ROZMOWA

PAWEŁ ROŻYŃSKI: Dwie największe tegoroczne oferty PZU i Tauronu za nami. Kto następny?

ALEKSANDER GRAD*: Ogłosiliśmy przetarg na Eneę, a w Enerdze trwa już badanie spółki przez potencjalnych inwestorów. W listopadzie na giełdę trafi też sama GPW. Dochodzą jeszcze spółki z sektora chemicznego i farmaceutycznego. 23 lipca czekamy na oferty na Police i Puławy, a do końca lipca Polski Holding Farmaceutyczny, prowadzący prywatyzację Polf, powinien zdecydować co do dalszego procesu.

Ile zarobi na tym budżet?

Nie chcę podawać nawet przybliżonych zakładanych wpływów, bo jak miałbym później prowadzić negocjacje? W budżecie mamy zapisane 25 mld zł na ten rok i zgodnie z harmonogramem jesteśmy na półmetku. To najlepszy wynik w ciągu ostatniego dziesięciolecia.

Na ten rok zaplanował pan też sprzedaż 14 proc. akcji PGE.

Sprzedamy część akcji PGE, tak by zachować pakiet większościowy, i na takim poziomie pozostaniemy. Zdecydowałem jednak, że tę operację przesuniemy na przyszły rok, bo w 2010 roku byłoby już zbyt wiele ofert z sektora energetycznego, co mogłoby wpłynąć na wyceny.

W ubiegłym roku bezskutecznie usiłował pan znaleźć inwestora branżowego dla Enei. Dlaczego teraz ma się udać?

Po pierwsze, poprawiliśmy znacznie płynność obrotu, sprzedając na GPW w lutym 16,5 mln akcji. Po drugie, będę prywatyzował za dobrą, a nie za wszelką cenę. Jesienią 2009 r. warunki oferty przedstawione przez koncern RWE nie były satysfakcjonujące. Mieliśmy też wtedy do czynienia z inną chłonnością rynku związaną z przetaczającym się przez świat kryzysem . Dzisiaj coraz więcej gospodarek wychodzi z recesji. Teraz, kiedy rynek się zmienił i spółka jest dużo atrakcyjniejsza, chcemy zaproponować inwestorowi branżowemu 51 proc. akcji, czyli 225 mln. Inwestorzy mają czas na składanie ofert wstępnych do 28 lipca.

Czy nie mógł pan poczekać ze sprzedażą Tauronu, zamiast robić to tanio, gdy w czerwcu na giełdach panował marazm?

Cenę wyznaczyliśmy na podstawie wycen naszych doradców i analityków finansowych, a utrzymujący się od debiutu na zbliżonym poziomie kurs świadczy, że była to bardzo dobra decyzja. Pomimo niepokojów na rynkach światowych udało nam się przebić z ofertą. A przecież Tauron nie jest tak znany jak PZU. Potrzeba też wielkich inwestycji w moce wytwórcze firmy, a także w dystrybucję i górnictwo węgla kamiennego. Obecnie używane elektrownie mają 40 lat. Nakłady inwestycyjne są dobrze widziane przez inwestorów branżowych, ale nie finansowych.

Może trzeba było wybrać inwestora branżowego?

Na pewno zyskalibyśmy 25 proc. na akcji, gdybyśmy oddali mu kontrolę. Jednak rząd zdecydował, że władztwo korporacyjne w tej spółce ma zachować Skarb Państwa. A ponieważ zostanie mu mniejszościowy pakiet, reszta akcjonariatu musi być rozproszona – nikt nie dostał więcej niż po 5 proc. Inwestor strategiczny wejdzie za to do Enei, Energi i być może do Lotosu.

Nie obawia się pan zarzutów o wyprzedaż za bezcen narodowych klejnotów?

Przy każdej prywatyzacji przygotowywane są solidne analizy i wyceny. Jeżeli inwestor, który bierze w niej udział nie może zapłacić oczekiwanej kwoty, kończymy proces. Jednak odkładanie decyzji i czekanie na lepsze czasy nic nie daje. Gdybyśmy zwlekali, to za kilka lat wycena Tauronu i innych firm energetycznych byłaby zagrożona przez opłaty za limity CO2, a bez inwestycji bloki energetyczne byłyby jeszcze starsze.

PiS zmarnowało najlepszy czas na dokończenie prywatyzacji. Kilka lat temu Tauron nie był gotowy do prywatyzacji, więc trudno gdybać, czy dostalibyśmy więcej. Bez wątpienia jednak resztówki Pekao czy BPH można było sprzedać korzystniej.

Przy kolejnych prywatyzacjach zamierza pan budować akcjonariat obywatelski?

Zastosowanie tak prostych rozwiązań jak wyznaczenie limitu nabywanych akcji czy opcji stabilizacyjnej sprawiło, że Polacy szybko przekonali się do tej idei. Zakładaliśmy, że w przypadku Tauronu będzie maksymalnie 130 tys. indywidualnych inwestorów, a wielu ekspertów pisało, że jesteśmy zbytnimi optymistami. Ofercie zaufało 230 tys. ludzi, to jest gigantyczny sukces! Po raz pierwszy sprzedaliśmy w ofercie publicznej ponad połowę akcji. Taką ideę będziemy też promować przy ofercie GPW.

Czy to w porządku, że firmy Skarbu Państwa przejmują inne takie spółki i pomagają w prywatyzacji? KGHM kupiło 5 proc. Tauronu. PGE chce przejąć Energę.

Takie decyzje muszą być czysto biznesowe. KGHM ma w strategii większe zaangażowanie w sektor elektroenergetyczny i jeżeli uznaje to za biznes, to się w to angażuje. PGE chce być silnym graczem w naszym regionie i twierdzi, że potrzebuje Energi do biznesu atomowego. Nie uprawiam ręcznego sterowania spółkami.

Czy takim biznesowym, a nie politycznym projektem, jest jednak kupno BZ WBK przez półpaństwowe PKO BP?

Dla naszego systemu bankowego nie jest obojętne, kto przejmie bank z pierwszej piątki w Polsce. Uważam, że PKO BP może odegrać znaczącą rolę w tej transakcji i Skarb Państwa jako jeden z akcjonariuszy będzie go w tym wspierał w interesie polskiej gospodarki. Pobraliśmy tylko częściowo dywidendę za rok 2008, pozostawiliśmy też do rozstrzygnięcia kwestie podziału zysku za ubiegły rok. PKO BP może samodzielnie sfinansować tę transakcję.

Czy w związku z tym dokończy pan jego prywatyzację?

Nie widzę potrzeby, by zmniejszać zaangażowanie państwa i w PKO BP, i PZU. A jeśli mamy wyciągnąć wnioski z kryzysu, to właśnie takie, że takie duże instytucje finansowe stabilizują gospodarki krajowe w momentach największych zawirowań. Na pewno nie sprzedamy też akcji Orlenu, bo ma tzw. infrastrukturę krytyczną, niezbędną z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Zbliżamy się więc do końca prywatyzacji. Niedługo MSP nie będzie potrzebne.

Chciałbym być jednym z ostatnich ministrów skarbu. Poczekajmy jednak do zakończenia realizacji czteroletniego planu prywatyzacji. W nadzorze resortu wciąż pozostaje kilkaset spółek. Prowadzimy obecnie ponad 430 prywatyzacji, a zakończyliśmy już blisko 250. Mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości w jednym z gospodarczych ministerstw powstanie po prostu departament ds. nadzoru nad spółkami strategicznymi. Zrobiliśmy już pierwszy krok – dzięki zaawansowaniu procesów prywatyzacyjnych mogliśmy zredukować od stycznia zatrudnienie w naszym ministerstwie o blisko 10 proc.

*Aleksander Grad

jest ministrem Skarbu Państwa