• Branża LPG coraz głośniej protestuje wobec obowiązujących od zeszłego roku zapisów obligujących firmy handlujące gazem do tworzenia zapasów. Dlaczego?

- Rzeczywiście, ustawa spędza nam sen z powiek. Obowiązki nałożone przez państwo są bowiem niemożliwe do wykonania. Mamy tworzyć rezerwy gazu płynnego, które w tym roku mają odpowiadać siedmiu dniom konsumpcji tego paliwa, a docelowo w 2011 roku 30 dniom. I to jest problem. Brakuje pojemności zbiornikowych, zwłaszcza na LPG. Nikt nie jest w stanie w ciągu trzech, czterech lat wybudować magazynów, które pozwoliłyby na spełnienie wymogów ustawy. Proces inwestycyjny w przypadku naszych zbiorników w Gdańsku, które są na 12 tys. ton, trwał cztery lata. Poza tym inwestowanie w nowe magazyny na benzynę, w obliczu gdy sprzedaż tego paliwa od kilku lat spada, jest absurdalne. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę fakt, że również możliwości hut są ograniczone.

• Ale jest przecież tzw. usługa biletowa, która pozwala zlecić magazynowanie paliw firmie zewnętrznej.

- Ani Operator Logistyczny Paliw Płynnych, ani Orlen czy Lotos nie dysponują już dużymi wolnymi pojemnościami magazynowymi, które mogłyby udostępnić firmom z branży LPG. W tym roku mieliśmy duże problemy ze znalezieniem partnera, który sprzedałby nam usługę biletową. Zwróciliśmy się w sumie do kilkudziesięciu firm, które miały jakieś możliwości magazynowania benzyn, ale od wszystkich dostaliśmy odpowiedź negatywną. Ministerstwo Gospodarki odmówiło nam zwolnienia z obowiązku utrzymywania rezerw. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Na szczęście w końcu w jednym z koncernów zwolniły się pojemności i udostępniono nam część zbiorników. Nie mieliśmy jednak równorzędnych możliwości negocjacji ceny.

• Dlaczego?

- Trudno mówić o grze rynkowej, jeżeli firma, jaką jest np. OLPP, korzysta z decyzji ministra gospodarki. Minister nałożył obowiązki na podmioty, które są zmuszone negocjować z OLPP stawki na usługę biletową. Odbywa się to na zasadzie, kto da więcej, gdyż pojemności magazynowe są ograniczone. Uważam, iż jeśli są pewne obciążenia względem państwa, to nie może być sytuacji, że przedsiębiorcy konkurują o możliwość wypełniania swoich zobowiązań wynikających z przepisów. Podmioty słabsze poprzez te przepisy zostaną wyrugowane z rynku i to bardzo szybko. Właśnie najmniejsi gracze ucierpią najbardziej. Większe firmy przeżyją choćby z tego względu, że mają inną pozycję negocjacyjną w zakresie usługi biletowej. To podstawowa wada systemu, który funkcjonuje w tej chwili.

• A pozostałe wady?

- Istotna kwestia, którą podnosimy, to sprawa obciążenia przez ustawę obowiązkiem tworzenia zapasów firm handlujących gazem, który nie służy do napędu. Z jednej strony mówimy o zapewnieniu bezpieczeństwa w zakresie paliwa, które ma służyć do napędu pojazdów, a jednocześnie ciężarami obciążamy również te segmenty, które w żaden sposób nie są związane z rynkiem paliwowym. Chodzi o rynek gazu grzewczego czy rynek butli. Co więcej, jeśli utrzymujemy zapasy gazu w postaci benzyny, to nie jesteśmy w stanie w przypadku braku LPG na rynku i konieczności korzystania z zapasów ogrzać domu takim zamiennikiem. To kolejny absurd tej ustawy.

• Trzeba jednak pamiętać, że chodzi o bezpieczeństwo energetyczne.

- Tyle że ustawa osłabia to bezpieczeństwo. Przypomnę, że jak Gaspol powstawał, to jednym z warunków na prywatyzację rozlewni państwowych czy komunalnych było zobowiązanie inwestora strategicznego do wybudowania morskiego terminalu gazowego, który zabezpieczy Polskę od bardzo niepewnych wówczas dostaw LPG ze Wschodu. Powstał terminal w Gdańsku, a dzięki niemu nasza firma dysponuje największymi pojemnościami magazynowymi LPG w Polsce. Wynoszą one około 20 tys. ton, co według szacunków stanowi prawie połowę możliwości polskiego rynku. Tylko wspomniany terminal morski jest w stanie przechowywać 12 tys. ton produktu. Gdybyśmy jednak dzisiaj dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego chcieli utrzymywać w nim wymagane rezerwy, to paradoksalnie bezpieczeństwa tego nie zwiększymy, tylko zmniejszymy. Zablokujemy bowiem w ten sposób jedyny w Polsce morski terminal LPG.

• To istotny argument. Co na to Ministerstwo Gospodarki?

- Poruszaliśmy ten temat w dyskusjach z przedstawicielami resortu, przy okazji powstawania ustawy o zapasach. Bezskutecznie. Trzeba zdać sobie sprawę, że nigdzie na świecie nie buduje się bezpieczeństwa w oparciu o obowiązkowe rezerwy LPG i wielkie magazyny, lecz poprzez tworzenie elastycznej struktury dostaw. I to działało do tej pory również w naszym kraju. Wystarczy przypomnieć sytuację z 2006 roku, gdy Rosjanie zablokowali dostawy LPG ze Wschodu, a dodatkowo mieliśmy do czynienia z pożarem w rafinerii w Możejkach. Przestał wówczas funkcjonować import gazu z tych kierunków, ale nikt tego nie odczuł. Produkt dostarczano morzem do Gdańska. Wkrótce oprócz naszego terminala morskiego będzie funkcjonował kolejny, który aktualnie buduje Orlen Gaz. Bezpieczeństwo w zakresie LPG będzie więc zapewnione. Gdy zabraknie paliwa ze Wschodu, można będzie je ściągnąć z Morza Północnego czy Morza Śródziemnego.

• Co zatem postuluje Polska Organizacja Gazu Płynnego?

- Najdalej idący postulat to zwolnienie gazu płynnego z obowiązku utrzymywania rezerw obowiązkowych w ogóle. Praktyka państw europejskich nie zna takiego rozwiązania, by przedsiębiorstwa branży LPG obciążać zapasami. Również - jako reprezentant Polski w Europejskiej Organizacji Gazu Płynnego (AEGPL) - wiem, że dyrektywy UE nie idą w tym kierunku. Jeśli jednak władze naszego kraju chcą, by zapasy takie utrzymywać, to na pewno należy zmniejszyć wymagane poziomy rezerw z obecnych 30 dni w 2011 roku. Po drugie, czas dojścia do tych poziomów powinien być wydłużony. Przede wszystkim oczekujemy jednak zmiany sposobu tworzenia tych rezerw. Obowiązek utrzymywania zapasów powinien spoczywać na Agencji Rezerw Materiałowych, a firmy z branży LPG mogą być obciążone jedynie kosztami ich tworzenia. To byłby system przejrzysty i sprawiedliwy dla wszystkich.