• Kończą się konsultacje nad założeniami Polityki energetycznej państwa. Strategia do 2030 r. przygotowanymi przez Ministerstwo Gospodarki. Czy projekt był dobrym punktem wyjścia do debaty o perspektywach sektora, czy dobrze zdefiniował priorytety?

- Projekt jest implementacją celów, jakie Unia Europejska nakreśliła przed energetyką, zawiera priorytety, które są pochodną naszych zobowiązań wynikających z umów akcesyjnych z 2004 r. i innych dyrektyw Komisji Europejskiej. Ma charakter dostosowawczy, jest mało kreatywny. A powinien być, jeśli sektor - tak ja to widzę - ma się szybko rozwijać i aktywnie wpływać na gospodarkę. Zabrakło ogólnej wizji energetyki i roli, jaką miałaby spełniać w krajowej gospodarce. Oczekiwałem, że zostanie powiedziane, iż ma być czynnikiem dynamizującym i gwarantującym rozwój. Jeśli najważniejsze jest bezpieczeństwo energetyczne państwa, a to moim zdaniem jedyny wyróżniony priorytet - to należało pokazać, w jakiej formie, jak mocno energetyka będzie wpisana w misję całej gospodarki, a polityka energetyczna w długofalową strategię gospodarczą. I odwrotnie.

W założeniach jest dużo odniesień do analiz, statystyk, projekcji ogłoszonych m.in. przez Międzynarodową Agencję Energii, natomiast nie ma odniesień do opracowań analitycznych wykonanych u nas, na podstawie aktualnej pogłębionej wiedzy o sytuacji i perspektywach naszego sektora, w otoczeniu krajowej gospodarki. Tego mi zabrakło. Niestety w Polsce nie ma dziś poważnego ośrodka naukowo-badawczego, który by w sposób systematyczny zajmował się analizami i aktualizacją prognoz związanych z energetyką. Ostatni taki ośrodek był przy Polskiej Akademii Nauk, ale to już historia.

• A jak środowisko związane z sektorem odniosło się do założeń?

- Instytucje i organizacje do tego zobligowane przesłały do resortu gospodarki opinie z propozycjami, poprawkami, uzupełnieniami. Ale były to nie tyle materiały do dyskusji, ile prezentacja oczekiwań różnych środowisk, które próbują zaakcentować swoje interesy, licząc że znajdą się w ostatecznym kształcie projektu. Tymczasem polityka energetyczna - choć jak każda inna musi być wypadkową kompromisów - nie może być koncertem życzeń. I liczę na to, że nie będzie. Tu często potrzebne są trudne decyzje, uwzględniające przede wszystkim długofalowe skutki. Jedni będą je głośno kontestować, inni nabiorą wody w usta, będą czekać. Myślę zwłaszcza o inwestorach.

• Czy można mówić o skutecznej polityce energetycznej, w sytuacji kiedy nie mamy konkurencyjnego rynku energii?

- O skuteczności polityki energetycznej decyduje stworzenie ram i warunków organizacyjnych, prawnych, ekonomicznych do zachowania ciągłości zasilania w energię i surowce energetyczne odbiorców przemysłowych i indywidualnych, w perspektywie wielu lat. Jeśli będzie to osiągane za pomocą mechanizmów rynkowych, jeśli te mechanizmy okażą się skuteczne - to w porządku. Jeśli nie - to dla mnie ważniejsze jest bezpieczeństwo niż wspieranie konkurencji jako celu samego w sobie. Godzę się z regulacją rynku, jeśli to konieczne, byleby gwarantowała długoterminowe bezpieczeństwo.

• Zrealizowany został wielki program konsolidacji sektora elektroenergetycznego. Powstały cztery grupy energetyczno-kapitałowe, ogłoszono sukces, a teraz - jak twierdzą niektórzy - efektem konsolidacji jest parcie wytwórców energii na wzrost cen.

- Mamy grupy kapitałowe, przekształcające się w koncerny energetyczne, ale one są za mocno wewnętrznie powiązane, żeby wytworzyć presję konkurencyjną. Każda z grup kupuje energię przede wszystkim od swoich wytwórców, co znacznie ogranicza płynność rynku, każda handluje jedynie nadwyżkami, które okazują się bardzo małe. Rynek został źle zaprojektowany, staje się rynkiem producenta. Do wymagań rynku konkurencyjnego nie jest przygotowana infrastruktura sieciowa, wskutek czego uaktywniają się ograniczenia systemowe, które paraliżują konkurencję. Już na początku uruchomienia rynku w 2000 r. bloki elektrowni systemowych powinny być przyłączone tylko do sieci przesyłowej najwyższych napięć. Jeśli wprowadzają moc również do sieci dystrybucyjnej 110 kV, to w poszukiwaniu redukcji kosztów własnych prowadzą swoistą grę rynkową z operatorem sieci przesyłowej, który odpowiadając za operatywne bezpieczeństwo elektroenergetyczne, narażony jest na dodatkowe koszty. Wykorzystują wszystkie informacje z rynku, żeby zwiększyć zysk. Z ich punktu widzenia jest to słuszne.