● TVN i Grupa ITI miały na rynku świetny wizerunek, ale na początku tego roku – szczególnie po przejęciu przez TVN platformy n – przestaliście być pupilkiem mediów. Jak się pan z tym czuje?

– Przyznaję, że mamy do czynienia z sytuacją dość paradoksalną. ITI został po raz drugi z rzędu uznany za najlepszego pracodawcę roku, TVN i Onet co miesiąc wchodzą do czołówki najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce, TVN nagrodzono za najlepsze relacje inwestorskie... Wszystkich nagród, które dostaje sam TVN, nie ma nawet sensu wymieniać, bo to większość tego, co można w Polsce zdobyć. Przecież sami sobie tych nagród nie dajemy, więc o co chodzi?

● Ma pan przekonanie, że podejmujecie słuszne decyzje, ale rynek was nie rozumie?

– Na to wszystko nakłada się coś, czego zupełnie nie rozumiem. Przecież ITI działa już na rynku 25 lat. Gdyby przeanalizować różne nasze projekty, to na koniec niemal wszystkie się udają i – co więcej – mają charakter strategiczny. Nie rozumiem, dlaczego analitycy i inwestorzy nigdy nie mieli i wciąż nie mają zaufania do nowych projektów. Powszechne zdziwienie i powątpiewanie towarzyszyło nam, gdy zabieraliśmy się za telewizję, ale to nam się udało. Gdy tworzyliśmy TVN24, nawet nasi amerykańscy partnerzy nie wierzyli w ten projekt, więc ITI wziął ciężar finansowania na siebie. Podobnie było z Onetem. Proszę sobie wyobrazić dziś TVN jako tylko naziemną telewizję, bez kanałów tematycznych, bez internetu i – wreszcie – bez dystrybucji, którą zapewnia naziemna platforma satelitarna. Gdybyśmy dzisiaj mieli tylko TVN, to wszyscy mówiliby, że nie wykorzystaliśmy wielu szans, że przespaliśmy wiele okazji.

● TVN przejął n w środku globalnego kryzysu. Rządził strach. A wy dokonaliście transakcji, która przeraziła inwestorów. Uznano, że to wyciąganie pieniędzy z TVN do ITI, bo musicie spłacać kredyty. Może warto było poczekać z tą transakcją?

– Niczego nie żałuję. Myślę nawet, że zrobiliśmy to za późno. Całe ryzyko uruchomienia platformy wzięła na siebie Grupa ITI, zaciągając w tym celu kredyty. Przyszedł moment, w którym uznaliśmy, że nie ma ryzyka niepowodzenia i w związku z tym platforma może już trafić pod skrzydła TVN. Tylko w ten sposób można osiągnąć istotne synergie.

Jestem niepoprawnym optymistą, ale sukces n przerósł nawet moje oczekiwania. To trzecia platforma na rynku, która ma już blisko 800 tys. abonentów, największy udział w rynku HD – prawie 98 proc., najwyższy przychód na jednego abonenta, a do tego daje TVN możliwości dystrybucji i nowe źródło przychodów. Co do strony finansowej transakcji, nie miała ona nic wspólnego z kredytami ITI. Na ich spłatę mamy czas do 2012 roku, a na spłatę odsetek są odłożone środki. TVN przejął teraz częściowe finansowanie platformy, ale jest ono już niewielkie, bo spółka jest bliska break even, a gdyby nie różnice w kursach walut, już by ten punkt osiągnęła. Poza tym, przecież dzisiaj i tak ITI nadal finansuje platformę, bo mamy 62 proc. udziałów w TVN. Skoro udziały w TVN stanowią najistotniejszą część majątku ITI, jak ci faceci z ITI mogliby zrobić cokolwiek, by strzelić sobie w kolano? Przecież to nonsens.

● To skąd tak negatywne nastawienie rynku?

– Pytanie, czy to nastawienie nie zostało wylansowane na zamówienie.

● Czyje?

– Konkurencji takiej czy innej. Może jakiejś grupy inwestorów.

● Ma pan jakieś konkretne podejrzenia?

– Nie. Ale proszę spojrzeć na przykład na raporty banku Merrill Lynch. Przecież one są skandaliczne. Napisaliśmy zresztą do zarządu banku, że ich raporty są skrajnie nieprofesjonalne, bo opierają się na niesprawdzonych lub wręcz wyssanych z palca informacjach.