Jak określi pani ostatnie wydarzenia na europejskich salonach?

Poczekajmy do końca serii spotkań europejskich przywódców. Wszystko wskazuje na zbliżenie stanowisk i ustalenie pewnej perspektywy działań.

Europejscy przywódcy powołują kolejne instytucje. Czy to jest dobry kierunek? Może lepiej przełknąć bankructwo Grecji?

Myślę, że bankructwo Grecji zostało już zaakceptowane. Niezbędne jest przede wszystkim osiągnięcie porozumienia przywódców dwóch najsilniejszych gospodarek Unii, czyli Niemiec i Francji. Po akceptacji zasadniczych rozwiązań politycznych zostanie opracowany szczegółowy plan działań, w tym prawnych i organizacyjnych.

Europejski Fundusz Ratunkowy ma być otwarty na pomoc inwestorów z krajów BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny). Innym pomysłem są gwarancje Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Które rozwiązanie jest pani bliższe?

Wydaje się, że sama Europa sobie nie poradzi i dlatego pomoc z zewnątrz byłaby przydatna. Najpierw jednak należy wybrać odpowiednie rozwiązanie. A są co najmniej dwa: stymulacja finansowa (w Stanach Zjednoczonych wprowadzono quantitative easing) lub konsolidacja fiskalna. Na razie stymulacja fiskalna w Stanach Zjdenoczonych nie przyspiesza wzrostu, ale powoduje podwyższoną inflację. Konsolidacja oznacza z kolei zmniejszenie wydatków, ale też ograniczenie stawek podatków lub zwolnienia podatkowe bądź też inne działania, jak na przykład podwyższenie wieku emerytalnego. Kraje Europy kontynentalnej, w szczególności Niemcy, preferują rozwiązania, które racjonalizują wydatki. Stymulacja stosowana za oceanem i w Wielkiej Brytanii może bowiem przynieść przede wszystkim nieoczekiwane negatywne skutki.

A więc który model pani wybiera?

Jestem za konsolidacją fiskalną, w tym za selektywnymi wydatkami, zmniejszeniem deficytu, a w konsekwencji długu publicznego, a także za obniżeniem obciążeń podatkowych, na przykład stawki CIT. Może wielu polskich przedsiębiorców zrezygnowałoby z emigracji podatkowej.

Jak należy wprowadzać zmiany w walce z kryzysem – stopniowo czy radykalnie?

Konieczne są zmiany legislacyjne. Wszyscy wiedzą, co należy przede wszystkim zrobić. Podnieść wiek emerytalny, ograniczyć przywileje emerytalne, uszczelnić system podatkowy i celny. Wyeliminować zbędne wydatki, dokonać niezbędnych reform, na przykład służby zdrowia. Reformy trzeba rozpocząć już w 2012 r., gdyż ich efekty mogą być rozłożone na lata.

Jaki będzie wzrost gospodarczy w tym roku i w przyszłym?

Prognoza NBP mówi o wzroście 3,2-proc. Uważam, że jeśli na świecie nie stanie się nic nadzwyczajnego, powodującego spowolnienie wzrostu w Polsce, to być może w następnym roku nasza gospodarka urośnie o 3,5 proc. Nie zapominajmy jednak o rosnących czynnikach ryzyka. Jeśli np. gospodarka niemiecka będzie słabła, to nasz wzrost może wynieść mniej niż 3 proc.

Co według RPP zagraża polskiej gospodarce?

Zagrożeń jest wiele. Może nadejść druga faza kryzysu. Nie wiemy, czy będzie dotkliwsza niż pierwsza. Może też mieć miejsce jedynie spowolnienie gospodarcze na świecie, co musi się odbić na Polsce. Niepokoje społeczne mogą przyczynić się do zaostrzenia kryzysu, choć w Polsce nie ma ku temu podstaw. Nie ma przeciw komu protestować. Nie mamy armii wysoko premiowanych bankierów, nie zmniejsza się emerytur czy wynagrodzeń.

Czy agencje ratingowe będą gorzej oceniały Polskę?

Nie ma powodu, aby obniżyć rating Polski. Dostaliśmy jedynie ostrzeżenie. Rynki postrzegają nas dobrze, ze sprzedażą i ceną obligacji nie ma problemów.

Jak wysoka będzie inflacja w Polsce i strefie euro?

To zależy od rozwiązań kolejnych szczytów, a zwłaszcza wielkości stymulacji na rynkach surowcowych, rozwoju sytuacji gospodarczej na świecie i i nnych czynników ryzyka krajowego. Bazujemy na projekcji inflacji NBP. Najnowsza projekcja z początku listopada dostarczy nam nowych danych. Wiele wskazuje na to, że inflacja obniża się do poziomu celu, czyli 2,5 proc., który to powinien być zrealizowany za pół roku.

Co ze złotym? Czy na koniec roku spekulanci nie zaatakują naszej waluty?

Nie mam takich obaw. Na temat złotego członek RPP nie powinien się wypowiadać. Ewentualni atakujący wiedzą, że NBP ma prawo do interwencji umacniającej naszą walutę.

Co pani sądzi o wyjściu Grecji ze strefy euro?

W traktacie powinna być zawarta taka możliwość. Miałaby ona charakter prewencyjny. Rekapitalizacja banków, nawet 60-procentowa, to za mało. Ktoś jeszcze musi spłacić pozostałe 40 proc. Pozostaje pytanie: czy Grecja da radę?

Grecja ma zatem wyjść, a Polska wejść?

RPP stoi na stanowisku, że najpierw powinniśmy spełnić warunki prawne, ekonomiczne i organizacyjne nazywane kryteriami konwergencji. To jest w naszym interesie. Gdy już to tego dojdzie, a strefa euro się ustabilizuje, będzie można zastanowić się nad przyjęciem u nas wspólnej waluty. Z pewnością będzie to brzemienna w skutki decyzja polityczna, gospodarcza i społeczna.

Wywiad jest zapisem rozmowy z cyklu: Salon Ekonomiczny „Trójki” i „Dziennika Gazety Prawnej”