Na dziś można powiedzieć, że sytuacja jest stabilna, jednak nie można jeszcze „odtrąbić” końca kryzysu. Polskie firmy dość dobrze poradziły sobie z kosztami, choć oczywiście zyski dość mocno spadły. Bezrobocie ciągle rośnie, a stan naszej gospodarki zależy w dużej mierze od popytu wewnętrznego, który hamowany jest właśnie poprzez rosnące bezrobocie. To też odbije się na firmach. Przedsiębiorcy powinni być bardzo ostrożni, nadal dbać o koszty i starannie dobierać kontrahentów, tak by unikać zatorów płatniczych, które były głównym utrapieniem w ubiegłym roku. Choć kryzys nie okazał się tak poważny, jak wydawało się jeszcze rok temu, to zdecydowanie trwa nadal.

Z pana słów wynika, że firmy raczej ostrożnie podchodzą do kredytowania, czyli to niezbyt dobra informacja dla banków...

Najgorsze jest już za firmami, a te, które chcą wziąć kredyt, mają do tego o wiele lepsze warunki niż w zeszłym roku. Rynek bankowy funkcjonuje, banki w swoich planach podkreślają strategiczną rolę kredytowania przedsiębiorstw, więc pieniędzy dla firm nie zabraknie. Oczywiście fakt, że portfel kredytów nieregularnych rósł przez ostatnie kwartały, sprawia, że bankowcy będą postępować ostrożnie.

Wspominał pan o portfelu kredytów nieregularnych, tempo jego przyrostu wyraźnie zwolniło, czy ta tendencja będzie utrzymana?

Rzeczywiście wydaje się, że w części korporacyjnej największe przyrosty złych długów mamy za sobą. To tylko potwierdza to, o czym wspominałem, że jako grupa polskie firmy relatywnie dobrze poradziły sobie z kryzysem.

Czy w ciągu pierwszych miesięcy tego roku widać jakieś ożywienie w kredytach?

To, co widać, to więcej zapytań o kredyty inwestycyjne – firmy, które na skutek kryzysu zamroziły realizację planów inwestycyjnych, teraz do nich wracają. Oczywiście efekty nie będą widoczne z dnia na dzień, bo realizacja planów połączonych z pozyskaniem finansowania z banku trwa wiele miesięcy, ale rozmów na temat kredytów inwestycyjnych jest coraz więcej. Wiele firm rozważa możliwość realizacji nowych inwestycji i sprawdza oferty umożliwiające ich finansowanie. To spora zmiana w stosunku do 2009 roku, kiedy to przedsiębiorstwom zależało prawie wyłącznie na poprawie płynności, a kredyty inwestycyjne dla firm prywatnych praktycznie nie były obecne. Częściowo wynikało to z faktu, że same banki ograniczały dostęp do kredytów. Dziś, kiedy uczestniczę w wielu spotkaniach z klientami, rozmowy prawie zawsze toczą się na temat pozyskiwania finansowania. Widać ruch w branżach produkcyjnych – przedsiębiorstwa te już dziś się zastanawiają, jak się przygotować na czas, kiedy kryzys się skończy. Dużą przyszłość mają też inwestycje związane z ekologią, choćby dlatego że ten rodzaj inwestycji ma duże wsparcie ze strony UE.

Czy nieco mniejsze ryzyko związane z kredytowaniem firm może doprowadzić do spadku cen, szybszych decyzji kredytowych?

Wydaje mi się, że obecne ceny kredytu są na właściwym poziomie – z punktu widzenia klienta i banku. W ostatnich dniach obserwujemy stabilizację, a w niektórych przypadkach nawet nieznaczny spadek marż, ale to są poziomy nadal wyższe niż przed jesienią 2008 roku. Z tym że tamte ceny były przesadnie niskie, co wynikało z bardzo taniego kosztu pozyskiwania finansowania zarówno na rynkach międzybankowych, jak i bezpośrednio od deponentów. Zresztą to, że finansowanie jest nadal relatywnie drogie, widać po ciągle wysokim oprocentowaniu depozytów. Ale kulminację, jeżeli chodzi o wysokość ceny, mamy także za sobą. Teraz konkurencja na rynku się zwiększa, więcej banków otwiera się na firmy, co także pociąga za sobą niewielkie spadki marż. Z powodu kryzysu i konieczności tworzenia rezerw banki nadal skrupulatnie analizują dokumenty dostarczone przez firmy, a zakres oczekiwanych informacji jest nieco szerszy. To też minie, ale musi wyraźnie poprawić się sytuacja gospodarcza.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że firmy są niechętne bankom, bo ledwie 30 proc. przedsiębiorstw posiłkuje się kredytem...

Wielu przedsiębiorcom to posiłkowanie się kredytem wchodzi jednak w krew, w czym pomagają starania o dofinansowanie z UE. Obecnie aplikowanie o dotację unijną jest powszechne w przypadku realizacji inwestycji. Najczęściej uzupełnieniem finansowania jest kredyt bankowy lub leasing.

Jako szef bankowości dla firm czuje pan rosnącą konkurencję ze strony innych banków? Jak ona się objawia?

Ta konkurencja jest o wiele większa niż jeszcze rok temu, co wynika z roli, jaką finansowaniu firm nadały polskie banki. A sama konkurencja wymusza po prostu inne podejście do klienta. Bardzo rośnie rola doradcy bankowego odpowiedzialnego za nawiązanie i utrzymanie relacji z klientem. Musimy być bliżej klientów, poświęcać więcej czasu na poznanie ich potrzeb, tak aby móc zaproponować im dostosowaną do indywidualnych potrzeb ofertę. Nie może to być już relacja oparta wyłącznie na finansowaniu. Szersza współpraca zwiększa bezpieczeństwo banku, co przekłada się na większą elastyczność podejmowanych decyzji. Nie bez znaczenia jest także dochodowość.

A jak pan ocenia ofertę banków dla polskich firm – są jakieś luki, coś, czym można zawojować rynek?

Jest to oferta kompletna. W absolutnie wyjątkowych przypadkach bardzo wyrafinowanych produktów zdarza się, że pojawiają się doradcy z zagranicy. Nie oznacza to, że zmian już nie będzie – wszystkie banki nad tym pracują.

Co będzie produktem roku 2010, jeżeli chodzi o finansowanie firm przez banki?

To nadal będzie kredyt obrotowy, bo jest potrzebny prawie wszystkim firmom. Wzrośnie udział kredytów inwestycyjnych, ale rewolucji nie będzie. Oprócz kredytów obrotowych firmy będą poprawiać płynność poprzez faktoring, bowiem jest to produkt bezpieczniejszy dla banku, a limity, które firma może uzyskać, będą nieco wyższe. Kiedyś był to produkt przeznaczony głównie dla dużych firm, teraz, dzięki zaawansowanym technologiom i możliwości przesyłania faktur drogą elektroniczną, sięgają po niego coraz mniejsze firmy. W tym roku odrodzi się także leasing, dzięki odbudowie planów inwestycyjnych. A przedsiębiorcy dostrzegają zalety leasingu, czyli mniejszą ilość procedur i mniej zabezpieczeń przy tej formie finansowania.

A jak wygląda realizacja strategii Banku Millennium – bank dość mocno postawił na bankowość dla firm, czy są już jakieś efekty?

Zgodnie z przyjętą strategią naszym celem jest znaczne zwiększenie znaczenia obsługi firm w działalności banku i wzmocnienie jego wizerunku jako instytucji świadczącej profesjonalne usługi dla przedsiębiorstw. Z działań, które już zrealizowaliśmy – przekształcona została sieć sprzedaży – tak aby nasi doradcy klienta byli bardziej mobilni i mieli aktywny kontakt z firmami. Wydzieliliśmy z sieci specjalną część odpowiedzialną za pozyskiwanie nowych klientów. Oprócz tego inwestujemy w systemy informatyczne. Dzięki temu jakość obsługi poprzez internet znacznie się poprawiła. Inwestujemy także w nowe produkty: od listopada ruszyliśmy z nowym systemem informatycznym w zakresie faktoringu, w grudniu uruchomiliśmy internetową platformę walutową. Widzimy wyraźne ożywienie w zakresie ilości nowych aplikacji kredytowych i nowych klientów otwierających rachunki w banku. Jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia naszych celów.