Banki są zwolnione z obowiązku podawania rzeczywistej stopy procentowej w przypadku kredytów i pożyczek o wysokości mniejszej niż 500 zł i większej niż 80 tys. zł albo równowartości tych kwot w innej walucie niż waluta polska oraz których termin spłaty kredytu nie przekracza trzech miesięcy.

Potencjalni amatorzy kredytów hipotecznych o znacznej wysokości patrzą najpierw przede wszystkim na wysokość oprocentowania kredytu, więc banki starają się oferować je w możliwie niskiej wysokości, podobnie jak wysokość prowizji, często doliczanej do stopy procentowej.

Poza opłatą za promesę kredytu, prowizją za rozpatrzenie wniosku, taksą za każdorazowe sporządzenie aneksu do umowy w cennikach banków pojawiają się ostatnio często opłaty, w solidnej wysokości, za zbadanie wiarygodności kredytowej, wydanie potwierdzenia spłaty raty kredytu itd., itp. Takie pozycje powinny naszą uwagę postawić w stan alarmu, zwłaszcza gdy towarzyszą im dość ogólnikowe sformułowania w umowie dające bankowi duże uprawnienia, np. co do sporządzania aneksów na okoliczność każdej zmiany oprocentowania, przeprowadzania inspekcji kredytowej w dowolnym momencie, bo może nas to słono kosztować nawet wtedy, gdy ze swoich zobowiązań kredytobiorcy wywiązywać się będziemy wzorowo.

Najwięcej można stracić wtedy, gdy kredyt przed wypłatą jest zamieniany na złote według kursu zakupu walut, a spłacany według kursu sprzedaży. Na dodatek gdy jest to kurs specjalny, ustalany jest on przez konkretny bank, z zastosowaniem zazwyczaj mało czytelnych kryteriów. Dlatego warto zadbać, by wszelkie walutowe punkty odniesienia miały w umowie kredytowej kształt obiektywnych rynkowych wskaźników, np. średni kurs NBP, WIBOR 3M, EURIBOR 1M itd.