Otóż nie. Ani Moody’s nie dostrzegł niczego wyjątkowego, ani z polskimi bankami nie musi być źle. Agencja ratingowa po prostu podsumowała zagrożenia dla banków, o których doskonale wiadomo. Z pogorszeniem koniunktury i ewentualnym dalszym osłabieniem złotego, które uderzy w kredytobiorców walutowych na czele. To może negatywnie odbić się na wskaźnikach banków i tyle. Nie ma mowy o kryzysie w sektorze finansowym, a tym bardziej jakichkolwiek bankructwach.

Problem tkwi raczej w nieszczęsnej konkluzji Moody’s, którą łatwo odczytać na wyrost, że bankom grozi jakieś nieszczęście. Przed paroma tygodniami agencje ratingowe poczęstowały nas zapowiedziami, że mogą obniżyć ocenę Polski i wtedy też można było mieć poczucie szykującego się nieszczęścia. Niepotrzebnie. Owszem, agencje ratingowe są słuchane przez rynki. Ale kilkadziesiąt miesięcy kryzysu nauczyły te same rynki, że ratingowa wielka trójka potrafi się srogo mylić. Dlatego trzeba bardzo wnikliwie słuchać wszystkich sygnałów płynących z gospodarki, a nie tylko wpatrywać w literki, którymi żonglują Moody’s, S&P czy Fitch.