Twitterowo, bo już zrozumieli, że to nowocześnie. I tak Grzegorz Napieralski dziękował noblistce za „wiersze z dawką pozytywizmu”. A posłanka i wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka ubolewała: „Coraz mniej wielkich ludzi – najpierw Havel, teraz Wisłocka...”. Wprawdzie potem kajała się w limeryku, że „Żal za poetką mój szczery wręcz poprzestawiał litery”, ale stało się, poszło. To drobne przykłady jakże ludzkiej słabości, kiedy szybciej się mówi (lub pisze), niż myśli, i można by się uśmiechnąć z pobłażliwością, gdyby... Gdyby nie był to zwyczaj w naszej klasie politycznej, który przekłada się też na poważniejsze rzeczy – ustawy. Przykładów byłoby niemal tyle, ile gwiazd na niebie, dziś tylko dwa – z bieżącego numeru naszej gazety.

Raz: Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji postanowiło wydać głupie 15 mln zł na szerzenie informatyzacji w każdym domu. Kaganek cyfrowej oświaty mają nieść tzw. latarnicy (!), i przekonywać nieprzekonanych, że internet jest fajny. Będą za to dostawali 2 tys. zł miesięcznie. Jeśli resort koniecznie chce rozdać trochę pieniędzy, proponowałabym, żeby zamiast płacić, przepraszam za wyrażenie, latarnikom, kupiło za te 15 mln laptopy i dało tym, których na to nie stać. Będzie równie głupio, ale za to skuteczniej.

Dwa: Tym razem resort transportu. Przygotował przepisy, według których starostwa miałyby się zająć rejestracją kandydatów na kierowców. Starostwa musiałyby więc zatrudnić dodatkowych urzędników, którzy będą weryfikowali, czy lekarz, który wystawił delikwentowi świadectwo zdrowia, nie skłamał.

Albo czy Jan Kowalski faktycznie uczęszczał na kurs prawa jazdy. Brawo! Mam jednak jeszcze lepszy pomysł: trzeba powołać nową służbę specjalną. I dać jej prawo stosowania podsłuchów tudzież zakupów kontrolowanych.