Spowolnienie w Polsce staje się faktem.

Tak. I będzie się pogłębiać. Czeka nas trudny 2013 rok. Widzimy niepokojące zjawiska na rynku pracy, nasila się spowolnienie w sektorze przemysłowym i budownictwie, spadają wynagrodzenia realne. Stopa bezrobocia pod koniec roku może wzrosnąć do 13,5 proc. Kolejny miesiąc odnotowujemy kurczenie się sektora produkcji przemysłowej. To przede wszystkim wynik dekoniunktury u naszych zachodnich partnerów handlowych. Wpływa ona na spadek zamówień eksportowych w naszym kraju.

Pozostaje więc tylko czekać na poprawę koniunktury na Zachodzie?

Trzeba uelastycznić rynek pracy w Polsce, ułatwić zatrudnianie i zwalnianie pracowników, tak, aby przedsiębiorcy nie bali się zatrudniać. Właściwym pomysłem byłoby ponowne wprowadzenie ustawy antykryzysowej, dzięki której mający kłopoty przedsiębiorcy mogliby liczyć na wachlarz pomocowy – dopłaty do wynagrodzeń i składek na ubezpieczenie społeczne pracowników, czy zniesienie limitów umów czasowych.

Budżet to wytrzyma? Mamy przecież zbić deficyt poniżej 3 proc. PKB.

Możemy nieco spowolnić tempo schodzenia z deficytu, co z resztą rząd już sygnalizował. Nadmierne zaciskanie pasa w czasach spowolnienia może dodatkowo ograniczać wzrost gospodarczy i wywołać negatywną reakcję rynków finansowych. Nie twierdzę, że powinniśmy zwiększać deficyt, bo to może zniechęcić inwestorów, ale zaniechajmy walki o osiągnięcie w 2013 roku 2,2 proc. do PKB.

Co jeszcze można zrobić dla gospodarki?

Ułatwiać prowadzenie biznesu, upraszczać prawo, zmniejszać biurokrację. Ważne jest wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw np. poprzez wprowadzenie odpisów podatkowych dla firm inwestujących w badanie i rozwój, a także wspieranie funduszy venture capital. To obciąży budżet, ale jest kluczowe dla rozwoju gospodarczego w dłuższym terminie. Aby wesprzeć budżet, równolegle należałoby np. uszczelnić system świadczeń społecznych, by wyeliminować nadużywanie uprawnień.

Kiedy nadejdą dobre wieści?

Roczna dynamika PKB prawdopodobnie odbije dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. W 2013 inwestycje będą się kurczyć. Tempo wzrostu konsumpcji będzie się obniżać, a dopiero niższa inflacja pomoże zwiększyć realne dochody gospodarstw domowych. Wsparciem będą też niższe stopy procentowe. Przewiduję, że polscy eksporterzy będą korzystali z relatywnie słabego złotego. Choć tym razem nie będziemy płacić za euro prawie 5 zł, jak w 2009 roku.

Wywiad jest zapisem rozmowy z cyklu: Salon Ekonomiczny Trójki i Dziennika Gazety Prawnej