Oczywiście samo branie narkotyków jest szkodliwe dla organizmu i w dłuższym okresie prowadzi do poważnego uszczerbku na zdrowiu, jednak zwiększanie dawek to przepis na zgon lub ciężkie inwalidztwo. W takim stadium jest obecnie strefa euro.

Liderów strefy euro od miesięcy konsekwentnie nazywam euromatołami z racji liczby i skali błędów, które popełnili. Poprzednie działania podejmowane przez nich skutkowały poprawą nastrojów na rynkach na kilka miesięcy lub tygodni. Ostatni pakiet pomocowy dla Hiszpanii w wysokości 100 mld euro zadziałał na kilka godzin, wkrótce na rynek powróciła nerwowa atmosfera, a oprocentowanie hiszpańskich obligacji ponownie zaczęło szybko rosnąć. To znak, że organizm eurowego narkomana już nie reaguje na dawki liczone w setkach miliardów euro. Zresztą natychmiast pojawiły się pytania, czy następne będą Włochy.

Euromatoły już wkrótce będą musiały podjąć kluczową decyzję. Czy skierować eurowego narkomana na odwyk, czyli na przyspieszoną terapię oszczędnościową połączoną z darowaniem części długów, czy też zdecydują się zaaplikować delikwentowi megadawkę narkotyku liczoną w bilionach euro.

To, jaka decyzja zapadnie, zależy od tego, kto ją będzie podejmował. Jeżeli będzie robił to sam narkoman, wiadomo, że wybierze kolejną, większą dawkę narkotyku, tym bardziej że nie musi za nią płacić. Jeżeli decyzję podejmie lekarz badający narkomana, to oczywiście skieruje go na terapię odwykową, jeżeli będzie miał kto za tę terapię zapłacić.

Niestety sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ konsylium decydentów nie jest jednorodne. Niektórzy sami są uzależnieni od narkotyków (mają wielkie długi państwowe i bankowe), więc decyzja o kuracji odwykowej może być trudna. Inni są pseudospecjalistami w tej dziedzinie, bo poprzednio co prawda skierowali narkomana na kurację odwykową, ale co piątek pozwalali mu dawać sobie potężnego kopa. To właśnie tych nazywam euromatołami. Potem dziwili się, że po dwóch latach kuracja nie przyniosła żadnych skutków. Jest w tym gronie też kilku fachowców, ale nie wiadomo, czy ich głos będzie słyszalny w harmiderze robionym przez narkomanów i euromatołów.

Ratowanie państw strefy euro przypomina kurację uzależnionego od coraz większych dawek narkotyku. Poczuje się lepiej, ale przez chwilę

Zbliża się decydujący moment, bo pacjent z powodu zbyt małych dawek zaczyna wpadać w szał i może sam sobie zrobić krzywdę, a nawet zagrozić innym. Dlatego z pewnością decyzja zostanie podjęta w ciągu najbliższych miesięcy. Oczywiście jedyną instytucją w strefie euro, która dysponuje odpowiednią dawką narkotyku, jest EBC. Jeżeli zapadnie decyzja, żeby podać narkomanowi nową dawkę, to będzie oznaczało konieczność wydrukowania kilku bilionów euro. Europejski Bank Centralny kupi za nie jakieś aktywa od banków strefy euro, prawdopodobnie takie, jakich nikt inny nie chciałby kupić.

Ale jeżeli kupuje się za wydrukowane pieniądze, to przecież można przepłacić nawet 10 razy, w końcu dokona się wymiany papier za papier, czyli nic niewarte, śmieciowe obligacje niektórych rządów za (wkrótce) nic niewarte banknoty euro. To jest taka sama transakcja jak w znanym dowcipie o bacy, od którego turysta chciał kupić psa. – Ile chcecie, baco, za tego owczarka. – Milion – mówi baca. – Czyście zwariowali?! – turysta wzrusza ramionami i odchodzi. Ale za dwa dni wraca i widzi, że psa nie ma. – A gdzie pies? – pyta. – Już nie mam, dostałem za niego milion – odpowiada baca. – Jak to? – turysta wybałusza ze zdziwienia oczy. – Zamieniłem na dwa koty po pięćset tysięcy – mówi zadowolony baca i szeroko się uśmiecha.

No właśnie, baca zamienił psa na dwa koty i ciągle wydaje mu się, że jest milionerem. Jeżeli euromatoły będą dalej dokonywały takich transakcji, to będzie im się wydawało, że są bogaci i zdrowi i że wszystko jest w porządku. I ta iluzja będzie trwała dopóty, dopóki baca nie pójdzie do banku po sto tysięcy kredytu pod zastaw kota, wtedy przekona się, że wcale nie jest milionerem.

Dlaczego te oczywiste fakty nie trafiają do decydentów strefy euro? Z tych samych powodów, z których dobre rady nie trafiają do nałogowego narkomana. Po przekroczeniu pewnej bariery narkoman żyje tylko po to, żeby dostać kolejną działkę, żeby znowu poczuć się dobrze. Aby zdobyć pieniądze na narkotyk, kradnie, prostytuuje się, zrobi najgorsze świństwo.

Teraz wyobraźmy sobie miasto, w którym rządzą narkomani i matoły. Kto posłałby tam swoje dzieci do szkoły? A kto pożyczyłby miastu pieniądze?