Co w pana opinii wpłynęło na powodzenie firmy Kler w biznesie?

- Rzetelne, solidne podejście i zamiłowanie do perfekcji. Zarówno na początku, jak i teraz, gdy firmę stanowi ponad 800 pracowników, naszą główną wartością jest poważne traktowanie klienta i wkładanie wszystkich umiejętności w to, by nawet przewyższyć jego oczekiwania. Przykład takiego podejścia idzie z góry - dbamy o to, by osoby na stanowiskach kierowniczych były wzorem dla swoich pracowników. Jestem założycielem firmy, ale gdybym policzył przepracowane godziny, to jako szeregowy pracownik warsztatu meblarskiego już zasługuję na emeryturę. A przecież jestem także projektantem oraz nadzorcą produkcji, nie licząc funkcji zarządczych.

Czy pana firma przeżywała też momenty krytyczne?

- Najtrudniejsze momenty przeżywaliśmy w latach 90., w których firma notowała największe wzrosty. Z doświadczeń innych firm czerpałem wiedzę. Widziałem, że paradoksalnie szybki rozwój doprowadza niektóre z nich na krawędź upadku. Również rozrastanie się mojej firmy postrzegałem momentami jako taniec na linie nad przepaścią. Z jednej strony przychody rosły i w kasie było coraz więcej gotówki, ale z drugiej, w przypadku niepowodzenia śmiałych przedsięwzięć, groziło nam załamanie płynności finansowej. Przed realizacją czarnego scenariusza uchroniło nas bieżące kontrolowanie wydatków i zachowanie umiaru w inwestycjach.

Miał pan momenty zwątpienia?

- Na początku mojej drogi biznesowej był taki moment, że praca zaczęła mnie nudzić i z dnia na dzień trudniej mi było ją wykonywać. Zastanawiałem się nawet, czy nie zmienić profesji. Sporo rozmyślałem i uświadomiłem sobie, że przecież potrafię to robić najlepiej i lubię to, co robię.

Jaka jest pana recepta dla młodych, którzy od podstaw rozwijają dziś biznes?

- Profil planowanej działalności gospodarczej powinien przystawać do zdolności i osobistych predyspozycji. Konieczna jest gruntowna analiza rynku. Istnieje zagrożenie, że uruchamiana usługa czy produkt nie znajdzie odbiorcy. Wówczas, nawet przy dużych zdolnościach przedsiębiorcy, biznes upadnie. Należy stale pamiętać o rzetelności, o kliencie i o tym, że ciężka praca dopiero po pewnym czasie przynosi efekty. W mojej firmie pracuje wielu młodych ludzi. Obserwuję, jak nabierają kompetencji, pogłębiają wiedzę na szkoleniach i stają się fachowcami z prawdziwego zdarzenia. Młody człowiek potrzebuje mistrza, od którego się nauczy, wsparcia, które ukierunkuje jego działania.

Rozpoczynał pan działalność w 1973 r., w niesprzyjających przedsiębiorczości czasach i w małym warsztacie na Opolszczyźnie. Jak wyobrażał pan sobie przyszłość?

- Zupełnie nie spodziewałem się międzynarodowego sukcesu. Pracę podjąłem od razu po zakończeniu szkoły - w sobotę skończyłem naukę, a już w poniedziałek, bez wakacji, rozpocząłem praktykę fachu tapicera u lokalnego mistrza, który prowadził mały zakład. Od początku pracowałem po 10-12 godzin. Przez lata zbierałem pieniądze, aż stanąłem przed koniecznością zainwestowania ich we własny warsztat, w jego wyposażenie i zakup kosztownych materiałów. Poszło lepiej, niż się spodziewałem. Zawdzięczałem to mojemu mistrzowi rzemiosła. On nigdy nie był do końca zadowolony z tego, co robił. Wciąż szukał nowych rozwiązań, lepszej jakości. Od początku postawiłem na jakość produktów i poszukiwanie nowych kształtów. Okazało się, że nasze meble łatwo znajdowały nabywców. Niektórzy czekali nawet trzy lata na możliwość ich kupna. Choć popyt był ogromny, to przed 1989 rokiem nie mogłem zatrudnić więcej niż sześciu pracowników. W 1988 roku władze zapaliły wreszcie zielone światło dla rzemiosła. Do końca lat 80. zatrudnienie zwiększyło się do blisko 50 pracowników. Co roku zwiększaliśmy produkcję o 50-60 proc.

FIRMA KLER

Kler to producent ekskluzywnych mebli. W 2007 roku obroty ze sprzedaży wyniosły ok. 136 mln zł. Firma zatrudnia ok. 800 osób, a razem z kooperantami ok. tysiąca. Ma 36 własnych salonów w Polsce, 5 w Czechach i 1 w Brukseli, a także sieć blisko 160 współpracujących salonów na całym świecie.