Problemem Warszawy jest to, że miasto nie jest dysponentem swoich własnych odpadów i jest skazane na łaskę przedsiębiorców, którzy wywożą odpady i kierują je tam, gdzie im się podoba. A najczęściej podoba im się przepakować je na transport 20-tonowy i wywieźć do Mławy czy Ełku, zarabiając na tym krocie. Niektórzy przy okazji przejeżdżają obok tzw. dekodera kodu odpadów, czyli sita, gdzie kod odpadów zmienia się z 20 na 19, co powoduje zmniejszenie opłaty marszałkowskiej. Oszukiwany jest więc marszałek.

Najważniejszym problemem systemu jest więc brak kontroli czy segregacji odpadów?

Jesteśmy zdani na łaskę czy niełaskę przedsiębiorców, którzy posiadają władztwo nad odpadami. Po podpisaniu umowy z obywatelami robią z odpadem, co im się podoba. Hierarchia postępowania w Unii jest następująca: unikaj powstawania odpadów, następnie: odzyskaj ze strumienia odpadów wszystko, co może się jeszcze przydać, dalej: odzyskaj energetycznie, a dopiero to, co pozostanie: składuj. Firmy składują natomiast wszystko, mimo że w odpadach jest wiele surowców, które są cenne.

Jak więc możemy to zmienić?

Po pierwsze, ustanowiwszy dobre prawo. Prawo, które zaczyna się od władztwa samorządowego nad odpadami. Wtedy samorządy, dysponując pieniędzmi od obywateli, będą mogły podpisać umowy z przedsiębiorcami, tak by kierować strumień odpadów w te miejsca, gdzie mogą być prawidłowo zagospodarowane. Chcemy, by możliwe było nakazanie przedsiębiorcom zbiórki selektywnej, co stworzy rynek odzysku i recyklingu. Potrzebna jest również edukacja.

Kiedy taki układ będzie możliwy?

Mam nadzieję, że nową ustawę przygotujemy w najbliższym czasie, a następnie skierujemy ją do konsultacji. Liczymy, że proces legislacyjny pójdzie na tyle szybko, że będziemy mogli wprowadzić ustawę w życie na początku następnego roku.

Z rynku odpadów opakowaniowych docierają sygnały, że część dokumentów potwierdzających recykling jest fałszowana.

Według oceny samych przedsiębiorców, którzy działają w tzw. opakowaniówce, ponad 50 proc. dokumentów jest fałszywych. W przypadku zużytego sprzętu elektronicznego i elektrycznego jest to 30 proc.

W ten sposób uczciwi przedsiębiorcy padają. I albo naprawimy ten system w ciągu tego roku, albo przestanie on istnieć. Podobnie jest z pojazdami wycofanymi z eksploatacji. W tej chwili nie możemy się doliczyć 2,4 mln samochodów, które wyparowały. Tak naprawdę jednak zostały nielegalnie zdemontowane, a części zostały wysprzedane do warsztatów. Jest to bardzo duży problem i nim się zajęliśmy.