mówi Marta Czajkowska z KBC Securities.

Sam Śląski mocno wczoraj tracił. Tuż przed 10.00 kurs banku osiągnął dzienne minimum, kiedy po spadku o 9,6 proc. akcja kosztowała 352,5 zł. Między innymi zachowanie ING spowodowało, że mWIG40, w którego skład wchodzi, był najsłabszy na sesji. Bank spadł wczoraj o 6,4 proc., a mWIG40 o 1,85 proc. Kus ING BSK gwałtownie tracił już drugi dzień z rzędu. We wtorek, przed podaniem informacji o wynikach, spadł o 9,3 proc. Notowaniami zainteresowała się Komisji Nadzoru Finansowego.

- Standardowo wyjaśniamy takie sprawy pod kątem ujawnienia i wykorzystania informacji poufnej. W pierwszej kolejności będziemy identyfikować osoby dokonujące transakcji akcji w ostatnich dniach i sprawdzać, kto miał dostęp do informacji o wynikach - mówi Łukasz Dajnowicz z KNF.

Marcin Materna, analityk Millennium DM, ocenia, że najpóźniej dzisiaj bank powinien znaleźć aktualne dno notowań.

Uwaga na największych

Jednak dla rynku szczególnie dotkliwe będą negatywne informacje z największych banków, które mają duży wpływ na zachowanie WIG20. Udział pięciu z nich - Pekao, BZ WBK, PKO BP, Getinu i BRE Banku - w indeksie wynosi ponad 38 proc.

- Wiele zależy od tego, na jakim poziomie będzie rynek, gdy pojawią się negatywne informacje. Jeśli będzie to poziom 1600 punktów, istnieje ryzyko przebicia dołka bessy, który jest w okolicach 1500 punktów. Jeśli złe wieści pojawią się, gdy WIG20 będzie na poziomie 1800-1900, indeks powinien pozostać w szerokim trendzie bocznym, czyli między 1500 a 1900 punktów - mówi Mirosław Saj z BM DnB Nord.

Decydujący wpływ na polski rynek nadal będzie jednak miała globalna sytuacja makroekonomiczna i zachowanie giełd zagranicznych.

ŚLĄSKI STRACIŁ 290 MLN ZŁ NA INWESTYCJACH W POLSKIE EUROOBLIGACJE

Wczoraj przed sesją ING BSK poinformował, że z powodu aktualizacji wyceny posiadanych przez bank skarbowych papierów dłużnych, w tym przede wszystkim euroobligacji, musiał skorygować swój wynik finansowy za IV kwartał 2008 r. o 290 mln zł. W efekcie zamiast zysku, bank zamknie kwartał stratą netto na poziomie 94 mln zł.

- Strata powstała na skutek załamania się rynku euroobligacji. Od października praktycznie nie ma możliwości rynkowej wyceny ich wartości, gdyż na rynku nie ma żadnych transakcji - tłumaczył wczoraj Brunon Bartkiewicz, prezes ING BSK. Przyznał, że euroobligacje stanowią bardzo dużą pozycję w bilansie banku. Nie chciał jednak ujawnić konkretnej sumy. Jak podkreślił, w przypadku utrzymania tych papierów w bilansie banku do terminu ich zapadalności (a więc jeszcze przez około 10 lat) bank odnotuje na nich zysk analogiczny do straty wykazanej w IV kwartale 2008 r.

Jednak analitycy mają poważne wątpliwości co do charakteru straty Śląskiego. Ich zdaniem powstała ona raczej nie na samej aktualizacji wyceny obligacji, ale raczej na transakcjach zabezpieczających.

- W przypadku ING problem polega na tym, że ten portfel był zabezpieczony kontraktami na stopę procentową. Strata wynikła z tego, że spread między ceną tych kontraktów a rentownością obligacji się bardzo mocno rozszerzył. W rezultacie, wskutek zabezpieczeń, bank nie dość, że nie zarobił na osłabieniu złotego, to jeszcze na tym stracił. Nie zarobił też na hossie na obligacjach denominowanych w złotówkach - ocenia proszący o anonimowość jeden z analityków finansowych.

Ten scenariusz potwierdził sam Bartkiewicz. Powiedział wczoraj, że gdyby bank I nie zabezpieczał swojego pakietu euroobligacji, straty by nie było. Jak stwierdził, spread między kontraktami na zmianę stopy procentowej a stopami przed załamaniem się rynków finansowych w październiku wynosił 18 punktów bazowych, a później wzrósł do 100-150 punktów bazowych. Jak dodał, bank musiał stosować zabezpieczenia, co wynika z nowych standardów rachunkowości.

- Trudno oceniać, czy bank miał obowiązek zabezpieczać się przed spadkiem wartości euroobligacji - zastanawia się Tomasz Bursa, analityk Espirito Santo Investment Poland.

Paradoksalnie, bank padł ofiarą bardzo konserwatywnej polityki kredytowej. W porównaniu z konkurencją Śląski pożyczał bardzo ostrożnie - wskaźnik kredytów do depozytów ING BSK po III kwartale 2008 r. wyniósł 43 proc. i był zdecydowanie najniższy spośród wszystkich największych banków. Dysponując dużą nadpłynnością, bank inwestował nadwyżki finansowe w papiery dłużne, m.in. w polskie obligacje i euroobligacje. Jak się okazało, inwestycje te były tak duże, że bank zabezpieczał swój portfel przed ryzykiem zmiany stóp procentowych. A to w efekcie doprowadziło to strat banku.

isk