Z europejskim optymizmem, jaki było widać przez większą część czwartkowej sesji, kontrastowało niezdecydowanie amerykańskich inwestorów, widoczne w niewielkich zmianach wartości tamtejszych indeksów. Dow Jones zyskał 0,16 proc.,  a S&P500 wzrósł o 0,25 proc. Jedynym komentarzem do tego "wydarzenia" jest to, że mieliśmy kolejną próbę powstrzymania spadkowej fali, trwającej od początku maja.

Trudno w tym dopatrywać się reakcji na dane makroekonomiczne. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych okazała się zbliżona do oczekiwanej, a skok wielkości deficytu handlowego nie zmartwił inwestorów. Skrzydeł nie dodał im Ben Bernanke, który w swym wystąpieniu koncentrował się na analizie kondycji banków i sytuacji na rynku kredytowym. Jego umiarkowanemu optymizmowi w tej pierwszej kwestii psikusa zrobił JP Morgan, informując o zaskakującej stracie z operacji finansowych, sięgającej 2 mld dolarów. Akcje banku traciły w handlu pozasesyjnym 5 proc., wpływając także na notowania pozostałych instytucji finansowych.

Wyraźne osłabienie w końcowej części handlu, może w połączeniu z informacją JP Morgan sugerować pogorszenie się nastrojów na Wall Street. Pewne znaczenie może mieć dzisiejsza publikacja wskaźnika nastrojów amerykańskich konsumentów w maju. Oczekuje się, że utrzyma się on na niezmienionym w porównaniu do kwietnia poziomie.

Choć decydujący wpływ na zachowanie się rynków europejskich będzie mieć to, co dzieje się w Grecji, inwestorzy mogą zwrócić uwagę na dwie informacje, które wczoraj nie zostały najwyraźniej docenione. Pierwsza to zakończenie przez Bank Anglii programu ilościowego luzowania w obawie przed inflacją. To istotny sygnał, świadczący o zmianie nastawienia w polityce pieniężnej. Co prawda stymulowaniem gospodarki ma zająć się rząd, ale bez zwiększania deficytu. Drugim, nie mniej istotnym, była deklaracja Angeli Merkel, że jest przeciwna programom pobudzania wzrostu gospodarczego kosztem wzrostu zadłużenia. 

W Grecji trwa powyborczy galimatias. Z jednej strony sondaże mówią o rosnącej popularności przeciwnej oszczędnościom SYRIZ-y, z drugiej zaś rysuje się możliwość stworzenia koalicji partii zamierzających honorować podjęte zobowiązania.

Do tego wszystkiego dochodzą nienajlepsze dane z Chin. Inflacja co prawda obniżyła się do 3,4 proc., a w przypadku cen producentów wystąpiła niewielka deflacja, ale jednocześnie wyraźnie spadła dynamika sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej.

Giełdy azjatyckie na te informacje zareagowały spadkiem. Nikkei tracił 0,6 proc., w Hong Kongu i na Tajwanie zniżki przekraczały 1 proc., najspokojniej było w Szanghaju, gdzie indeks szedł w dół o 0,3 proc.