Nie chcą ode mnie tylko świadectwa urodzenia matki. Jeszcze nie chcą, bo może kiedy urzędniczka bankowa przeczyta te słowa, przypomni się jej, że bez tego świadectwa wniosek o kredyt jest nieważny.

Wiele się pisze i mówi o absurdach tudzież zbędnej biurokracji wytwarzanych przez nudzącą się jak mops administrację państwową. Jednak śmiało może się z nią równać zwyrodniała papierkofilia – ohydne zboczenie, na jakie cierpią wszystkie instytucje bankowe. Doskonale rozumiem, że ktoś, kto pożycza mi sporą kwotę pieniędzy ma prawo wiedzieć, czy jestem osobą wypłacalną, ile zarobiłam w poprzednim roku i co wnoszę jako zabezpieczenie. Ale po co bankowi akt nadania mi numeru identyfikacji podatkowej? Zwłaszcza że figuruje on na każdym rocznym zeznaniu, które też, a jakże, jest dołączone do wniosku? Ale nie, to za mało, bez aktu nadania NIP się nie da. Zupełna zaś paranoja się zaczyna, kiedy papierkofilia banku łączy się z papierkofilią państwową. Otóż do wystawienia duplikatu aktu nadania NIP właściwy jest urząd, który ten numer nadał. W moim przypadku – urząd skarbowy w Katowicach. I nic nie szkodzi, że kilka lat temu całe swoje życie, także to finansowe, przeniosłam do centralnej Polski. Ale pies to chapał, już byłam gotowa kupować bilet na Gwarka, kiedy dowiedziałam się, że co prawda w Katowicach wystawią mi duplikat nadania NIP, ale będzie on zawierał nieaktualne dane, więc z punktu widzenia banku – zbędne. Co dalej? Los pokaże. A już przede mną kolejna droga pod zaśnieżoną górę: muszę przedłożyć dokument o wysokości zadłużenia z racji kredytu w innym banku: wypełnić wniosek, wnieść odpowiednią opłatę i poczekać dwa tygodnie, bo tyle bank ma na odpowiedź. Co prawda wysokość zadłużenia i harmonogram rat widnieją również na moim koncie internetowym i wystarczyłoby wydrukować, ale dla banku to za mało. Bankowa polka z przytupem trwa już od miesiąca, teczka z „niezbędnymi” zaświadczeniami (vide mapa geodezyjna mojego domu) puchnie. Niektóre z nich mają trzymiesięczny okres ważności, więc jeśli się przeterminują, trzeba będzie je załatwiać od nowa.

Ale ta papierkofilia bankowa nie jest wcale taka bezsensowna i głupia. Skutecznie bowiem zniechęca do brania kredytów.