Wyjaśnia ekspert Marcin Krasoń, analityk Open Finance

Atrakcyjność nowego rozwiązania na rynku kredytów hipotecznych zależy od oferty banku, w którym mamy kredyt. Warto jednak pamiętać, że – wbrew temu, co wydawało się jeszcze kilka tygodni wcześniej – w większości banków klienci będą mieli możliwość powrotu do starego sposobu spłaty. Przypomnijmy: 1 lipca 2009 r. weszła w życie tzw. rekomendacja S II Komisji Nadzoru Finansowego, która mówi m.in. o tym, że banki powinny umożliwić klientom spłatę raty kredytu hipotecznego w walucie, w której kredyt jest rozliczany. Banki leniwie podeszły do sprawy i niektóre z nich dopiero na przełomie czerwca i lipca poinformowały o zasadach przyjmowania wpłat w walucie.

Aby odpowiedzieć na pytanie, czy to się opłaca, należy przede wszystkim sprawdzić, jak obecnie obsługiwany jest nasz kredyt. Na rynku jest kilka instytucji, które oferują atrakcyjne kursy walut – w takich przypadkach może się okazać, że kupowanie franka czy euro w kantorach jest nieopłacalne.

Ale nawet jeśli już wiemy, że w naszym przypadku warto co miesiąc kupić walutę w kantorze, może okazać się, że... i tak nic z tego. Nie każdy bank deklaruje bowiem obsługę kasową obcych walut. W takim przypadku jedynym rozwiązaniem jest założenie konta walutowego w instytucji przyjmującej gotówkę w placówkach i dokonywanie przelewów. Niestety, w takim przypadku będą to przelewy międzynarodowe, a te kosztują kilkadziesiąt złotych. Cała operacja nie jest więc warta świeczki, bo i sama zmiana sposobu spłaty kredytu kosztuje – nawet 0,75 proc. kwoty zadłużenia.

Kolejnym problemem jest sprawa przyjmowania bilonu w banku. Nikt nie ma przecież raty w wysokości np. 900 franków (zawsze jest jakaś drobna końcówka). Bilon trudno jest kupić – w kantorach zapłacimy za niego dużo drożej. Podobnie będzie z jego przyjmowaniem – większość banków albo w ogóle nie chce go przyjmować, albo obarcza tę operację wysoką prowizją. Lepiej już zapłacić więcej, a resztę zostawić na koncie na poczet kolejnej raty.