Firmowe samochody, telefony, gwarancja zatrudnienia powodują, że odrywają się od rzeczywistości i działają częściej nie w obronie pracowników, ale własnych korzyści. Co więcej, dopominając się kolejnych przywilejów, pakietów, ochrony, mogą doprowadzić firmę do ruiny. Niczym pasożyt żerujący na zdrowej roślinie.

A najgorsze jest to, że pogarszają sytuację zatrudnionych. Bezrefleksyjna Obrona praw pracowniczych prowadzi do dyskryminacji. Firma obawia się np. zatrudnić starszą osobę, bo przez cztery lata przed emeryturą nie może jej zwolnić. Kto na tym traci? Na pewno nie związkowcy. Pracodawca, wiedząc, co oznacza wpuszczenie ich do firmy, na sam dźwięk tego słowa dostaje dreszczy. I robi wszystko, aby nie powstała reprezentacja interesów pracowników. Ze szkodą dla nich samych.

Czas na interwencję rządu. Powinien przestać wreszcie bać się lobby działaczy i zająć się losem pracowników oraz samozatrudnionych zmagających się z ciężką rzeczywistością. Związkowcy to żądny przywilejów establishment, nie żadna reprezentacja.