A te oddziałują na inflację na różne sposoby. Po pierwsze prowadzą do droższego kredytu, co spowalnia konsumpcję i inwestycje finansowane kredytem. To powoduje wolniejszy wzrost gospodarczy i w konsekwencji spadek inflacji. Po drugie wyższe stopy wpływają na oczekiwania ludzi – widząc rosnące stopy, zmniejszają oni swoje oczekiwania wzrostu cen i płac w przyszłości, co prowadzi do niższej inflacji. Po trzecie wyższe stopy powodują, że złoty staje się bardziej atrakcyjny dla spekulantów, przyczyniają się do jego umocnienia, kupując złotówki za waluty. Silny złoty prowadzi do spadku cen towarów importowanych i do spowolnienia wzrostu gospodarczego, co obniża inflację. Na podstawie komentarzy członków Rady Polityki Pieniężnej można wywnioskować, że rada liczy na oddziaływanie tego właśnie kanału, bo jak inaczej interpretować słowa o znaczącym potencjale aprecjacyjnym złotego albo konkretne prognozy liczbowe wskazujące na możliwość silnej aprecjacji.

Uważam, że rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp procentowych będzie trzecim w historii NBP takim samym błędem popełnionym przez RPP. Rada pierwszej kadencji podniosła radykalnie stopy procentowe w odpowiedzi na rosnące ceny ropy naftowej i żywności i doprowadziła do 20-procentowego bezrobocia i zerowego wzrostu gospodarczego. Rada drugiej kadencji szczęśliwie już w mniejszym stopniu zareagowała podwyżkami stóp procentowych na impuls cenowy wynikający z wejścia Polski do Unii Europejskiej. W reakcji na te podwyżki złoty dramatycznie się umocnił i gospodarka poważnie zwolniła. Na szczęście na krótko, bo rada drugiej kadencji szybko naprawiła swój błąd. Teraz rada trzeciej kadencji planuje rozpocząć serię podwyżek stóp procentowych, które rynki wyceniają na 100 – 150 punktów bazowych. Moim zdaniem będzie to błąd, miejmy tylko nadzieję, że RPP zauważy to na tyle szybko, że polska gospodarka nie odczuje negatywnych skutków tej decyzji.

Podwyżka stóp procentowych będzie błędem z dwóch powodów. Rosnąca inflacja nie ma źródeł krajowych (lub krajowe źródła są jednorazowe), a w roku 2013 można się spodziewać silnego spowolnienia wzrostu gospodarczego na skutek zacieśnienia polityki fiskalnej w Polsce, kryzysu finansów publicznych w strefie euro lub obu rzeczy naraz, co obniży inflację. Skąd się bierze obecny wzrost inflacji? Po pierwsze mamy silny wzrost cen surowców, który wynika z rosnącego popytu na nie w krajach rozwijających się i z działań spekulantów, oraz silny wzrost cen żywności, który także wynika ze wzrostu popytu i z silnej aktywności wulkanów na Kamczatce. Piszą o tym specjaliści od klimatu w Browning Newsletter on climatology. Twierdzą, że z powodu aktywności czterech wulkanów (Kizimen, Sheveluch, Karymsky, Kliuchewskoi) arktyczne wiatry docierają dalej na południe niż zwykle. Efekt ten powoduje spadek zbiorów w Australii i najgorsze od stuleci deszcze, susze w Rosji, powodzie w Brazylii i Wenezueli, dziwną pogodę w wielu regionach Chin. Jeżeli wulkany się szybko nie uspokoją, to ta bardzo niekorzystna dla rolnictwa pogoda może się utrzymać przez dłuższy czas.

Za jakiś czas drugim czynnikiem wzrostu inflacji może być niespotykana w historii globalna ekspansja monetarna na skutek drukowania pieniędzy przez banki centralne. Na razie te drukowane pieniądze powodują bańki spekulacyjne na rynkach akcji, surowców i nieruchomości w krajach Azji, ale za jakiś czas może to prowadzić do wzrostu globalnej inflacji. Pisałem o tym w swojej książce o globalizacji wydanej w 2007 roku. Jeżeli rośnie inflacja globalna, to bank centralny w małym kraju nie powinien z tym walczyć, bo może doprowadzić do niepotrzebnej recesji na skutek bardzo silnego umocnienia kursu walutowego.