• Czy górnictwo jest przemysłem schyłkowym?

- Tradycyjne górnictwo, w stricte przemysłowym rozumieniu, jest branżą schyłkową. Jednak trzeba pamiętać, że górnictwo będzie u nas funkcjonowało, bo polska gospodarka bazuje na energii elektrycznej wytwarzanej w 95 proc. z węgla. Trzeba pamiętać, że w kopalniach nadal ok. 120 tys. górników fedruje węgiel i wciąż przynajmniej 400 tys. osób z węgla się utrzymuje. Mam na myśli rodziny górnicze, kooperantów górnictwa. Ale jeśli polskie górnictwo nie zostanie doinwestowane i nie będzie wydajne, to przegra w rynkowej walce. Ono musi konkurować z przemysłami węglowymi Rosji, Ukrainy czy Kanady. Konieczna jest więc modernizacja polskiego górnictwa, ważne jest inwestowanie w nowoczesne technologie węglowe.

• Czy rząd Donalda Tuska radzi sobie z górnictwem?

- Z przykrością muszę stwierdzić, że nie zadowalają mnie działania tego rządu dotyczące górnictwa oraz regionu śląskiego. Chodzi nie tylko o sektor węglowy, ale i o sprawy metropolii. Mamy typ działania rządu nakierowany na to, żeby nic się nie zmieniło. Poszczególne działania mają raczej charakter kosmetyczny. Jak wiadomo, przez kilka miesięcy nie było wiceministra odpowiadającego za górnictwo i energetykę. To niedopuszczalne, by tak długo istniała próżnia, bo chodzi o niezwykle istotne sektory przemysłu.

Działalność pani wiceminister Joanny Strzelec-Łobodzińskiej poznamy po owocach jej pracy. Natomiast wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak wielokrotnie gościł na Śląsku. Zna śląskie realia i ufam, że dokonał właściwego wyboru. Czas świetnej koniunktury na rynku węgla minął. Zapotrzebowanie na węgiel jest, natomiast jego ceny nie są już tak wysokie. Trzeba myśleć o pozyskaniu środków na górnictwo, między innymi należy mieć na uwadze potrzebę działań prywatyzacyjnych. O formie prywatyzacji górnictwa zadecydują ekonomiści.

• I związki zawodowe.

- Oczywiście. Górnictwo powinno podlegać rozumnej, roztropnej prywatyzacji. Firma prywatna rokuje większe szanse na uzyskiwanie dobrych wyników niż firma państwowa. Prywatyzować należałoby wtedy, kiedy jest dobra koniunktura na rynku węgla, a nie wtedy, gdy mamy do czynienia z bessą na rynku węglowym. O potrzebie prywatyzacji kopalń słyszałem już w 1989 roku. Mamy rok 2008 i nadal nic w tej materii nie drgnęło. Byłbym za tym, by przeprowadzić coś w rodzaju przemyślanego pilotażu prywatyzacyjnego, by zobaczyć, jak to zafunkcjonuje. Oczywiście prywatyzacja górnictwa wymaga dobrego przygotowania ekonomicznego oraz społecznego. Ważnymi aktorami w górnictwie są związkowcy. Wielu z nich funkcje związkowe traktuje w kategoriach zawodowych. To dla nich jedyna forma zarabiania pieniędzy. Stąd wielu z nich nie wyobraża sobie życia poza funkcją związkową. Dlatego też związkowcy są zdeterminowani.

• Z drugiej strony, gdyby nie górnicze związki, to dziś nie byłoby może o czym rozmawiać, bo likwidacja kopalń byłaby o wiele bardziej zaawansowana.

- Żadne skrajne oceny nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości. Oczywiście znam związkowców, dla których liczy się tylko tzw. fura, skóra i komóra. Ale znam też wielu oddanych swym firmom. Związki zawodowe odgrywają pozytywną rolę tam, gdzie potrafią połączyć interes pracowniczy z interesem ekonomicznym kopalni.

• Związki też ulegają przeobrażeniom. W przypadku Katowickiego Holdingu Węglowego 52 proc. załogi opowiedziało się w referendum za prywatyzacją holdingu poprzez giełdę. Kilka lat temu byli kategorycznie przeciwni jakiejkolwiek prywatyzacji.

- Zgadza się. Przed laty prowadziłem badania nad możliwością prywatyzacji śląskich kopalń. I załogi górnicze były temu zdecydowanie przeciwne. Na słowo prywatyzacja reagowały z wielką niechęcią i irytacją. Jednak ostatnio nastąpiły pewne zmiany. Prywatyzacja nie jest już kojarzona jedynie z wyzyskiem i czymś niepożądanym. Załogi górnicze też dostrzegają potrzebę pilnego doinwestowania polskiego górnictwa. Bez inwestycji to górnictwo będzie tracić na znaczeniu. Trzeba też pamiętać, że nadal na stu górników przeszło dziesięciu ma zaledwie wykształcenie podstawowe. Ci ludzie obawiają się tego, co nowe. Niestety, łatwo też nimi manipulować.

• Górnictwo jest branżą postrzeganą najbardziej stereotypowo. Czy jest możliwa zmiana stereotypowego, a przez to mocno niesprawiedliwego wizerunku górnictwa?

- Najtrudniej zmienić ludzką świadomość. Górnictwo postrzegane jest stereotypowo nie tylko w Warszawie, ale też w Białymstoku czy Koszalinie. Tam górników postrzega się jako tych, którzy odchodząc z kopalń w ramach Górniczego Pakietu Socjalnego, otrzymali bonus z nieba w postaci odprawy. Pamiętajmy, że region śląski jest postrzegany prawie tylko przez pryzmat górnictwa. Zmiana postrzegania sektora węglowego leży w naszym wspólnym interesie. Należy pokazywać, jak istotnym dla całej gospodarki sektorem jest górnictwo. Przecież to branża strategiczna bo koszty węgla oddziałują na inne dziedziny gospodarki. Należy budować rzeczywisty wizerunek górnictwa i Górnego Śląska. Trzeba przekonywać posłów, że górnictwo zasługuje na życzliwą opiekę i wymaga protekcji prawnofinansowej. Górnictwo samo sobie nie poradzi. Konieczne jest wsparcie budżetowe oraz prawne. Być może potrzebne byłoby wprowadzenie pewnego rodzaju ulg inwestycyjnych dla spółek węglowych. Nie chodzi tu o żadne przywileje, tylko o przemyślane wsparcie dla niezmiernie istotnej gałęzi przemysłu.

• Czy branża ma dostateczną liczbę profesjonalnych kadr?

- Już kilkanaście lat temu podkreślałem, że nie należy górnictwa pozostawić jedynie w górniczych rękach. Górnictwo potrzebuje też znakomitych menedżerów, finansistów. Istotna jest umiejętność pozyskiwania funduszy dla sektora węglowego. Potrzeba ludzi przygotowanych pod względem biznesowym, językowym oraz towarzyskim. Dlatego że często najważniejsze kwestie załatwia się nie w gabinetach, ale często na różnych spotkaniach nieformalnych. Oprócz menedżerów górnictwo potrzebuje też dobrych prawników, bo niezmiernie istotna jest profesjonalna obsługa prawna sektora węglowego. Potrzebne jest odmłodzenie kadry górniczej, muszą być zarówno osoby doświadczone z wieloletnim stażem, jak i młode, otwarte umysły.

• Czy możliwe jest wskrzeszenie górniczego etosu?

- Nie wrócą już nigdy czasy, gdy matka, która wychowała trzech synów na górników, otrzymywała medal. Natomiast oczekiwałbym tego, by kopalnie pamiętały o emerytowanych górnikach. Parę lat temu zmarł mój serdeczny przyjaciel, sztygar kopalniany Piotr Nowak. Przez 25 lat był bardzo oddany swej kopalni. W pewnym momencie, gdy był już na emeryturze, przestano go zapraszać na Barbórki, zapomniano o nim. Etos górniczy polega też na tym, by pamiętać o potrzebie pewnej ciągłości. Należałoby zacząć choćby od pamięci o górnikach, którzy przeszli na emeryturę. Trzeba także pamiętać o dzieciach, które straciły ojców w trakcie wypadków na kopalniach. U nas niestety często robi się to jedynie akcyjnie.

• Czy górnictwo zaczyna być atrakcyjne dla młodych ludzi?

- W 1997 roku moi ankieterzy zadali przeszło tysiącu maturzystom pytanie, jaki zawód chcą wykonywać. Żaden nie odpowiedział, że chciałby zostać górnikiem. Wówczas przekonałem się, jak bardzo zohydzono zawód górnika. Także rodzice, w tym górnicy, nie widzieli wówczas swych dzieci w pracy na kopalni. Obecnie sytuacja jest inna, uruchomiono nowe klasy górnicze, które cieszą się sporym zainteresowaniem. Młodzi ludzie dostrzegają, że w górnictwie są dość dobre zarobki, poza tym liczy się stabilność zatrudnienia. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że rodziny górnicze tworzą wspólnoty lęków. Członkowie rodziny zawsze z niepokojem czekają na powrót ojca z pracy w kopalni.

• MAREK STANISŁAW SZCZEPAŃSKI

profesor, socjolog na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, współzałożyciel i były rektor Wyższej Szkoły Zarządzania i Nauk Społecznych w Tychach. Zajmuje się problematyką restrukturyzacji górnictwa