To prawda, widok niesionych podmuchami wiatru foliowych torebek nie należy do najpiękniejszych. Jeszcze do niedawna torebki były plagą polskich miast. To prawda, ich rozkład trwa nieznośnie długo, a procesy utylizacji niosą ze sobą groźbę uwolnienia niebezpiecznych dla środowiska substancji.

Nie zmienia to jednak tego, że unijny projekt zakazu produkcji tego rodzaju torebek może budzić wątpliwości. Pomijam już nawet to, że z radości zacierają ręce przedstawiciele jedynej firmy, która produkuje w Polsce torby biodegradowalne, czyli takie, które UE ma dopuszczać. Pewnie wkrótce przybędzie jej konkurencji.

Nie podoba mi się natomiast filozofia, jaką kieruje się Unia. Jest wyrazem bezradności, na którą lekiem ma się stać polityka zakazowo-nakazowa. Zakaz foliowych torebek, nakaz używania drogich energooszczędnych żarówek, limity CO2, przed którymi drży polski przemysł, mus wprowadzania energii odnawialnej, o której można powiedzieć wiele dobrego poza tym, że jest tania.

Przy tworzeniu tego rodzaju dobrze brzmiących, efektownych rozwiązań Unia niespecjalnie bierze pod uwagę dwa bilanse: ekonomiczny i, paradoksalnie, ekologiczny. Z powodu limitów CO2 bądź zielonej energii Europa skazuje się na energetyczną drożyznę i radykalny spadek konkurencyjności niektórych sektorów przemysłu. Fabryki sobie poradzą, przenosząc się za miedzę UE, gdzie limity nie obowiązują, jednak Europejczycy będą kupować hiperdrogi prąd z wiatraków. W dodatku ich budowa pochłania tyle energii, że bilans ekologiczny z trudem się wyrównuje po kilkudziesięciu latach ich funkcjonowania.

Wróćmy jednak do torebek. Zakaz ich produkcji jest o tyle kuriozalny, że od strony ekologicznej zła jest wszelka jednorazowość. Niezależnie od tego, czy torebka będzie z klasycznej folii, degradowalnej czy też z papieru, do którego produkcji zużywa się najwięcej energii. Z tego punktu widzenia jedynym wyjściem jest wielorazowość. Czy Unia się tym zajmuje? Czy to mocno nagłaśnia, promuje? Nie, woli wprowadzić zakaz. Na swój sposób lepiej promują handlowcy, którzy wycofali darmowe foliówki i biorą za nie opłaty, a przejścia do kas obwiesili wielorazowymi torbami. To prawda, zarabiają na tym, jednak widok ludzi biorących stertami foliowe torebki jest coraz rzadszy. I to bez restrykcji wprowadzonych przez unijne gremia.