ROZMOWA

GRZEGORZ OSIECKI:

Załóżmy taki scenariusz: Bronisław Komorowski wygrywa wybory prezydenckie, jest lipiec i co wtedy? Otwierają się szuflady z projektami ustaw?

MICHAŁ BONI*:

Jest lipiec i trwają prace nad budżetem. Wobec niektórych projektów nie będą toczyły się batalie, a my jako rząd też nie będziemy mówili, że nie możemy czegoś przeprowadzić. To, co niezbędne: reguła wydatkowa, usługi wspólne w administracji, płynność budżetu, spójność i efektywność systemu emerytalnego i rentowego – będziemy mogli zrealizować. Dla mnie oznacza to, że przełom sierpnia i września to pokazanie bezpieczeństwa budżetu i finansów publicznych na rok 2011 i rozwiązań, które będą je wspomagały, nie hamując rozwoju.

Czyli taki pakiet reformatorski będzie przygotowany w ramach ustaw okołobudżetowych?

To najbardziej sensowne. Chcemy, by finanse publiczne w 2011 roku i kolejnych latach były bezpieczne. Jest dość niepewności w gospodarce światowej, by je powiększać o dodatkowe polskie zagrożenia. To zresztą kluczowy dla większości krajów europejskich dylemat: jak harmonizować wymogi stabilności finansowej (nie zadłużać się nadmiernie) z realizacją potrzeb rozwojowych (budować drogi, inwestować w energetykę i internet oraz edukację i rozwój nauki).

Nie obawia się pan, że jak pokażecie ten pakiet jesienią, to zaraz padną pytania: gdzie reformy emerytalna i zdrowotna?

Odpowiemy: wszystko ma swój czas.

To znaczy, że będą także te rozwiązania?

Przez ostatnie lata robiliśmy swoje, zamiast wymachiwać wielką chorągwią reformatorską i rynki się nie obraziły. Wydaje mi się, że one sekundują takiemu scenariuszowi pozytywistycznemu – zmianom krok po kroku. Zrobiliśmy reformę emerytur pomostowych i w 2009 roku mieliśmy już 2 mld zł oszczędności, w tym będą kolejne, bo w naturalny sposób wydłuża się aktywność zawodowa. Dla rynków jest istotne, by polski model emerytalny poprawiony o efektywność OFE nie był demontowany. Bo właśnie ten model zwiększa atrakcyjność Polski i zachęca do inwestowania pieniędzy na rynku kapitałowym. Obserwatorzy podkreślają, że nasza reforma emerytalna jest jedną z najbardziej efektywnych. Mnie dziwi, że polski minister finansów nie akceptuje tego, o czym mówią wszyscy analitycy spraw finansowych i emerytalnych w Europie i na świecie. To po prostu niemądre.

Może minister widzi, jak ten system generuje dług?

Myślę, że powinniśmy raczej dyskutować z krajami europejskimi, czy te elementy wliczać do długu publicznego, czy nie.

Już raz taką batalię przegraliśmy.

To nas nie zwalnia z tego, by tę dyskusję podjąć znowu. Jak patrzymy na przyrosty długu publicznego w kryzysie w Polsce i w innych krajach, to u nas ten przyrost jest stosunkowo niewielki, około 5 – 7 proc. A przeciętnie w UE to prawie 20 proc., w Hiszpanii i Grecji – około 30 proc. W Polsce spora jego część bierze się właśnie z zaliczania do długu składki przekazywanej do OFE. Jeśli po katastrofie finansowej Grecji chcemy dyskutować nad przejrzystością statystyki europejskiej, róbmy to. Ale kraje takie jak Polska, które sprawiły, że ich system emerytalny jest długofalowo bezpieczniejszy, nie mogą być za to karane. Tak jak ci, którzy nie zrobili nic, nie powinni mieć bonusu w postaci mniejszego długu. Kluczem wewnętrznej debaty w tej sprawie jest dyskusja o wzroście efektywności OFE, żeby przyszli emeryci mieli lepiej. A nie wdrażanie rozwiązań, które tak naprawdę osłabią ich szanse na lepszą emeryturę w przyszłości.

To, co powiedział Bronisław Komorowski – po prostu gospodarka, rozsądny Polaku – to tylko slogan czy rzeczywiście będzie wypełniony treścią?

Ta trawestacja powiedzenia „gospodarka, głupcze” jest bardzo dobra, bo podkreśla rozsądek Polaków. Jak spojrzymy na przewagę Polski w kryzysie, to ona się bierze z tego, czego nauczyliśmy się podczas całej transformacji. Z naszej zdolności adaptacyjnej i aspiracji. Jesteśmy wszyscy głodni sukcesu – tak młode pokolenie, jak i średnie. Efekt jest taki, że elementy popytowe i konsumpcyjne są dla naszej gospodarki dużo bardziej istotne niż w przypadku bardziej rozwiniętych krajów, gdzie PKB i konsumpcja od lat są wysokie. Dlatego jak słyszę o cięciach, czyli zmniejszaniu zasobności kieszeni Polaków, to myślę: niech oni te kieszenie mają jak najpełniejsze. Oczywiście w warunkach bezpieczeństwa finansowego.